List do młodego liberała

Musisz wiedzieć, dlaczego pragniesz właśnie tego. Zdziwiłbyś się, jak wiele jest osób, które zajmują się polityką, ale nie potrafią odpowiedzieć, dlaczego tak bardzo tego chcą


Przyjacielu,

Poczułem się wzruszony, gdy spytałeś mnie, czy warto się zająć polityką. Każdy, kto – tak jak ja – ma za sobą krótką, brutalną i ohydną karierę polityczną, odczuwa wdzięczność wobec wszystkich, którzy liczą się z jego opinią. Mogę więc jedynie podeprzeć swoje refleksje „autorytetem porażki“, jak nazwał to Scott Fitzgerald.

Tekst ten ukazał się w „Słowach na wojnie” – najnowszym wydaniu kwartalnika „Res Publica Nowa” – pod tytułem „List do młodego liberała”. Podwójny numer jest dostępny w naszej e-księgarni

Przede wszystkim musisz wiedzieć, dlaczego pragniesz właśnie tego. Zdziwiłbyś się, jak wiele jest osób, które zajmują się polityką, ale nie potrafią szczerze odpowiedzieć, dlaczego tak bardzo tego chcą.

W gruncie rzeczy główne powody, dla których pragniemy zacząć karierę polityczną, są zawsze takie same: dążymy do sławy i chwały, wierzymy, że mamy szansę zrobić coś naprawdę istotnego – coś, co wpłynie na poprawę życia bardzo wielu ludzi. Musisz być jedną z tych osób, która ma ogromną, a wręcz kuriozalną ambicję, by jej przekonania służyły czemuś więcej niż podtrzymanie rozmowy podczas obiadu. Musisz czuć w sobie powołanie, wierzyć, że coś trzeba zrobić i że nikt inny nie zrobi tego za Ciebie.

W moim przypadku było tak, że miałem powołanie do polityki, ale nie potrafiłem prowadzić walki politycznej. Mój wielki błąd polegał na tym, że traktowałem osobiście skierowane przeciwko mnie ataki. To nigdy nie są sprawy osobiste – taka jest po prostu polityka. Nigdy nie było zresztą inaczej.

Możesz zacząć tak jak ja, gdy miałem dwadzieścia lat, i przygotować się do tej walki, pracując w mediach i przyglądając się temu wszystkiemu z boku. Uwierz mi jednak, że kiedy sam wejdziesz na ring, pierwszy cios z pewnością będzie dla Ciebie silnym wstrząsem. Gdy tylko się otrząśniesz, będziesz wiedział, czy Twoim pierwszym odruchem było podjęcie walki czy ucieczka.

Zacząłem działalność polityczną sądząc, że jeśli będę argumentować w słusznej sprawie, to zostanę wysłuchany. To całkiem rozsądne założenie okazało się jednak błędne. Przez pięć i pół roku mojej kariery politycznej nikt nie kwapił się krytykować moich idei. Problemem nie było nigdy samo przesłanie, lecz ten, kto je głosił.

Celem ataków będą nie tyle Twoje wypowiedzi, ile przede wszystkim Twoje prawo do tego, by w ogóle cokolwiek powiedzieć. Moi przeciwnicy twierdzili na przykład, że zbyt długo mieszkałem za granicą, że tak naprawdę nie jestem „jednym z nas“, ale jednym z „nich“, że jestem tu tylko z wizytą.

Najtrudniejsze nie są te ataki, które są fałszywe, lecz te, które zachowują pozór prawdziwości. Mieszkanie za granicą nie było czymś, czego należałoby się wstydzić. Nie pomogło mi jednak w zdobyciu zaufania, które każdy polityk musi zbudować wśród wyborców.

Aby zdobyć takie zaufanie, musisz być autentyczny. Nie możesz udawać, że jesteś kimś innym niż w rzeczywistości. Ci, którzy twierdzą, że polityka polega na odgrywaniu pewnych ról, błędnie to rozumieją. W polityce nie odgrywasz bowiem żadnej roli. Istotnie jesteś na scenie, ale grasz samego siebie. Ludzie wcale nie muszą się identyfikować z Twoim życiem, by na Ciebie głosowali, ale muszą wierzyć, że jesteś tym, za kogo się podajesz.

Zapewne chciałbyś teraz wspomnieć o tych wszystkich obłudnych łajdakach, którzy doszli do władzy, choć wcale nie byli autentyczni. Jeśli myślisz o nich teraz, to nie zrozumiałeś w czym rzecz. Ktoś taki jak Nixon miał w sobie mnóstwo autentyczności. Wyborcy doskonale wiedzieli, że jest podejrzanym i dwulicowym manipulantem. Ale właśnie dzięki temu mogli w nim ujrzeć samych siebie.

Jeśli chcesz być autentyczny, musisz utożsamić się z całym swoim życiem. John Kerry dał się wciągnąć w nieczystą grę, bo nie potrafił utożsamić się z młodym porucznikiem, który wrócił z Wietnamu, by potępić przed Kongresem potworności, jakich doświadczył w regionie Delty Mekongu. W głębi duszy Kerry nie był w stanie powiedzieć: „Tak, to ja byłem tym młodym porucznikiem“. Nie chcecie głosować na człowieka, który krytykował swój kraj? W porządku, nikt wam nie każe. Jak się okazuje, potrafimy wybaczyć kandydatom niemal wszystko, o ile walczą oni o prawo do bycia sobą.

Prawdziwa walka polityczna jest walką o podmiotowość (standing), czyli o prawo do mówienia we własnym imieniu i bycia wysłuchanym. Ataki skierowane przeciwko Kerry’emu sięgnęły celu, a on sam nie potrafił na nie właściwie odpowiedzieć. Później mógł sobie mówić, co chciał, ale nikt już go nie słuchał. Stracił swoją podmiotowość. Sam zresztą straciłem własną, gdy moi adwersarze stwierdzili, że przyjechałem do kraju tylko z wizytą.

Mogłem mówić, ale nikt mnie już nie słuchał.

Mam więc dla Ciebie następującą radę: nie możesz pozwolić na to, by Twoi przeciwnicy przejęli kontrolę nad Twoją historią. Jeśli nie potrafisz tego zrobić, to lepiej zajmij się czymś innym. Jeżeli nie potrafisz obronić swojego życia przed atakami ze strony innych osób, istnieje przecież mnóstwo innych dróg życiowych, które nie wymagają równie radykalnego wystawienia na krytykę.

Nie opłaca się też udawać, że jesteśmy ponad tym, czym się zajmujemy. Nie odniesiesz sukcesu w polityce, jeśli będziesz sprawiał wrażenie, że pogardzasz tymi niskimi pobudkami, za pomocą których kierujemy swoim postępowaniem. Pryncypialna niechęć do brutalności i bezsensowności życia politycznego może się sprawdzić w sali wykładowej, ale ma fatalne konsekwencje dla kampanii wyborczych.

Niechęć ta jest charakterystyczna dla osób, które osiągnęły sukces w innych dziedzinach niż polityka – takich jak nauka, dziennikarstwo lub biznes – i które decydują się na rozpoczęcie działalności politycznej, wychodząc z rozsądnego skądinąd założenia, zgodnie z którym prestiż uzyskany w tych dziedzinach przekłada się automatycznie na autorytet polityczny. Tak jednak nie jest. Osoby, które sądzą, że mają prawo głosu, ponieważ są inteligentne, bogate lub sławne, niemal zawsze przegrywają. Zapominają bowiem o tym, że podmiotowość trzeba najpierw uzyskać, że nie jest ona czymś, co nam się po prostu należy. To właśnie jest największa zaleta demokracji i jedyny powód, dla którego nie rządzą nami wyłącznie bogaci oligarchowie.

Być może na początku swojej kariery politycznej traktowałem protekcjonalnie zarówno tę grę, jak i grające w nią osoby. Jednak po wycofaniu się z polityki zdałem sobie sprawę, że darzę polityków większym szacunkiem niż kiedykolwiek wcześniej. W końcu najgorsi z nich – typ karierowicza lub sępa – są wśród przedstawicieli wszystkich zawodów. Najlepsi są za to chlubą demokracji. To osoby, które wiedzą, jaka jest różnica między adwersarzem a wrogiem, które wiedzą, kiedy można zadowolić się połową bochenka chleba, a kiedy warto domagać się całej piekarni, i które wiedzą, kiedy można polegać na własnym sądzie, a kiedy należy posłuchać innych.

Gdy obserwowałem parlamentarną pracę mądrzejszych ode mnie kolegów, uświadomiłem sobie, że to naprawdę niezwykłe, iż są osoby, które nie mają złudzeń co do ludzkich motywacji, korupcji i zdolności oszukiwania, a równocześnie wciąż przychodzą do pracy i starają się coś zrobić.

Jeśli ci, którzy określają się mianem liberałów, nie połączą swojej wiary w tolerancję i powszechną równość z trudniejszą wiarą w nieczystą, impertynencką, fałszywą i kłamliwą działalność polityczną, to już wkrótce liberalizm stanie się ideologiczną enklawą dla kurczącej się mniejszości.

Lekceważenie takiej natury polityki jest świadectwem cynizmu, który skrywa się pod maską wierności wobec szczytnych zasad. W ostatecznym rozrachunku demokratyczny polityk pozostaje wierny nie tyle partii – i nie tyle nawet zasadom – ile zdeprawowanemu procesowi, który nazywamy polityką. Moja ostatnia rada brzmi zatem: polityka nie jest prostackim środkiem do jakiegoś celu, lecz sposobem życia, który jest sam w sobie szlachetny. Jeśli jej nie kochasz, to nie możesz się nią zajmować. Mnie nigdy nie udało się jej pokochać, ale być może Ty będziesz miał więcej szczęścia.

Serdeczności,
Michael

Przełożył Jan Burzyński
Tekst po raz pierwszy ukazał się w specjalnym wydaniu „The New Republic” (22 listopada 2014)
fot. davehuehn / Flickr / lic.CC
Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Jeden komentarz “List do młodego liberała”

Skomentuj

Res Publica Nowa