Kontra: Czas Kultury, Przegląd Polityczny

CZAS KULTURY Holendrzy zaskakująco szybko nauczyli się żyć w niezwykle zróżnicowanym kulturowo i etnicznie społeczeństwie. Tolerowanie „innego” nie sprawia im problemów, z czego zresztą słyną w całej Europie. Jednak pojawia się coraz więcej pytań o […]


CZAS KULTURY

czas-kultury-1-2013Holendrzy zaskakująco szybko nauczyli się żyć w niezwykle zróżnicowanym kulturowo i etnicznie społeczeństwie. Tolerowanie „innego” nie sprawia im problemów, z czego zresztą słyną w całej Europie. Jednak pojawia się coraz więcej pytań o definicję i granice tolerancji. Związane z tym kwestie, istotne dla współczesnej Holandii, zostały poruszone w pierwszym tegorocznym numerze „Czasu Kultury”, którego tematem przewodnim jest właśnie Tolerancja w Niderlandach.

Marcin Korzewski w artykule Tolerante ergo sum przygląda się pojęciu tolerancji, w społeczeństwach podzielonych ideologicznie. Przywołując pięć różnych wariantów definicyjnych tolerancji, stara się znaleźć modele najbardziej odpowiadające holenderskiemu i polskiemu. W Polsce, wedle autora, mamy do czynienia z rozumieniem tolerancji jako wartości, która urzeczywistnia się w idei solidarności. Nie ma jednak póki co normy, która pozwala realizować wariant tolerancji sensu stricto. Holendrzy z kolei wytworzyli swój model tolerancji na podstawie podziałów. Przez wiele lat w Niderlandach wprowadzany był bowiem projekt społeczeństwa filarowego, w którym wyznawcy różnych ideologii mieszkali obok siebie, nie mając ze sobą nic wspólnego (nawet instytucje były podzielone). System ten nauczył społeczeństwo, że pomimo różnic można wspólnie żyć bez większych problemów. W holenderskim postrzeganiu świata tolerancja ma zatem podłoże pragmatyczne, jest normą społeczną, która pozwala uśmiechnąć się do obcego na ulicy bez konieczności solidaryzowania się z nim.

Moim zdaniem najważniejszym tekstem tego numeru, który dotyka jednego z najistotniejszych problemów współczesnej Holandii, jest artykuł o Kaderze Abdolahu, niderlandzkim pisarzu, który urodził się w Iranie. Jako młody aktywista w 1985 roku był zmuszony uciekać ze swojego kraju. Trafił do Holandii, gdzie został osadzony w jednym z azylów dla uchodźców. Miejsca te są w tej chwili bardzo istotne w holenderskiej debacie publicznej. Tam zaczyna się bardzo długa i żmudna droga, którą muszą przejść uchodźcy, aby dostać pozwolenie na stały pobyt w Holandii. Abdolah, któremu udało się przejść ten proces, obecnie jest szanowanym pisarzem, który czerpie inspiracje zarówno z kultury irańskiej, jak i holenderskiej. Dzięki temu jego głos w dyskusji o imigrantach stał się niezwykle istotny. Jako zwolennik wielokulturowości realnej nie opowiada się ani po stronie autochtonów, ani allochtonów (tak w Holandii nazywają się obywatele innego pochodzenia). Temat jest w tej chwili niezwykle istotny, ponieważ zaczynają dorastać dzieci imigrantów, które urodziły się w Holandii, jednak były wychowywane w duchu kultury rodziców. Pokolenie „pomiędzy”, nie umie się odnaleźć w realiach, w których żyje. Niezwykle dramatycznym przykładem tego problemu jest wspomniana w tekście historia morderstwa Theo Van Gogha (opisana w książce Śmierć w Amsterdamie). Został zamordowany przez młodego muzułmanina w biały dzień na jednej z amsterdamskich ulic. Morderca uważał swój czyn za słuszny i konieczny, bowiem Van Gogh swoją twórczością godził w Koran. Abdollah poprzez nawoływanie do dialogu stara się zapobiegać tego typu dramatom i włączyć muzułmanów do dyskusji, która póki co toczy się bez ich udziału.

Niestety na kilkudziesięciu stronach nie sposób poruszyć wszystkich problemów, przed którymi staje współczesna Holandia. Autorom udało się jednak przedstawić najważniejsze zagadnienia dotyczące tolerancji. We wszystkich tekstach ukazuje się obraz Holandii takiej, jaką znam. W trakcie swojego pobytu w Holandii nigdy nie spotkałam się tam z przejawami nietolerancji czy niechęci. Holendrzy umieją żyć obok siebie w zgodzie i nie boją się stawiać czoła swoim problemom. Co więcej – nie boją się sięgać po rozwiązania, które w oczach innych narodów wydają się kontrowersyjne. Pozwolę sobie zatem zakończyć tekst cytatem z artykułu Piotra Oczka: „Stolice dwóch państw – członków Unii Europejskiej – Amsterdam i Warszawę – dzieli dziś nie tylko 1096 kilometrów w linii prostej, ale i cywilizacyjna przepaść”. Pociąg Jan Kiepura pokonuje wspomniany dystans w około 17 godzin. Pytanie, ile czasu zajmie nam przeprawa przez wspomnianą przepaść, tak abyśmy i my stali się społeczeństwem, w którym obcy uśmiechają się do siebie na ulicy.

(KK)

PRZEGLĄD POLITYCZNY

pp118Określenie stary i nowy świat w Europie wskutek dwudziestowiecznych doświadczeń coraz częściej odnosi się do przemian, które dokonały się w minionym wieku na kontynencie. W tym podejściu ancient regime kojarzony jest ze światem nieliberalnym, egoizmem narodowym, polityką równowagi sił w stosunkach międzynarodowych, wojnami. Przemoc i okrucieństwa, które wytwarzał, w oczach ludzi, polityków nie mogły dłużej trwać, dlatego musiała nastąpić swoista rewolucja, która miała zrodzić nowy świat. Zdaniem wielu zmiany te zachodzą na naszych oczach albo już się dokonały. Idąc za myślą Tocqueville’a, jednego z klasyków teorii przejścia między starym a nowym światem, proces ten jest długotrwały, ścierają się w jego trakcie elementy dawnego porządku z postulatami, w imię których zachodzą przemiany. Z taką sytuacją mamy dziś do czynienia w Europie.

Ale nie tego dotyczy dychotomia nowy-stary świat w najnowszym numerze „Przeglądu Politycznego”. Redaktorzy postanowili pójść bardziej tradycjonalistycznym rozróżnieniem, skrywając za tymi pojęciami Europę i Amerykę. Przyglądają się tym samym powinowactwu dwóch głównych części cywilizacji zachodniej oraz możliwościom ich wzajemnego poznania. Za bohaterów swoich rozważań biorą Henry’ego Jamesa oraz Ágnes Heller i Ferenca Fehéra. Amerykańsko-brytyjski pisarz przełomu XIX i XX wieku, którego biografia związana jest z oboma kontynentami, wytworzył względem nich niejasny stosunek, co poświadcza jego twórczość. Z kolei pochodzące z Węgier małżeństwo, które osiadło w Ameryce, stara się zrozumieć kultury polityczne po obu stronach Atlantyku oraz wzajemne idiosynkrazje wyrosłe na tle rozumienia wolności (formalnego w Ameryce i esencjalnego w Europie) oraz relacji liberalizmu i demokracji.

Jednak rozważania węgierskich filozofów są naznaczone nieścisłością, którą wypomina w swoim eseju Marta Bucholc. Zauważa, że stosują zasadę pars pro toto, utożsamiają Europę z jednym państwem. I – jak wielu przed nimi i wielu po nich – jako reprezentanta wybierają Francję. Wydawałoby się, że trudno o bardziej odległe społeczeństwa niż amerykańskie i francuskie. Ale jest to przede wszystkim wynik reminiscencji. Nie można przecież zapominać, że u początków nowoczesności, jeśli za takie uznać rewolucje z końca XVIII wieku, zarówno francuską, jak i nieco wcześniejszą amerykańską, oba kraje miały się ku sobie, wspierając się w działaniach oraz oczekiwaniach. Dziś ten epizod jest raczej pomijany, a w XX wieku przypominał go szczególnie Lion Feuchtwanger w swej powieści Lisy w winnicy. Praca nad nią, nad stworzeniem jej bohaterów, mogłaby stać się ciekawym tematem, pokazującym ścieżki wzajemnego zrozumienia Europejczyków i Amerykanów opartego na nieprzesadnej fascynacji, a nie tylko niechęci. Niemiecki pisarz dopiero po kilkuletnim pobycie w Nowym Świecie mógł ukończyć powieść.

Redaktorzy „PP” podejmując temat relacji Europy i Ameryki, powracają tym samym do dyskusji, z którymi mieliśmy do czynienia blisko dekadę temu, w szczególności w wyniku rozbieżności wobec wojny w Iraku. To wtedy Robert Kagan pisał, że Amerykanie są z Marsa, a Europejczycy z Wenus, charakteryzując ich stosunek do używania siły w polityce. Mniej więcej w tym samym czasie toczyła się dyskusja wewnętrzna o wartościach europejskich, tym poważniejsza, że w kontekście tworzącej się konstytucji. Oba przypadki były próbami stworzenia „wielkich narracji”, o których czytamy w „PP”, omawiającym biografie Heller i Fehéra. Wyraźnie słabość takiego podejścia zobaczymy, gdy przyjrzymy się z bliska społeczeństwom. Taki wysiłek podjął Timothy Garton Ash w swojej książce Free World, pokazując wewnętrzne zróżnicowanie po obu stronach Atlantyku. W Europie dostrzegamy to przy każdym palącym problemie. Niemożność wypracowania wspólnego stanowiska pojawiała się podczas wysyłania wojsk do Iraku, działań w Syrii, obecnie docierają do nas sygnały, że nie uda się wypracować wspólnego stanowiska w sprawie inwigilacji. Można te elementy traktować jako pozostałości po dawnym porządku. Jednak, jak zostało już powiedziane, w najnowszym „PP” aspekt czasowy starego i nowego świata został całkowicie pominięty na rzecz geograficznego.

(PG)

„Kontra” to cykl recenzji czasopism idei prowadzony przez redakcję „Res Publiki Nowej”, który powstaje w ramach programu
Partnerstwo Wolnego Słowa.

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa