Kryzys uchodźczy w Czechach: potrzeba długofalowych rozwiązań

Wydarzenia, które w krótkim czasie spowodowały, że do granic Unii dotarło już ponad trzy i pół miliona uchodźców z Ukrainy, są zjawiskiem bez precedensu.


Zarówno Czechy, jak i Unia Europejska chwalą się, że udało im się poradzić sobie z gigantyczną falą uchodźców. Ani Czechy ani Unia Europejska nie wypracowały jednak dotychczas dobrych rozwiązań, tak pod względem technicznym, jak i finansowym, czy legislacyjnym. Zwraca na to uwagę Kateřina Wolfová z Dyrekcji Generalnej ds. Migracji i Spraw Wewnętrznych Komisji Europejskiej. Na razie uchodźcy w Polsce, Czechach i innych krajach UE są przyjmowani na podstawie „ochrony tymczasowej” – to coś innego niż przyznanie azylu lub stałego pobytu w danym kraju.

Zdaniem Wolfovej, sytuację ułatwił fakt, że po raz pierwszy w historii uchodźcom z Ukrainy, przyznano „ochronę tymczasową” na terenie całej Unii. Uchodźcy zyskali w ten sposób możliwość samodzielnego decydowania, w którym państwie członkowskim chcą pozostać. Wiele osób wybrało Republikę Czeską. Znacząco rośnie też liczba ukraińskich uchodźców w Niemczech.

Tymczasowa nie znaczy jednak stała

Ochrona tymczasowa gwarantuje uchodźcom prawo do opieki zdrowotnej, edukacji, pracy i wsparcia społecznego. – Nie jest to jednak rozwiązanie trwałe, lecz kryzysowe. Ochrona jest przyznawana tylko na rok, z możliwością przedłużenia o kolejny – mówi Wolfová.

Co będzie dalej? Po zakończeniu wojny i zawarciu pokoju na Ukrainie miliony jej obywateli, którzy przybyli do Polski, Czech czy innych państw nie będą już miały prawa do dalszej ochrony. – Jeśli wojna się skończy, a Ukraina stanie się krajem bezpiecznym, to ci ludzie nie będą mieli prawa do azylu. Będą mogli wrócić – mówi. Dodaje jednak, że przewidywanie przyszłości, nawet w perspektywie dwóch lat jest przedwczesne.

Jej zdaniem, napływ Ukraińców może również pomóc czeskiemu rynkowi pracy, na którym przed wojną na Ukrainie występował poważny niedobór siły roboczej. Jednak aby np. ukraińskie kobiety mogły znaleźć pracę w Czechach, musi być wystarczająco dużo miejsc w szkołach i przedszkolach. Jak zauważa Vít Šimral, praski radny z ramienia Partii Piratów, Pradze, do której dociera duża liczba ukraińskich uchodźców, już teraz zaczyna brakować możliwości w zakresie systemu edukacji.

Jego zdaniem, większość czeskich polityków ma swój interes w tym, by duża liczba ukraińskich uchodźców pozostała w Czechach na stałe. – Teraz widać wysiłki zmierzające nie tyle do integracji ukraińskich migrantów, ile do ich adaptacji. Ukraińcy są nam bardzo bliscy kulturowo – mówi Šimral.

Czechy dla Czechów?

Z drugiej strony jednak, jego zdaniem jednak tylko kwestią czasu jest pojawienie się w niektórych czeskich partiach politycznych haseł takich jak: „Czeskie przedszkola dla czeskich dzieci” czy „Ani jednego Ukraińca w czeskich szkołach”. – Zadaniem polityków, którzy nie chcą ksenofobicznej i populistycznej Europy, jest przezwyciężenie tego w pozytywny sposób. Trzeba pokazać, że z obecnego kryzysu migracyjnego można wyciągnąć coś pozytywnego dla Czech, tak jak miało to miejsce podczas kryzysu kaukaskiego – mówi Šimral.

W bardziej równomiernym rozłożeniu obecnego obciążenia ma pomóc, oprócz zwiększenia liczby miejsc w szkołach i przedszkolach, umieszczenie części uchodźców poza Pragą, w innych regionach.
—-

Martin Rozumek: Ukraińcy są naszą szansą

[rozmowa]

Republika Czeska powinna potraktować uchodźców z Ukrainy jako wielką szansę i jak najszybciej zapewnić im pracę i normalne życie. Zamiast tego przygotowuje się do odesłania ich z powrotem najpóźniej za rok – mówi Martin Rozumek, dyrektor Organizacji Pomocy Uchodźcom (OPU), największej organizacji pozarządowej pomagającej uchodźcom w Czechach. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych likwiduje właśnie zespół funkcjonalny ds. pomocy uchodźcom.

Jak Czesi poradzili sobie w pierwszych tygodniach ukraińskiego kryzysu uchodźczego, kiedy do dziesięciomilionowej Republiki Czeskiej przybyło trzysta tysięcy uchodźców z Ukrainy?

Martin Rozumek: Wydarzenia tego pierwszego miesiąca w dużej mierze spoczywały na barkach wolontariuszy, organizacji pozarządowych i firm. Zaskoczyło nas, jak dobrze przyjęły go firmy z całej Republiki Czeskiej, oferując najróżniejsze rzeczy. Na przykład banki, które po tym, jak ich pracownicy przestawili się na pracę w domu, udostępniły swoje oddziały na mieszkania dla uchodźców. Obserwujemy niesamowitą solidarność, której bym się nie spodziewał.

Czy ta solidarność jest niewiarygodna właśnie ze względu na doświadczenia kryzysu migracyjnego sprzed kilku lat, kiedy to Republika Czeska odmówiła przyjęcia jakichkolwiek uchodźców syryjskich?

Sam trafiłem do OPU w czasie wojny w Kosowie, kiedy Republika Czeska przyjęła znacznie mniejszą liczbę uchodźców, ale nawet wtedy akcja przebiegała sprawnie. Nie spodziewałem się jednak, że po sześciu latach prześladowań migrantów i uchodźców ze wszystkich stron, nasz stosunek do tak dużej ich liczby będzie tak pozytywny.

Byłem też miło zaskoczony pozytywną reakcją naszych polityków. Koalicja rządowa zareagowała bardzo dobrze, zgodnie: premier Petr Fiala, minister spraw wewnętrznych Vít Rakušan oraz minister pracy i spraw społecznych Marián Jurečka.

W ukraińskim kryzysie uchodźczym, wywołanym agresją Rosji na Ukrainę, pojawiło się nowe narzędzie, które nigdy wcześniej nie zostało użyte, np. podczas kryzysu migracyjnego w Syrii sześć lat temu. Chodzi o przyznanie statusu „ochrony tymczasowej” wszystkim uchodźcom z Ukrainy, jednocześnie we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Co Pan sądzi o tym rozwiązaniu?

Powinniśmy byli to zrobić sześć lat temu… Sytuacja kryzysu uchodźczego w Syrii i dzisiejszego ukraińskiego wydają się bardzo podobne. Z powodu rosyjskich bombardowań, trzynaście milionów Syryjczyków nadal przebywa dziś poza domami – mniej więcej połowa na terenie Syrii, druga połowa poza nią. Liczba uchodźców z Ukrainy jest już podobna. Różnica polega na tym, że wtedy uchodźcy przybywali z południa przez Grecję, a teraz ze wschodu. Tak więc instrument, jakim jest ogólnoeuropejska ochrona tymczasowa, jest dobry i cieszę się, że został uruchomiony po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej.

Czy są jakieś niedociągnięcia?

Niefortunne jest to, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wymusiło sytuację, w której nie ma możliwości zmiany „ochrony tymczasowej” na żaden inny rodzaj pobytu.

Zastanawiamy się z przedstawicielami Ministerstwa Pracy, jak stworzyć stabilne warunki zatrudnienia dla Ukraińców, jak zapobiegać wyzyskowi tych ludzi, jak motywować pracodawców do oferowania miejsc pracy odpowiadających ich kwalifikacjom… I niestety istnieje ta, moim zdaniem niemądra, „polisa ubezpieczeniowa”, że kiedy za rok skończy się ochrona tymczasowa, wszyscy Ukraińcy teoretycznie powinni wrócić na Ukrainę, przynajmniej według obecnie obowiązujących zasad.

Czy uchodźcy z Ukrainy dostrzegają, że liczymy na nich tylko w ten „tymczasowy” sposób?

Tak, już nas o to pytają. Nie wymaga tego europejska ochrona czasowa. Znowu jest to czeski wynalazek, w którym boimy się, że ci ludzie tu zostaną. A ja uważam, że powinniśmy starać się ich tu zatrzymać. To nasza wielka szansa. Zarówno ze względu na rozwój demograficzny, brak siły roboczej, jak i na fakt, że z Ukrainy przyjeżdżają tu przede wszystkim matki z małymi dziećmi. Jeśli dobrze zrozumiemy tę sytuację i zaoferujemy hojne programy integracyjne, jako kraj będziemy mogli wiele zyskać. Oprócz, oczywiście, udzielenia pomocy ludziom, którzy są w wielkiej potrzebie.

Czy państwo czeskie powinno w obecnej sytuacji złagodzić obowiązujące przepisy dotyczące niektórych zawodów?

Absolutnie. W Republice Czeskiej jest prawdopodobnie ponad trzysta zawodów regulowanych. Mam wrażenie, że jeśli ktoś chce zamiatać ulice, to musi wstąpić do izby i zdać specjalny egzamin, a jeśli go nie zda, to nie będzie mógł zostać zamiataczem. Jednocześnie często przyjeżdżają tu z Ukrainy ludzie bardzo dobrze wykształceni i szkoda byłoby nie wykorzystać ich potencjału. Należy znacznie przyspieszyć i uprościć uznawanie kwalifikacji i nostryfikację.

Jak ważna jest dla samych uchodźców możliwość podjęcia pracy, zwłaszcza w swojej dziedzinie?

Bardzo. Widzimy to na przykładzie osób ubiegających się o azyl, którym zakazuje się pracy przez sześć miesięcy i które mieszkają w dużych obozach dla uchodźców poza miastami. Gdy przebywają tam przez dłuższy czas, ich stan psychiczny bardzo szybko się pogarsza. Na początku widzimy radosnych, optymistycznych ludzi, którzy cieszą się, że uciekli przed prześladowaniami z kraju pochodzenia i że wygląda na to, że dostaną szansę na życie w Czechach. Po miesiącach, a czasem nawet latach postępowania o nadanie statusu uchodźcy, osoby te są zdruzgotane. Dlatego powtarzam: unikajmy obozów dla uchodźców, nie skupiajmy dużej liczby ludzi, starajmy się jak najszybciej integrować ich, włączać w normalne życie.

Do tej pory Pana Organizacja Pomocy Uchodźcom, przy wsparciu funduszy unijnych, zapewniła uchodźcom i osobom ubiegającym się o taki status szeroką i bezpłatną pomoc prawną. Czy to prawda, że państwo chce zlikwidować waszą służbę, i czy nie jest to paradoksalne w sytuacji, gdy potrzeba jej wielokrotnie więcej?

To prawda, i nie chodzi tu tylko o pomoc prawną. Od dziesięciu lat, z pomocą funduszy Unii Europejskiej, budujemy tu system pomocy prawnej, psychologicznej i socjalnej dla uchodźców i osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy. Odnieśliśmy chyba jednak zbyt duży sukces, zwłaszcza z prawnego punktu widzenia – udało nam się obalić w sądach wiele niezgodnych z prawem decyzji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych dotyczących polityki azylowej i migracyjnej.

„Nagrodą” za to jest to, co ministerstwo wymyśliło jeszcze za czasów poprzedniego ministra, Jana Hamáčka – postanowiono, że pozbędą się nas całkowicie. Z prawnego punktu widzenia, od 1 maja ma on zostać zastąpiony systemem znacznie droższych klasycznych prawników, którzy będą świadczyć mniej usług na rzecz uchodźców.

Próbowaliśmy przekonać nowego ministra – Víta Rakušana, aby nie dopuścił do takiej sytuacji, że należy usprawnić funkcjonowanie Departamentu Polityki Azylowej i Migracyjnej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który obecnie jest molochem. Wygląda jednak na to, że minister Rakušan, którego skądinąd bardzo popieram, nie znalazł w sobie siły. W związku z tym od początku roku zaczęli odchodzić od nas doświadczeni koledzy.

Teraz, dzięki solidarności obywateli, mamy wystarczająco dużo pieniędzy, by zatrudnić ukraińskich prawników i innych specjalistów, którzy zajmą się nowo przybyłymi uchodźcami. Nie rozwiązuje to jednak ogólnego problemu, który polega na tym, że zespół, który tworzyliśmy przez dziesięć lat, aby pomagać uchodźcom, może się rozpaść.

Luboš Palata – redaktor czeskiej gazety „Deník” i były zastępca redaktora naczelnego słowackiego dziennika „Pravda”.

Fot. Julie Ricard / Unsplash.

Artykuł ukazał się w języku czeskim w Deniku.cz. To część współpracy medialnej w Europie Środkowej organizowanej przez Visegrad Insight, w której uczestniczą Res PublicaDenik.cz, DennikN.sk i telex.hu. Parlament Europejski nie był zaangażowany w przygotowanie tych materiałów i nie ponosi odpowiedzialności za informacje lub stanowiska wyrażone przez autorów. Skróty pochodzą od redakcji.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa