Macedonia Północna–Bułgaria i duchy przeszłości

Spór obu krajów to zawiły węzeł, który można rozplątać tylko dzięki ostrożności, cierpliwej pracy i rozmowom. Czy tak się stanie tym razem?


Minęły zaledwie dwa miesiące, odkąd spór między Bułgarią a Macedonią Północną znalazł się w centrum starań o rozszerzenie UE, a francuski prezydent desperacko próbował usunąć przeszkody przed negocjacjami Skopje z Unią. Dziś w bułgarskich mediach nie ma praktycznie wzmianek o tym, co dzieje się na tym froncie.

I to może być dobre. To bowiem dokładnie ten rodzaj historii, który dowodzi, że uwaga opinii publicznej komplikuje niektóre konflikty – różne grupy zaczynają używać ich jako sztandaru dla innych wojen.

Geneza problemu

Kraje mają wspólną historię. Większość dwudziestowiecznych wojen, w które zaangażowała się Bułgaria, była w jakiś sposób związana z przekonaniem, że Macedonia jest częścią bułgarskiego zaplecza i powinna zostać z nim zjednoczona. Starania te zakończyły się dwiema katastrofami narodowymi, a w okresie komunistycznym oba kraje zaczęły się od siebie oddalać – pod przykrywką bułgarskiej partii komunistycznej i przy aktywnych staraniach partii serbskiej.

Po 1989 roku stosunki nagle poprawiły się, a Bułgaria jako pierwsza uznała nowy niepodległy naród. Było to w dużej mierze podyktowane nadzieją, że niepodległa Macedonia z powrotem przylgnie do Bułgarii, stając się jej bliskim partnerem. Jak ogłosił były prezydent Bułgarii w Radzie Europy w 1997 r., „Macedonia jest najbardziej romantyczną częścią bułgarskiej historii”.

Jednak nic takiego się nie stało. W rzeczywistości sąsiedni kraj oddalił się jeszcze bardziej, czując, że jest oblężony: Grecja chciała jego nazwy, Serbia – kościoła, Bułgaria – historii i języka. Tymczasem Macedończycy zaczęli głosować nogami – ponad 50 tys. z nich wystąpiło o bułgarskie paszporty, by móc pracować w UE, a inni wyjechali do Grecji.

Światełko, które zgasło

W 2017 r. nowy demokratyczny rząd Zorana Zaewa postanowił przełamać impas i uporać się z greckimi i bułgarskimi zastrzeżeniami. W tym samym roku Bojko Borisow i Zaew podpisali traktat o dobrosąsiedzkich stosunkach, który miał stworzyć ramy i rozwiązać spektrum problemów – historycznych, społecznych i językowych. To otworzyło drzwi do podpisania w następnym roku porozumienia z Grecją, które zmieniło nazwę kraju i otworzyło mu drogę do NATO.

Członkostwo w NATO było zapewnione, a Grecja zadowolona. Bułgaria – jak się jednak okazało – nie. Ci, którzy czytali dokument, wiedzą, że w jego czternastu artykułach nie ma zbyt wielu szczegółów dotyczących żądań i obowiązków poszczególnych stron. Najbardziej konkretną częścią jest utworzenie wspólnej komisji eksperckiej, która ma spróbować rozwiązać spory historyczne i edukacyjne – takie jak określenie tożsamości narodowej dwudziestowiecznego rewolucjonisty Götse Delcheva i średniowiecznego władcy Cara Samuila.

Od początku było jasne, że praca tych komisji nie będzie łatwa. Rozwikłanie wieloletnich stereotypów i osiągnięcie kompromisu to skomplikowane zadanie, które staje się niemożliwe, gdy wkracza polityka. Komisje działały powoli i ospale, a większość przeszkód pochodziła ze strony macedońskiej. W zasadzie można powiedzieć, że początkowo weto było inicjatywą wąskiego grona dyplomatów w bułgarskim MSZ, którzy od lat byli niezadowoleni z braku wzajemności w Skopje.

Nagle, na początku 2020 roku, naciskany przez swoich ówczesnych partnerów koalicyjnych Borisow zdecydował się publicznie ogłosić weto wobec rozmów akcesyjnych ze Skopje z Unią. Od tego momentu sprawy miały się tylko gorzej.

Wrota, które nie mogły się zamknąć

Zatrzymanie kraju w drodze do UE z powodu braku porozumienia co do jego historii jest niemożliwe do wytłumaczenia kontynentowi, który uporał się z dużo większymi ranami. Pech chciał, że ówczesną szefową dyplomacji była Ekaterina Zaharieva, osoba, która według starszych dyplomatów, nie jest szczególnie dobra w artykułowaniu skomplikowanych stanowisk dyplomatycznych.

Dlatego przez ponad rok nikt w UE nie mógł zrozumieć, czego dokładnie chce Bułgaria, podczas gdy strona macedońska umiejętnie broniła swojego stanowiska. W rezultacie Sofia popadła w niemal całkowitą izolację.

Gdy upadł rząd Borisowa, władzę przejął prezydent Rumen Radew. Uznał on, że kwestia Macedonii Północnej i weta to święty Graal bułgarskiej polityki zagranicznej.

Bułgaria mówiła coraz bardziej mgliście, ale grzmiała coraz głośniej. Niemcy, które w tym czasie sprawowały prezydencję w UE, zrezygnowały z prób przekonania Sofii, a desperacja na Bałkanach Zachodnich stała się widoczna. Władzę w Macedonii Północnej przejął Dimitar Kovačevski. W Bułgarii pojawił się gabinet Kiriła Petkowa.

Jak zaangażowali się Francuzi

W lutym wybuchła wojna w Ukrainie. Nagle stało się podwójnie ważne, by zapewnić Bałkanom Zachodnim wyraźniejszą perspektywę unijną, nie pozostawić ich jako placu zabaw dla rosyjskich interesów. Prezydent Francji Emmanuel Macron, którego kraj przewodniczy UE, wziął na siebie próbę rozwiązania problemu Sofii i Skopje.

Należy zaznaczyć, że francuscy dyplomaci wykonali ogromną pracę. Wspólna deklaracja mówi, że negocjacje rozpoczną się, gdy Skopje zmieni swoją konstytucję – coś, co jeszcze pół roku temu nie było przedmiotem porozumienia. W ramach negocjacyjnych dodano specjalny ustęp, który mówi, że postępy Macedonii Północnej będą również mierzone na podstawie wdrażania dwustronnego traktatu i jego protokołu – choć co istotne, nie wspomina się w nim, kto jest odpowiedzialny za ocenę i decydowanie o postępach.

W końcu upadający już rząd Petkowa przesłał dokument do parlamentu, nie chcąc zająć stanowiska. Tam, dzięki pomocy lidera GERB Bojko Borisowa – choć prawdopodobnie wymuszonej przez jego partnerów z EPL – parlamentowi udało się poprzeć deklarację, która połączyła ręce władzy wykonawczej, by ostatecznie znieść weto.

A więc wszystko dobrze?

Bułgaria zapewniła sobie sposób na włączenie instytucji europejskich do kwestii bilateralnej. To wygrana dla Sofii, jednak wciąż może ona napotkać na problemy w Skopje i wywołać jeszcze większe kłopoty w innych miejscach.

Chociaż rządowi Macedonii Północnej udało się zatwierdzić propozycję i przeforsować ją w parlamencie, doszło do protestów opozycji i wysiłków sektora pozarządowego, by podważyć wynegocjowane rozwiązanie. Mówiono o „bułgaryzacji”. Nie jest to prawda – język macedoński zostanie uznany przez UE, choć postęp w innych kwestiach nie jest do końca przepracowany w procesie negocjacyjnym.

Jedynym realnym warunkiem wstępnym jest zmiana konstytucji, która może być postrzegana jako remis – poprzez włączenie Bułgarów jako części narodu macedońskiego można argumentować, że Sofia rezygnuje z trwającego dekadę nalegania, że są oni budulcem narodu.

Ale ważny jest też szerszy kontekst: włączając takie żądania do ram negocjacyjnych, KE uznaje, że w niektórych okolicznościach kwestie dwustronne – takie jak argumenty historyczne czy nawet językowe – mogą wpłynąć na to, czy dany kraj może przystąpić do Unii, czy nie, nawet jeśli spełnia pozostałe kryteria. Ta hipokryzja nie jest oczywiście nowa: Bułgaria i Rumunia są gotowe do przyjęcia Schengen na papierze od dekady, ale kwestie polityczne i bardzo realne, choć niewypowiedziane, problemy z kontrolą graniczną i przestępczością zorganizowaną zatrzymały ten proces.

Ujednolicenie tego w taki sposób może jednak okazać się problematyczne w dłuższej perspektywie. Europa jest kontynentem nękanym przez swoją przeszłość (co w dramatyczny sposób pokazała wojna w Ukrainie). Unia powstała po to, by sobie z tym poradzić. Protokół bułgarsko-macedoński może to zmienić lub okazać się trwałym rozwiązaniem w sposób, w jaki Unia zawsze radzi sobie z problemami: za pomocą większej biurokracji.

Artykuł powstał w ramach programu współpracy głównych tytułów prasowych w Europie Środkowej prowadzonego przez Visegrad Insight w Fundacji Res Publica. Tekst ukazał się w języku angielskim w Visegrad Insight.

Zdjęcie: „DSC_3565” (Public Domain) autorstwa Влада на РСМ

Ognyan Georgiev – stypendysta programu Marcina Króla w Visegrad Insight. Wieloletni reporter i redaktor w czołowym bułgarskim wydawnictwie biznesowym Capital, a obecnie szef Kapital Insights – anglojęzycznego serwisu o bułgarskiej polityce, biznesie i gospodarce.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa