Kosowo: Jak spór o tablice rejestracyjne doprowadził do oddania strzałów?

Nierozwiązane problemy pomiędzy Serbią i Kosowem nabierają tempa i zagrażają stabilności regionu.


Serbska armia podniosła swoją gotowość bojową do najwyższego stopnia. Kosowscy Serbowie zabarykadowali główne drogi na północy kraju. Specjalne jednostki Kosowa zagroziły wtargnięciem do serbskich enklaw. Region ponownie wstrzymał oddech.

11 grudnia premier Kosowa Albin Kurti napisał na Twitterze: „Prezydent i premier Serbii również grozili agresją militarną, wzywając serbską armię do powrotu na nasze terytorium. Nie szukamy konfliktu, a dialogu i pokoju. Ale wyrażę się jasno: Republika Kosowa będzie się bronić – z całą siłą i zdecydowaniem”.

Jego serbski odpowiednik Aleksandar Vučić odpowiedział tweetem: „Bez względu na wszystko nie będzie kapitulacji. Wzywam Serbów na północy Kosowa i Metohiji, aby zachowali spokój i nie dali się nabrać na prowokacje”.

Tej nocy padły strzały. Na szczęście nie było ofiar. Unia Europejska i Stany Zjednoczone natychmiast potępiły akty przemocy i szukały rozwiązania, które byłoby korzystne dla obu stron. Ciągnęło się to tygodniami.

Konflikt zażegnano w ostatniej chwili – 29 grudnia, pośród strzałów na, zdominowanej przez Serbów, północy. Choć uniknięto konfrontacji, Bałkany prawdopodobnie będą świadkiem dalszych eskalacji w nadchodzących miesiącach. Jak długo bowiem potrwa zawieszenie broni? Problemy nie zostały rozwiązane, a jedynie odłożone na pewien czas. Zatargi między Serbami i Albańczykami w Kosowie w 2022 r. odzwierciedlają głębsze problemy w stosunkach pomiędzy Belgradem i Prisztiną.

Niezrealizowane postulaty

Niezależnie od tego, na co zwracali uwagę zachodni komentatorzy, ostatnie wydarzenia w Kosowie nie zostały zaaranżowane ani przez serbskiego prezydenta Alaksandara Vučicia, ani przez Rosjan. Tak, Vučić mobilizował do pełnej gotowości bojowej jaskrawymi przemowami, wizytami wojskowymi i mobilizacją jednostek serbskich. Niemniej, istotą problemu jest brak realizacji postanowień Porozumienia Brukselskiego.

Zawarta w 2013 r. umowa miała rozwiązać wiele napięć między Belgradem a Prisztiną. Serbia zgodziła się wycofać swoją administrację i zawiesić przeprowadzanie wyborów w północnej części Kosowa, podczas gdy Albańczycy zgodzili się uznać i utworzyć Wspólnotę Gmin Serbskich, która dałaby de facto autonomię zdominowanym przez Serbów częściom Kosowa.

Wraz z negocjacjami trwającymi ponad dwa lata oraz Serbami wycofującymi swoją administrację z Kosowa, normalizacja sytuacji zdawała się być w zasięgu ręki. Problem tylko w tym, że Kosowo nigdy nie wprowadziło zapisu o Wspólnocie Gmin Serbskich.

Posiadanie autonomicznych prowincji zdominowanych przez Serbów, byłoby ogromną przeszkodą na drodze do pełnej niezależności Kosowa, jednak pozostaje faktem, że Belgrad może utrzymywać, że spełnił wszelkie warunki. Natomiast Kosowo, które aspiruje do bycia pełnoprawnym suwerennym państwem, nie wywiązało się ze swoich międzynarodowych zobowiązań.

Prisztina nie ustępuje

Zapalnikiem był niekończący się problem z tablicami rejestracyjnymi. Ponieważ Serbowie mieszkający w Kosowie nadal używają tablic wydawanych w Serbii, Prisztina dążyła do ograniczenia ich i zastąpienia kosowskimi. Opieszała unijna mediacja nie doprowadziła do konkretnego rozwiązania problemu, który był nieustannie odkładany przez większą część 2022 r.

Ostatecznie osiągnięto porozumienie, w którym pośredniczyły Stany Zjednoczone wraz z Unią Europejską. Mimo ogromnej presji ze strony Zachodu, Prisztina postanowiła nie ustąpić i zadeklarowała, że wszystkim kierowcom korzystającym z serbskich tablic będą grozić wysokie grzywny.

To był punkt zwrotny dla Serbów. W obliczu groźby kar pieniężnych i nasilających się aktów wandalizmu wobec m.in. serbskich sprzedawców, w ciągu kilku tygodni, Serbowie masowo opuścili wszystkie instytucje związane z Prisztiną.

Mimo to, kosowski premier nie ustąpił i podjął machiavellistyczny krok: pominął ustępujących Serbów i znalazł dostatecznie dużo kolaborantów gotowych do współpracy z Albańczykami, aby spełnić konstytucyjne wymogi dotyczące reprezentacji Serbii w kosowskich instytucjach. Działanie Kurtiego potępiły wszystkie strony, w tym UE i Stany Zjednoczone.

De iure Kurti zachował legalność swojego rządu, gdzie przewidziana jest obecność Serbów w administracji państwowej Kosowa. De facto złamał konstytucję, izolując mniejszość serbską. Perswazją, zachętami i potencjalnymi groźbami, wydawało się, że utrzyma kontrolę nad przebiegiem wydarzeń.

Tymczasem, zdewastowano serbskie sklepy w Grančanicy (serbskiej enklawie w środkowym Kosowie). Wkrótce potem Serbowie odpowiedzieli na albańskie prowokacje własnymi atakami na kosowską policję i przedstawicieli Unii. Nie jest jasne, czy za tymi atakami stali serbscy policjanci, którzy podali się do dymisji podczas bojkotu kosowskich instytucji. Chociaż nikt nie zginął, padły pierwsze strzały, niebezpiecznie zaogniając całą sytuację.

Gambit Kurtiego

Kurti zareagował zdecydowanie. Przez kraj przetoczyła się seria aresztowań. Wysłał kosowskie jednostki specjalne (ROSU) na, zdominowaną przez Serbów, północ. Kontynuowano kampanię aresztowań, zatrzymując ludzi bez jasnego uzasadnienia prawnego.

Poruszeni Serbowie postawili barykady i sparaliżowali ruch w północnej części Kosowa. Następnie ROSU zajęła pozycje wzdłuż granicy z Serbią. Grożąc rozbiciem serbskich barykad, Kurti dolewał oliwy do ognia. W tym samym czasie, serbska armia zbliżyła się do granicy i osiągnęła pełną gotowość bojową. W ciągu kilku godzin nastąpiła wymiana ognia pomiędzy nieznanymi sprawcami. Wraz z serbskimi komandosami na granicy i artylerią dalekiego zasięgu w polu kosowskich jednostek specjalnych, scenariusz bałkańskiego Guns of August stawał się coraz bardziej realny.

Pomimo krytyki ze strony UE i Ameryki, Kurti nie ustąpił. W ciągu miesiąca zachodni dyplomaci stosowali różne metody: krytykowali rząd w Prisztinie, przekonywali polityką w postaci bezwizowego ruchu w Schengen dla obywateli Kosowa… Negocjacje pozostają sekretem, ale 29 grudnia Serbowie zdemontowali swoje barykady, a Kurti obiecał uwolnienie aresztowanych Serbów. Co ciekawe, prawdopodobnie to właśnie Vučić namówił Serbów do zejścia z barykad.

W obliczu kryzysu, który osiągnął niespotykaną dotąd skalę, otwarte pozostaje pytanie o to, co Kurti próbował osiągnąć? Serbowie w Kosowie działali w reakcji na działania Prisztiny, a nie odwrotnie.

Co więcej, Serbowie nie domagali się pełnego uznania Wspólnoty Gmin Serbskich w zamian za usunięcie barykad. Goran Rakić, jeden z przywódców kontrolujących serbskie barykady w Kosowie, stwierdził, że ich żądania to powrót do status quo – wycofania jednostek ROSU z północy i uwolnienia wszystkich aresztowanych.

Trudno też winić serbskiego prezydenta. Vučić, mistrz politycznych rozgrywek, wydawał się być zaskoczony i daleki od kontrolowania sytuacji. Tak, Belgrad blefował i prężył muskuły, ale wszystko to wypadało blado w porównaniu ze zdecydowaną rozgrywką Kurtiego.

Serbia próbowała nawet użyć swojej ostatecznej karty i wystosowała oficjalną prośbę do KFOR o przywrócenie serbskiej obecności wojskowej w Kosowie. W teorii, na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1244, Serbii przysługuje takie prawo.

Jest bardzo prawdopodobne, że serbski reżim wiedział, że taka prośba nigdy nie zostanie spełniona, ale to pokazuje, że Serbii naprawdę brakowało możliwości wywarcia presji na Prisztinę w celu deeskalacji sytuacji.

Jednym z możliwych wyjaśnień szarży Kurtiego może być kalkulowana eskalacja do tego stopnia, że ostateczne uznanie Kosowa na arenie międzynarodowej stałoby się jedyną możliwością rozładowania całej sytuacji.

Rzeczywiście jego działania przyniosły mu już pewne uznanie jako przywódcy w pełni niezależnego państwa. Prowokacje Kurtiego zmusiły Serbów do rozmów przy stole negocjacyjnym i traktowania go jak równorzędnego partnera. Igrając z ogniem, premier Kosowa wydaje się próbować przełamać status quo między Belgradem a Prisztiną.

Przełamać impas

Wyjście poza powolny proces negocjacyjny UE na kosowskich warunkach, staje się sprawą coraz bardziej naglącą. Kosowo stoi w obliczu kataklizmu demograficznego. Szacuje się, że straciło prawie połowę swojej populacji w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Katastrofa demograficzna wiąże się z tragiczną sytuacją gospodarczą, brakiem perspektyw i wszechobecną przestępczością. Masowy exodus obywateli Kosowa, od pewnego czasu nabiera rozpędu i osiąga kolosalne rozmiary. A wspomniane niedawne wprowadzenie ruchu bezwizowego w strefie Schengen z pewnością jeszcze bardziej pogorszy sytuację.

Jednak kluczowe wyzwanie, z którym mierzy się Prisztina, ma charakter polityczny. Od czasu jednostronnej secesji od Serbii w 2008 r., Kosowo nie osiągnęło pełnej państwowości. Niepodległość państwa uznaje tylko połowa państw członkowskich ONZ. Chiny i Rosja nadal zgłaszają weto w Radzie Bezpieczeństwa. Wiele wpływowych krajów ma problemy z uznaniem Kosowa: Hiszpania, Indie, Brazylia i Grecja, by wymienić tylko kilka.

Serbia czerpie korzyści z impasu, ponieważ jej pozycja nie ulega większej zmianie. Naturalnie, brak członkostwa w Unii pozostaje problemem, ale jest to kwestia pomiędzy Serbią i UE. Podczas gdy Kosowo traci na sytuacji, w najbliższym czasie, Serbia może utrzymywać obecny stan rzeczy.

Kolejne eskalacje w 2023 r.

Dziś jesteśmy świadkami powrotu do starej sytuacji. To nie oznacza jednak normalizacji. Choć nie doszło do konfrontacji, żaden z problemów nie został rozwiązany. Wzajemne pretensje pozostały, a wobec napięć między Albańczykami i Serbami w Kosowie nie ma gotowych rozwiązań.

W obliczu katastrofy demograficznej oraz testowania granic opieszałej reakcji UE, wydaje się prawdopodobne, że Prisztina podejmie kolejną próbę doprowadzenia do pełnego uznania suwerenności Kosowa.

Na razie, pomimo pewnych optymistycznych znaków, jak wznowienie amerykańskiej ofensywy dyplomatycznej w regionie, która może zapewnić pokojowe przemiany, nierozwiązane problemy wracają ze zdwojoną siłą.

Jan Farfał – stypendysta programu Marcina Król 2022/2023 w „Visegrad Insight”. Doktorant w Oxford School of Global and Area Studies. Bada, w jaki sposób emigracyjne czasopisma zwracały się do swoich społeczeństw za żelazną kurtyną. Jest pracownikiem naukowym w projekcie „Europa w zmieniającym się świecie”, prowadzonym przez prof. Timothy’ego Gartona Asha i prof. Paula Bettsa w Centrum Studiów Europejskich na Uniwersytecie w Oksfordzie.

Artykuł powstał w ramach programu współpracy głównych tytułów prasowych w Europie Środkowej prowadzonego przez „Visegrad Insight” przy Fundacji Res Publica. Tekst ukazał się po angielsku w Visegrad Insight.

Fot. Ivan Aleksic / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa