Krótki żywot literatury politycznej

Pierwsze pełne tłumaczenie monumentalnego dzieła György'ego Spiró na język polski ukazało się dopiero w 2013 roku, 32 lata po węgierskiej premierze. Współczesna polska debata wokół tej książki – a ściślej jej brak – pokazuje, jak […]


Pierwsze pełne tłumaczenie monumentalnego dzieła György’ego Spiró na język polski ukazało się dopiero w 2013 roku, 32 lata po węgierskiej premierze. Współczesna polska debata wokół tej książki – a ściślej jej brak – pokazuje, jak krótki termin przydatności do spożycia miewa literatura polityczna.

Wojciech Bogusławski / Polona
Wojciech Bogusławski / Polona

Oczywiście powiedzieć o Iksach, że składają się wyłącznie z warstwy politycznej, to powiedzieć za dużo. Ale to właśnie ten poziom znaczeniowy, który uniemożliwił publikację powieści w Polsce w latach 80., dzisiaj wyraźnie stracił na znaczeniu i budzi pewną konsternację. Pominąć tego faktu się nie da, ale właściwie jaki można wyciągnąć z niego pożytek – poza pewną atrakcyjnością konsumpcyjną właściwą wyłącznie zakazanym owocom? Jak głosi rynkowe prawo przekory, najlepiej sprzedaje się właśnie zakazane.

Iksowie to z jednej strony fikcja literacka o polskich intelektualistach II połowy XIX wieku. Powieść poprzedzona wieloletnią pracą archiwalną Spiró – podkreślmy – miłośnika i tłumacza polskiej, czeskiej i słowackiej literatury, zwłaszcza dramatów, a zatem dzieło literackie bardzo pracowitego i oddanego kulturom wyszehradzkim filologa. Znajdziemy tu więc wierność historycznemu szczegółowi, której trudno szukać u rodzimych, mniej wyczulonych na nasze „oczywistości” twórców.

Z drugiej strony, jak to bywa w czasach cenzury z powieściami historycznymi, Iksowie są parabolą. Można tę książkę zinterpretować – i tak też została na Węgrzech odebrana – jako obraz węgierskiego społeczeństwa, zwłaszcza elit intelektualnych lat 70. XX wieku, a zatem – komentarz do współczesności. Sam Bogusławski jest zaś wzorowany tyleż na historycznym pierwowzorze, co na Tamásie Majorze, legendarnym aktorze i reżyserze, z którym wówczas Spiró intensywnie współpracował. To na jego zamówienie i z myślą o nim odgrywającym główną rolę powstał zresztą w 1983 r. dramat o Bogusławskim pt. Szalbierz [Az Imposztor], rozwijający jeden z wątków powieści.

W Polsce Iksowie trafili na wyjątkowego czytelnika, który dokonał kontaminacji obu warstw i spłaszczył je do wymiaru powieści politycznej. Pomimo wcześniejszego, życzliwego zainteresowania „Pamiętnika Literackiego” tym tekstem, głośniejsze okazało się odczytanie Jerzego Roberta Nowaka. Dzisiaj to postać tyleż skrajna, co marginalna, wówczas wpływowy intelektualista i popularyzator (o, ironio!) kultury węgierskiej. To on wyczytał z Iksów zjadliwą antypolskość (ściślej – polakożerstwo, co za wdzięczne słowo), „żydowską nagonkę” na polskie świętości, i w efekcie skutecznie zablokował nie tylko publikację tej powieści w Polsce, lecz także dalsze badania Spiró w Polsce, a nawet jego przyjazd na premierę wystawianego w Warszawie „Szalbierza”. Ta linia krytyki jest i dzisiaj bardzo aktualna, na szczęście pluralizm debaty publicznej wyklucza podobnie radykalne gesty cenzury – obecnie w polskich mediach toczy się burzliwa dyskusja na temat za bardzo „odbrązowionych” bohaterów powstania warszawskiego w filmie Roberta Glińskiego. Czasy się zmieniły, ale problem zostaje ten sam. Ekshumacja filarów zbiorowej wyobraźni, dopóki ta wyobraźnia istnieje, nigdy nie przechodzi bez echa. Pół biedy, jeśli dokonuje jej członek wspólnoty – najwyżej stygmatyzuje się go jako spiskowca na rzecz obcego kraju – gorzej, jeśli jest ona dziełem Innego. Wtedy komunikat może się po prostu nie przebić.

Opowiadając historię Iksów dzisiaj, zresztą – opowiadając jakąkolwiek historię literatury czy wpływu kultury jednego narodu na kulturę innego – nie sposób się nie zająknąć. Jak wielki w tym udział przypadku, jak znaczący wpływ pojedynczych, czasami przelotnie tylko ważnych postaci i ich arbitralnych decyzji! No cóż, stało się – dzisiaj (dlaczego dopiero w 2013 roku?) mamy już Iksów w Polsce. I co?

Ano, nic. Przez te lata wszelka transgresyjna moc tego tekstu się wyczerpała. Komentarz do lat 70. w państwie uzależnionym od potężnego okupanta – wartościowy, ale już znany. Historia Polski czasów stanisławowskich – współcześnie mało nośna. Wielki zwrot epicki? Powrót do kreślonych z rozmachem fabuł? Przeszliśmy to i w tłumaczeniach literatur innych narodów, i we własnej. Została więc tylko wartość rozrywkowa (znacząca! to ponad 700 stron dość zabawnej literatury!) i edukacyjna (trudno znaleźć w polskiej literaturze współczesnej bardziej wciągający obraz tamtych czasów). No i marketingowa moc zakazanego owocu.

 

Recenzja powieści György Spiró, Iksowie, przeł. Mieczysław Dobrowolny, WAB, Warszawa 2013, 704 strony

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa