Kawa, demokracja i podziały społeczne

Warszawskie kawiarnie od początku różniły się od swoich paryskich czy londyńskich pierwowzorow. Z jednej strony ich bywalcy mieli znacznie silniejsze, typowe dla wschodnioeuropejskiej formacji inteligenckiej poczucie misji społecznej, z drugiej zaś dużo mniejszą gotowość przekraczania […]


Warszawskie kawiarnie od początku różniły się od swoich paryskich czy londyńskich pierwowzorow. Z jednej strony ich bywalcy mieli znacznie silniejsze, typowe dla wschodnioeuropejskiej formacji inteligenckiej poczucie misji społecznej, z drugiej zaś dużo mniejszą gotowość przekraczania podziałów społecznych w codziennych kontaktach w przestrzeni miejskiej.

Choć istnieją tysiące zdjęć dokumentujących Warszawę w wieczór katastrofy smoleńskiej, niewiele zostało napisane o pejzażu dźwiękowym Śródmieścia tamtego wieczoru. Rzadkie i dziwne jest doświadczenie bycia w tłumie, który, gęsty i ściśnięty między pierzejami ulic, tak jak bywają tłumy w czasie wielkich przewrotów politycznych lub na koncertach rockowych, zarazem jednak pozostaje niemal zupełnie cichy. Katastrofa wypchnęła tysiące ludzi z domów na ulicę, zarazem niemal dosłownie odbierając im mowę. I tak jak w czasie letnich ulew z suchego pomieszczenia wychodzi się prosto w ścianę deszczu, tak ze ściszonego szmeru ulicznego tłumu wchodziło się tamtego wieczoru w rozgwarzony zgiełk wypełnionych szczelnie po brzegi warszawskich kawiarni na Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu i ich bocznych odnogach. Z ciszy wstępowało się we wrzawę, z której można było łowić strzępki wymyślanych na gorąco hipotez i politycznych scenariuszy. Moment, który wymagał natychmiastowej publicznej reakcji, naturalnie podzielił warszawiaków na dwie grupy – i nie przypadkiem to właśnie rozspekulowana warszawska „klasa gadająca” a nie milcząca większość, szukała schronienia w kawiarniach.

Klub Chłodna 25, autor grafiki :Tymek, udostępnił Grzegorz Lewandowski / chlodna25.blog.pl, (CC BY-SA 2.0) by creative commons polska / Flickr

Mieszczanie z „Ziemiańskiej”

To nie zgiełk politycznych dyskusji w kawiarniach, lecz dopiero jego kontrast z milczącym, ale jednak obecnym tłumem, pozwala szukać w tym wydarzeniu tropów specyficznie warszawskich. Od nowoczesności kawiarnie służyły jako platformy spotkań i dyskusji politycznych. Neutralność kawiarnianej przestrzeni umożliwiała tymczasowe zawieszenie podziałów społecznych. W kawiarniach nie wypadało wręcz dociekać czyjegoś statusu społecznego, to argumentacja i talent oratorski budowały pozycję ich klientów. Podróżnicy i obcy należeli najbardziej pożądanych bywalców, ożywiając dyskusję opowieściami. Według definicji Raya Oldenburga, kawiarnie do dziś pełnią niezwykle istotną funkcję jako tzw. trzecie miejsca (third places): miejsca publiczne, w których, w przeciwieństwie do „pierwszych” (dom) i „drugich” (praca) miejsc, spędzamy czas przede wszystkim dla własnej przyjemności i walorów towarzyskich. Tu odbywamy pogawędki z ludźmi, których ze względu na powierzchowny charakter znajomości raczej nie zaprosilibyśmy do domu. Do najistotniejszych funkcji „trzecich miejsc” należy według Oldenburga wyrównywanie podziałów społecznych (socjolog odwołuje się do pojęcia „leveler” – z ang. „wyrównywacz”). Na Zachodzie tę funkcję historycznie najlepiej wypełniały kawiarnie.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa