Komiczne spojrzenie Wodza

Fotografie gospodarskich wizyt północnokoreańskich przywódców wywołują rozbawienie "zachodnich" odbiorców. Dlaczego uważamy spojrzenie Wodza za tak komiczne, chociaż powinniśmy być odporni na archaiczną totalitarną propagandę? A jednak się śmiejesz! Korea Północna ma długą tradycję ideologicznego malarstwa. […]


Fotografie gospodarskich wizyt północnokoreańskich przywódców wywołują rozbawienie „zachodnich” odbiorców. Dlaczego uważamy spojrzenie Wodza za tak komiczne, chociaż powinniśmy być odporni na archaiczną totalitarną propagandę?

źródło: http://kimjongillookingatthings.tumblr.com
źródło: http://kimjongillookingatthings.tumblr.com

A jednak się śmiejesz!

Korea Północna ma długą tradycję ideologicznego malarstwa. Schematyczne ilustracje mityczynych epizodów z życia przywódców i narodu ozdabiają wszystkie ważniejsze budynki kraju. Ta lokalna odsłona socrealizmu daje pewien wgląd w treść systemowej propagandy. Wychowany poza granicami KRLD widz w większości przypadków uzna ją jednak za nudną, przewidywalną i łatwą do rozszyfrowania.

(CC BY-NC-ND 2.0) fresh888 / Flickr
(CC BY-NC-ND 2.0) fresh888 / Flickr

Obywatel lub obywatelka „zachodniego” świata może zatem poczuć się pewnie, gdy po raz pierwszy patrzy na fotografie publikowane przez północnokoreańskie agencje prasowe, a później zamieszczane na blogu kim jong-il looking at things. Archaiczna propaganda totalitarnego państwa nie powinna wywierać na nim lub na niej większego efektu. Uodporniły ich szczepionki wiedzy historycznej oraz świadomości prawdziwej natury zbrodniczego reżimu.

Okazuje się jednak, że zdjęcia dokumentujące gospodarskie wizyty Kochanego Wodza najwyraźniej nie sprowadzają się do prostej agitacji. Te fotografie potrafią rozbawiać – angażują „zachodniego” widza w sposób, który jest zagadkowy nawet dla samego autora bloga. Rzeczywiście, trudno o zjawisko trudniejsze do konceptualizacji niż humor. Spróbujmy jednak pójść następującym tropem: to, co w pełni schematyczne, przewidywalne, opanowane, szybko przestaje być zabawne; śmiech ugruntowany jest na niestabilności w sferze fizycznej, logicznej, czy semantycznej. Poszukajmy zatem chwiejnych struktur, odwołując się także do innych doświadczeń północnokoreańskiej ikonosfery.

 

Atrapa kamery

Kanadyjczyk Guy Delisle, wyposażony w dwa narzędzia, wrażliwość artysty i przemycony egzemplarz Roku 1984, przyglądał się splotom władzy i wizualności w północnokoreańskiej stolicy. Swoje spostrzeżenia przedstawił w komiksie Pjongjang. Jednym ze zjawisk najbardziej rzucających się w oczy obcokrajowcowi w KRLD jest wszechobecność portretów przywódców. Ich wizerunki muszą wisieć w każdym pomieszczeniu publicznym i w każdym prywatnym mieszkaniu. Tym obrazom należy się szacunek absolutny. W relacjach uciekinierów z KLRD przewija się wątek kultu obrazów, którego uchybienie może skutkować nawet więzieniem. Z drugiej strony, pozytywnymi bohaterami propagandy stają się męczennicy, tacy jak czternastoletnia uczennica, która rzekomo straciła życie przy próbie uratowania tych obrazów z powodzi.

Okładka francuskiego wydania komiksu Pyongyang / www.guydelisle.com/pyongyang
Okładka francuskiego wydania komiksu Pyongyang / www.guydelisle.com/pyongyang

Powyższe wskazuje na skalę zjawiska, ale nie wyjaśnia jego mechanizmu. Delisle zwrócił uwagę na fakt, że za pomocą portretów Koreańczycy są nieustannie obserwowani przez swoich wodzów. Wizrunki umieszcza są na odpowiedniej wysokości, w ramach grubszych u góry, przez co portret niejako wychyla się ku poddanemu. Ten staje twarzą w twarz z gigantem, któremu – zgodnie z propagandą – zawdzięcza całe swoje życie.

Analizując związki nadzoru i władzy, Michel Foucault wskazał dwa kierunki działania nowożytnego aparatu wizualnej dyscypliny. W paradygmatycznym więzieniu Jeremy’ego Benthama sprytne rozwiązania architektoniczne miały pozwolić garstce strażników na dowolne podglądanie patologicznych jednostek. Władza wizualna oznacza możliwość skutecznego gromadzenia informacji, ale nie ogranicza się tylko do tego. Kluczowa jest świadomość więźniów, którzy nieustająco licząc się z ryzykiem nadzoru, w końcu przyjmują za swoje narzucone przez władzę normy. Przekładając te dwa mechanizmy na współczesne narzędzia techniczne, pierwszy możemy przypisać ukrytej kamerze, drugi – dobrze wyeksponowanej atrapie takiej kamery.Podobnie  do kamer działają portrety Wodza: chociaż same nie widzą, wywołują wrażenie bycia widzianym, które jest kluczowe dla utrzymania dyscypliny.

 

Eksponaty i naśladowcy

W zbliżonym duchu można interpretować udokumentowaną praktykę gospodarskich wizyt Kim Dzong Ila. Patrzący Wódz jest zawsze absolutnym podmiotem, ustawiającym Koreańczyków na jednej z dwóch pozycji. Czasami stają się przedmiotami spojrzenia, żywymi eksponatami, obserwowanymi z podobną uwagą jak produkty na sklepowych półkach. Nie dochodzi wówczas do prawdziwej interakcji. Wódz nie zniża się do osobistego kosztowania potraw bądź rozmowy z pracownikiem.Druga rola polega na podążaniu wzrokiem za wysuniętym palcem przywódcy, słuchaniu i zapisywaniu jego poleceń czy dobrych rad. W tym wypadku również nie ma mowy o samodzielnej aktywności czy jakiejkolwiek symetrii. Koreańczyk może być obserwowany lub patrzeć na to, co wskaże mu przywódca.

źródło: http://kimjongillookingatthings.tumblr.com/
źródło: http://kimjongillookingatthings.tumblr.com/

 

Szukając komizmu

Gdzie w tym jednak komiczne rozedrganie? Nawet obeznany z realiami KRLD Delisle przyznaje, że pomysłowość północnokoreańskiej propagandy rozbawiłaby samego Orwella. Odwołując się do klasyka antytotalitarnej literatury, Kanadyjczyk stara się nabrać dystansu do doświadczanej sytuacji. My, spoglądając na patrzącego Kima, również patrzymy z oddali. Jesteśmy świadkami reżimu spojrzenia, jednak nie musimy w nim uczestniczyć. Medium fotograficzne ujawnia tu swoją przewrotność. Kim, absolutny patrzący podmiot, staje się za jego pośrednictwem bezsilną ofiarą naszych spojrzeń. Chociaż w oglądanych zdjęciach można doszukać się echa stosunków sił, agonistycznego rozchwiania, czy doświadczenia dyscypliny i oporu, to jednak skutecznie zagłusza je komfort zachodniej perspektywy. Spotkanie odbywa się na naszych, wygodnych warunkach. Dlatego możemy pozwolić sobie na uśmiech.

Nie ufajmy jednak obrazom przyjemnym w odbiorze i pozornie dla nas zrozumiałym. Pełna analiza ikonosfery tak odmiennej kultury, jak północnokoreańska, nie może poprzestać na naiwnej introspekcji. Łatwiej nam dostrzec mechanizmy nadzoru i dyscypliny, ponieważ kształtują one i nasze, kapitalistyczne, zachodnie, relatywnie syte społeczeństwo. Tymczasem według badaczy takich jak Brian Reynolds Myers (autor książki Najczystsza rasa. Propaganda Korei Północnej, wydanie polskie 2013) oraz Kim Suk Young (autorki Illusive Utopia, 2012), dla wielu Koreańczyków Wódz jest wciąż obiektem autentycznej miłości, wykraczającej poza mechanizmy dyscyplinarne. Być może kluczowe do pełniejszego odczytania fotografii Dobrego Wodza będzie zastanowienie się, co w naszym społeczeństwie mogłoby wywołać podobnie szaleńczą adorację.

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa