Konflikty, które przeżyły Gorbaczowa

Tragiczna spuścizna polityczna głównego architekta pieriestrojki okazała się o wiele trwalsza niż jego marzenia o zmianie.


Latem 1991 roku, na kilka tygodni przed sierpniowym zamachem stanu, w lobby jednego z hoteli spotkałem się z Igorem Smirnowem – prezydentem samozwańczej Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej. Smirnow, który następnie stanął na czele owej „republiki” – faktycznie okupowanej przez Rosję enklawy Mołdawii – powiedział mi, że został przyjęty na Kremlu przez przewodniczącego Rady Najwyższej ZSRR – Anatolija Łukjanowa. W spotkaniu uczestniczyli także przywódcy innych samozwańczych „republik”, które tworzono po to, by powstrzymać republiki sowieckie przed secesją z ZSRR i zmusić je do tworzenia „odnowionego państwa”.

Łukjanow, według Smirnowa, powiedział, że za kilka tygodni kierownictwo ZSRR będzie w stanie „znormalizować” sytuację w kraju i zneutralizować radykałów i „nacjonalistów”. Poprosił uczestników spotkania o wsparcie tych wysiłków. Wtedy też prezydent ZSRR, sekretarz generalny KC KPZR Michaił Gorbaczow niespodziewanie objął urząd Przewodniczącego Rady Najwyższej. Powitał gości Łukjanowa, życzył im powodzenia i wyszedł.

Nie tylko nostalgia

Przypomniałem sobie tę rozmowę, gdy myślałem o historycznej roli Michaiła Gorbaczowa i docenianiu jego roli na Zachodzie. Dobrze rozumiem Niemców, którzy dziękują Gorbaczowowi za jego wkład w pokojowe zjednoczenie ich kraju czy Amerykanów, którzy wierzą, że to właśnie on zakończył zimną wojnę i uratował ich od strachu przed nuklearnym starciem (jak się teraz okazało, nie zrobił tego raz na zawsze). Ale bardzo dobrze rozumiem też polityków na Litwie, którzy pamiętają, jak Armia Radziecka zabijała ludność cywilną w Wilnie kiedy podjęto próbę obalenia przywództwa tej republiki, która zapowiadała przywrócenie niepodległości kraju. Bardzo dobrze rozumiem polityków w Mołdawii, którzy wiedzą, że konflikt w ich kraju, który do dziś nie zakończył się, inspirował Kreml za rządów Gorbaczowa. Bardzo dobrze pamiętam, jak w pierwszym dniu Zjazdu Deputowanych Ludowych ZSRR (25 maja 1989 r.) na mównicę wszedł poseł z Łotwy – Wilen Tolpezhnikow, aby ogłosić minutę ciszy ku pamięci zabitych przez armię w Tbilisi. Gorbaczow niechętnie wstał. Następnie spowolnił tworzenie zastępczej komisji do zbadania tej tragedii – na jej czele stanął Anatolij Sobczak, przyszły burmistrz Petersburga i mentor Putina. Gorbaczow nigdy nie przyznał się do odpowiedzialności za Tbilisi, za Baku, za Wilno – tak jakby nie był wówczas naczelnym wodzem…

Błędy i brak zrozumienia

Dziś wielu dziennikarzy, zarówno w krajach byłego ZSRR jak i na Zachodzie, z nostalgią wspomina swoje wywiady z Gorbaczowem. Sam rozmawiałem z nim, gdy był prezydentem Związku Radzieckiego – na werandzie Kremlowskiego Pałacu Kongresów, w zamęcie ówczesnej politycznej trąby powietrznej.

Właśnie wtedy Gorbaczow zdecydował (również błędnie), że skoro stracił kontrolę nad Rosją (na czele tej republiki stanął jego energiczny przeciwnik Borys Jelcyn), to niech Ukraina stanie się jego głównym motorem tworzenia „odnowionego Związku”. I chciał to z moją pomocą „zasygnalizować” Ukraińcom. Nawiasem mówiąc, wywiad został zatytułowany Ukraińcy, chodźmy! Nie powtórzę jego treści, po prostu dlatego, że prawie niemożliwe jest powtórzenie treści jakiejkolwiek rozmowy z Gorbaczowem. Ale wciąż pamiętam swoje uczucia. Bardzo go wtedy lubiłem. Doznałem młodzieńczego zachwytu, że w ZSRR zaczęły się tak kolosalne zmiany. Ale przerażało mnie, że mój rozmówca – głowa wielkiego państwa – w ogóle nie rozumiał nastrojów moich rodaków.

Żeby tylko moich! Pierwsze zamieszki w ZSRR pod jego rządami rozpoczęły się w Kazachstanie 17 grudnia 1986 r. Po tym, jak Gorbaczow usunął bliskiego przyjaciela i ulubieńca Leonida Breżniewa – Dynmuchameda Konajewa ze stanowiska pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Partii Komunistycznej tej republiki, a miejsce to zaoferował partyjnemu działaczowi z centralnej Rosji. Kazachowie – przede wszystkim młodzi ludzie – czuli się już obywatelami własnego kraju, a na czele Kazachstanu postawiono osobę, która nic nie wiedziała o republice ani o nich, postrzegała Kazachstan jako kolejny region… To oczywiste, że idee nowego sekretarza Gennadija Kołbina w tym zakresie nie różniły się w żaden sposób od pomysłów samego Gorbaczowa. Młody i energiczny sekretarz generalny, pochodzący z terytorium Stawropola, okazał się kompletnym laikiem w jednej z głównych kwestii związanych z przyszłością ZSRR – kwestii narodowej. Co więcej, Gorbaczow uważał, że jego niekompetencja nie powinna przeszkodzić mu w wykorzystywaniu problemów narodowych w intrygach politycznych. A kiedy republiki związkowe ogłosiły swoje pragnienie suwerenności, zaczął podżegać do konfliktów wewnętrznych w tych republikach. Jeden z moich kolegów napisał wtedy artykuł o „szesnastej republiсе” Związku Radzieckiego – środku, kierowanym przez Gorbaczowa. Tak, Gorbaczow nie działał nawet jako polityk rosyjski, ale jako polityk tejże „szesnastej republiki”. Bo kiedy zaczął przegrywać z Borysem Jelcynem walkę o kontrolę nad Rosją – bez której de facto nie ma ZSRR – postanowił wykorzystać nastroje panujące w autonomicznych republikach samej Rosji, uczynić z nich praktycznie pełnoprawnych uczestników procesu tworzenia „odnowionego Związku”, dyskutować o podniesieniu statusu i konkurować z Jelcynem.

Lepszy los

Nie mam wątpliwości, że narody Rosji zasługują na lepszy los. Ale wtedy ta gra dwóch prezydentów wokół Czeczenów lub Tatarów – położyła podwaliny pod konflikty, które następnie przerodziły się w krwawe wojny na Kaukazie. A to część spuścizny politycznej Gorbaczowa. Pieriestrojka od dawna jest jedną z kart podręcznika historii, taką samą jak zburzenie muru berlińskiego. Ale konflikt w Karabachu, który rozpoczął się za Gorbaczowa, przetrwał jego samego. Podobnie ten w Naddniestrzu, Abchazji i Osetii Południowej… Do tej pory nie ma zrozumienia, w jaki sposób te konflikty i kwestia integralności terytorialnej krajów, które stały się ich ofiarami, zostaną rozwiązane. Wręcz przeciwnie, ich scenariusze wykorzystują przywódcy współczesnej Rosji, aby ingerować w wewnętrzne sprawy sąsiednich krajów.


Lead i śródtytuły pochodzą od Redakcji.

Fot. Moises Gonzalez/Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa