LEWAŃSKA: Zadrży serce twe

Ogródek w Śródmieściu oderwał się od codziennej walki o przetrwanie, walki plemion politycznych i opozycyjnych pokoleń. Tańcząc, przemaszerowaliśmy przez czas.


Janek Młynarski i Warszawskie Combo Taneczne z Marcinem Maseckim i gośćmi specjalnymi znów zagrali dla Warszawy pierwszego sierpnia. W świetle Ladomku, zwykłej lampie, pod wielkimi drzewami, które pamiętają więcej niż my, więc trudno o lepszy materiał rezonujący. Nie trzeba więc specjalnego nagłośnienia, a artyści grają z cieniami.

Wieczór był ciepły, sukienki zwiewne, publiczność w każdym wieku zebrała się w tym ogródku, ciasno też stała wokół płotu przez trzy bite godziny. Wszyscy jak zaczarowani, bez tchu, bez ruchu. Wierciły się czasem tylko dzieci w kaskach rowerowych podekscytowane grą na pile, zaczepiające z rozbrajającą szczerością artystów, widzowie w pierwszych rzędach, z samego przodu słuchający całym sercem, jaka jest Warszawa. Że co roku powstaje. Że pamięta w wakacje tych, którzy walczyli po prostu o nią. Walczyli o miasto, tę starożytną formę polityczną, która scala ludzi z murami, ogarnia wszystkich, kipi wspólnym życiem, a w jej krwiobiegu tętnią wszystkie emocje, wszystkie melodie, wszystkie sprawy człowieka.

Janek Młynarski umie wszystkich – widzów i artystów – zebrać w combo, które czuje i słyszy razem. W combo, które słyszy, co jest ważne, a co ulotne, które wstanie na Marsz Mokotowa, by zapłakać, i zareaguje żywym śmiechem na stare piosenki uliczne. Więcej jeszcze, prowadząc konferansjerkę, bez patosu posyła w ciepłe, granatowe niebo nazwiska tych artystów, którzy zginęli, odeszli, których nie znamy lub nie pamiętamy, bo rodzili się i ginęli przed erą cyfrową.

Zagłady nie ma na Instagramie. Ale zachowując powagę, kiedy trzeba, Janek łączy publikę przykutą do smartfonów z artystami, którzy przemierzali ulice Warszawy z tym, co mieli, byle śpiewać i cieszyć się życiem. Opowiada ich historie tak, jakby z całego serca chciał nas z nimi poznać. Nie po to, by błysnąć wiedzą, nie po to, by przekazać nam ważne informacje. Mówi o nich tak, jakby chciał uczynić ich obecnymi na sierpniowym wieczorku wśród lampionów i drzew. By ci artyści, którzy ginęli w Warszawie, Treblince czy nawet usypiali później w domowych łóżkach, mogli w tę letnią noc nacieszyć się życiem swoich utworów i kolejnych pokoleń miasta. Muzycy z Combo i ich przyjaciele prowadzą nas do nich swoją muzyką, nie odbierając radości ze zwykłej potańcówki, choć tańczyć się nie da, bo taki ścisk. Ale i tak nie sposób bez podrygiwania w rytm muzyki usiedzieć na krześle czy ustać u płotu. Janek gada niewiele, ale mówi to, co potrzebne, balansuje z rodzinnym u Młynarskich geniuszem między tym, co wzniosłe, a tym, co pierwotne. Wyczuwa, jak uruchomić u widzów wyobraźnię, jakim dźwiękiem przenosić w czasie i którymi tekstami urządzić wędrówkę po dzielnicach walczącej Warszawy.

Ogródek w Śródmieściu oderwał się od codziennej walki o przetrwanie, walki plemion politycznych i opozycyjnych pokoleń. Tańcząc, przemaszerowaliśmy przez czas. Jakby realizując marzenie z piosenki Wspomnij mnie. Jest w sieci składanka nagrań z jednego ze spektakli Hemar w Ateneum. Zawsze z łezką to oglądam, bo kamera przypadkiem ustawiona tak, że widać wciąż razem obu naszych ojców, których już nie ma. Młynarskiego na scenie, Lewańskiego na widowni. Wykonuje ten spektakl niezłe combo aktorskie, a wszyscy przez Młynarskiego zaproszeni do szukania więzi z tym, co minione. Pokolenia się tam autentycznie kochają i tęsknią za sobą. Szukają razem „gdzie jest ogromny świat miłości naszych”. W pożegnalnej składance zostaje odsłonięta wrażliwość autorów, nieśmiało brzmiąca, trochę jak prośba: „może zadrży serce twe”.

Warszawskie Combo Taneczne z pozoru mało przypomina Aleksandrę Śląską i jej stylówę, ale repertuar nostalgiczny cudownie łączy z przaśnym folklorem ulicy, po równo obdzielając serdecznością całe miasto. Wszystkie dzielnice. Całą Warszawę, z jej walecznością, głupotą, cwaniactwem i powszednim zabieganiem. Janek Młynarski prowadzi nas dokładnie tam, gdzie jest ten ogromny świat miłości naszych. I choćbyś człowieku był z kamienia, opancerzony niemiecką furą, smartfonem, tabletem i kaskiem rowerowym, to jak pierwszego sierpnia posłuchasz Warszawskiego Combo Tanecznego, zadrży serce twe. Jasiek, dziękuję Ci za ten wieczór.

Fot. Agnieszka Glińska

Ariadna Lewańska – absolwentka Instytutu Filozofii UW i Centre de Recherches Politiques et Sociologiques Raymond Aron EHESS, nauczyciel akademicki. Tłumaczka i autorka scenariuszy telewizyjnych. Autorka tekstów poświęconych teatrowi i filozofii. Zajmuje się politycznymi problemami religii i filozoficznymi problemami demokracji.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa