Kongres „tricksterów”

O jedynie „słusznych” artystach, towarzystwie wzajemnej adoracji i sztuce wkładanej w formułki. The Krasnals ostro o tym, dlaczego nie było ich w oficjalnym programie  Europejskiego Kongresu Kultury. Europejski Kongres Kultury był kolejnym wiecem, na którym […]


O jedynie „słusznych” artystach, towarzystwie wzajemnej adoracji i sztuce wkładanej w formułki. The Krasnals ostro o tym, dlaczego nie było ich w oficjalnym programie  Europejskiego Kongresu Kultury.

Europejski Kongres Kultury był kolejnym wiecem, na którym starano się wyłudzić pieniądze na kulturę. Cała debata, która zaistniała podczas tej imprezy, toczona była wśród przyjaciół, którzy od dawna decydują o wyglądzie polskiej sztuki. Nikogo już nie powinno dziwić, że ilość kuratorów była przytłaczająco duża w stosunku do liczby artystów.

fot. Krzysztof Dziedzic

Artyści, którzy wystąpili na Kongresie, to oczywiście stała już reprezentacja jedynych „słusznych” artystów, których jak zawsze na wszystkie imprezy kulturalne wydelegowuje „Krytyka Polityczna”. W tym roku to już kolejna zabawa, na której bawią się przedstawiciele tej formacji. Zaczęli od praskiego Quadrinale, potem na pół roku zadomowili się w Wenecji, a teraz dywagowali na temat przyszłości europejskiej kultury.

W zapowiedziach Kongres jawił się jako iście bizantyjska impreza, w gruncie rzeczy okazał się imprezą dla ubogich. Organizatorzy nie wyrobili się ze wszystkim na czas, tak że nie można było „skonsumować” kongresu w całości. Ale to nawet dobrze, bo oszczędziło to wszystkim niestrawności.

Kongres oparto głównie na haśle „trickster”. We wszystkich pismach twórcy EKK rozpisywali się o tym, że odnoszą się do działalności Pomarańczowej Alternatywy, przy czym od razu zaznaczono, że przedstawiciele grupy nie wezmą udziału w Kongresie. Na ich miejsce „Krytyka Polityczna” wysłała delegację swoich najlepszych ludzi. Ludzi, którzy już niejedno przeżyli. Najpierw zajmowali się kontestowaniem supermarketów, potem przebranżowiono ich na speców od holocaustu, wysłano do Brukseli, by szerzyli wśród europejczyków „moc fantazji”, a teraz są głównymi w Polsce „tricksterami”.

I tak jak w Hali Stulecia towarzystwo wzajemnej adoracji tricksterowało się, tak my robiliśmy swój happening. Pojawiliśmy się w pomarańczowych strojach, które były syntezą akcji Wspólna Sprawa. Wszystko zaczęło się od Pomarańczowej Alternatywy, która postawiła na Ukrainie tezę, potem z antytezą pojawił się ozłocony Paweł Althamer, który zabrał swoich sąsiadów w podróż do Brukseli złotym samolotem i do tego ubrał ich w złote stroje, a to wszystko za milion złotówek, które dał podatnik. Za darmo Althamer do swojej akcji podebrał hasło Pomarańczowej Alternatywie.

Oczywiście wśród peanów, które establishmentowi krytycy – głównie pani Jarecka – wyśpiewywali, słowem nie wspomniano, że zaczerpnięto to od akcji PA. Dlatego my, dla syntezy, pojawiliśmy się w strojach pomarańczowych za niecałe 1000 zł – płatne z własnej kieszeni. Nasz strój dopełniły kagańce, które są symbolem tego, że sztuka nie jest, tak jak twierdzi establishment, wolna. Prawda jest taka, że jest ona wolna tylko i wyłącznie dla wybranych, ale ich wolność jest także reglamentowana przez zwierzchników.

Nasz happening był bardzo kłopotliwy dla oficjeli kongresu. Niewielu odważyło się wejść głównym wejściem do Hali. Pan Prezydent Komorowski jako jeden z nielicznych podjechał pod główne wejście, jednak z powodu niegroźnego happeningu szybko odjechał i wszedł przez kuchnię. Reszta oficjeli nie popełniła już tego błędu i zamiast podjeżdżać od przodu, od razu podjechali od tyłu.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa