KASPROWICZ: Gospodarka na dopalaczu koronawirusa

W przypadku wielu firm pandemia po prostu przyspieszy i tak nieuchronny upadek


Epidemia to czas nadzwyczajny właściwie pod każdym względem. Z jednej strony oddala ludzi od siebie – samoizolacja jako próba uchronienia się przed zagrożeniem to nasze atawistyczne zachowanie. Zupełnie słuszne w wielu przypadkach – takie spontaniczne podejście pomogło powstrzymać dżumę w średniowieczu. W innych okazywały się paniczną odpowiedzią na zagrożenia, które nie wymagały takiego podejścia.

Przeczytaj pozostałe teksty z tego numeru

Dziś takie decyzje mają być podejmowane przez specjalistów, ale kiedy są narzucane, często budzą opór. Wysyp teorii spiskowych dzisiaj w dużej mierze wynika z faktu narzucenia drastycznych ograniczeń w przemieszczaniu się. Choć ten sceptycyzm w większości bazuje na braku wiedzy, dezinformacji oraz stosowaniu tzw. „zdrowego rozsądku” (czyli prostych heurystyk – przydatnych przez tysiąclecia, ale zupełnie mylących dzisiaj), to w zasadzie stanowi zdrowy odruch sprzeciwienia się totalitaryzmowi. To po stronie władzy leży przekonujące wyjaśnienie, czemu musimy tak mocno ograniczać naszą wolność, zaś podejrzliwość wobec władzy często chroniła naszą wolność.

Z drugiej strony izolacja może nas zbliżać – przynajmniej w ramach relacji z tymi, z którymi jesteśmy razem. W każdym razie o ile tego chcemy i jesteśmy na to przygotowani. Jak można to sprawnie zorganizować, pokazuje „Dekameron” – choć ten przewidywał zajęcia tylko na dziesięć dni izolacji. Jako że za nami sporo więcej, a końca nie widać, specjaliści spodziewają się niebawem zarówno fali urodzeń, jak i rozwodów.

Gospodarczy alfabet

Taka odmiana w życiu osobistym może być (zwłaszcza dla introwertyków) nawet przyjemna, ale największy problem obecnie to nie nasze samopoczucie, ale wpływ kwarantanny na gospodarkę. Oczywiście wiemy, że spowoduje recesję – o tyle głębszą, że gospodarka nigdy nie była tak zglobalizowana. Nie wiemy przy tym, jakie będą długookresowe efekty: czy gospodarka szybko wróci na stare tory po zniesieniu obostrzeń (tzw. scenariusz V), czy też potrwa to dłużej (scenariusz U).

Co gorsza prawdopodobnie na jesieni możemy się spodziewać nawrotu epidemii – co przełożyć się może na wiele dołków (scenariusz W), które mogą doprowadzić do trwałych problemów w światowej gospodarce i długotrwałej recesji (scenariusz L).

Co nas czeka, trudno powiedzieć, i zależy to głównie od zjadliwości samego wirusa. Te żyjątka (o ile można nazwać wirusa organizmem żywym) są niezwykle kapryśne i tak jak szybko się pojawiają, tak mogą równie szybko zniknąć albo zmutować w formę groźniejszą czy bardziej zjadliwą. Dziś de facto jesteśmy na łasce wirusa – przynajmniej do czasu opracowania skutecznej szczepionki bądź leku. Jak jednak uczy historia wirusa HIV, pomimo naszego przekonania w moc nauki wynalezienie leku może nie być ani łatwe, ani szybkie.

Numer pt. Bitwa o suwerenność dostępny w naszej księgarni.

Czynników mających wpływ na przyszły kształt gospodarki, poza samym wirusem, jest wiele. Wygląda na to, że będzie on miał niemały wpływ geopolityczny, umacniając Chiny – pomimo tego, że to właśnie tam wirus uderzył najpierw, zaś całego problemu można by uniknąć, gdyby nie nieudolność chińskich władz. Jednak to nieudolne przywództwo USA przekształca całą sytuację w wymarzoną dla Chińczyków rozgrywkę. Pogrążone w kryzysie zachodnie firmy stają się dla Chińczyków łatwymi zdobyczami przy niemal nieograniczonych środkach. Stąd też zapowiedzi rządów, że będą chronić firmy przed takimi przejęciami. Ten ruch, choć wydaje się logiczny, staje się pierwszym z wielu ciosów w wolność gospodarczą.

Czas satrapów

Co jeszcze bardziej zadziwiające, pomimo tak gigantycznej wpadki autorytarnego socjalistycznego rządu narracja wokół epidemii zdaje się wskazywać, że właśnie socjalizm czy autorytaryzm ma sobie radzić lepiej w warunkach epidemii. Co więcej, działania poszczególnych rządów wykazujących do tej pory ciągoty autorytarne wyraźnie idą w kierunku uzurpacji kolejnych uprawnień przy kompletnym paraliżu opozycji niemogącej nawet zorganizować protestów ulicznych.

Dla satrapy kwarantanna to idealny okres, bo zrobić można wszystko, a demonstracje nie pojawią się. I tak na Węgrzech Orbán może rządzić za pomocą dekretów – i to do odwołania przez kwalifikowaną większość parlamentarną – czyli właściwie tak długo, jak będzie chciał. W Polsce łamane są wszelkie procedury, by na siłę doprowadzić do majowych wyborów, a minister Sasin przejął kompetencje PKW. Wszystko po to, by skonsolidować swoją władzę w cieniu zagrożenia wywołanego epidemią, a, jak wiemy, władza zawsze zyskuje na popularności w takich sytuacjach.

Za to za kilka miesięcy, kiedy efekty kryzysu będą odczuwalne i gniew suwerena zwróci się przeciwko władzy, będzie już po wszystkim. Stąd determinacja sięgająca już nie tylko łamania konstytucji, ale i narażania na zagrożenie ludzkiego życia.

Do czego prowadzą inwestycje publiczne?

Zaburzenia instytucjonalne to duży problem dla rozwoju gospodarczego. Niestabilne otoczenie i konsolidacja władzy w jednych rękach mają zawsze mrożące efekty w zakresie długoterminowego rozwoju gospodarczego. Przedsiębiorcy, niepewni tego, co się stanie z ich biznesami i na ile będą one uzależnione od kaprysów polityków, wolą zarobione pieniądze ulokować za granicą.

Ten efekt był już wyraźnie widoczny w Polsce, gdzie od 2015 r. – czyli od momentu przejęcia władzy przez PiS – prywatne inwestycje są w zapaści. To zadziwiające, biorąc pod uwagę dynamiczny wzrost gospodarczy. Sugeruje to, że nawet bez epidemii długo by on nie potrwał.

Bez inwestycji nie ma wzrostu. Próby zastąpienia inwestycji prywatnych przez inwestycje publiczne – nawet gdyby było to możliwe w wysokościach kwot – będą nieudane. Białe słonie – czyli drogie i niepotrzebne inwestycje, przy otwarciu których pokazać się mogą politycy – to marnowanie pieniędzy, a nie przyszłość rozwoju gospodarczego. Warto przypomnieć sobie przykład przekopu Mierzei Wiślanej czy CPK, by sobie to uzmysłowić. Upolitycznienie procesu inwestycyjnego było jednym z głównych powodów upadku systemów socjalistycznych.

Numer internetowy Państwo obnażone.

Przyszłość małych przedsiębiorstw

Jednak zaburzenia w zakresie prywatnej przedsiębiorczości w wyniku epidemii są i mogą być znacznie głębsze. Polska gospodarka stoi małymi przedsiębiorstwami, których liczba sięga 2 milionów. Jednocześnie są one zwykle bardzo narażone na utratę klientów i mają niewielkie zasoby. Rząd uruchomił pomoc dla tych firm – przede wszystkim w formie wstrzymania się od pobierania od tych firm należnego ZUS-u, dorzucając mikropożyczki. To kroplówka, która ma sprawić, żeby zbyt wielu przedsiębiorców nie sięgnęło po zasiłki dla bezrobotnych.

Podobne cele służą zastosowaniu innych narzędzi tarczy antykryzysowej – utrzymanie firm przy życiu po to, by nie zwolniły pracowników, a oni nie sięgnęli po zasiłki. W ogólnym rozliczeniu dla budżetu to rozwiązanie znacznie tańsze, choć chwilowo „historyczny budżet bez deficytu” jest na granicy załamania i finansowany jest de facto przez druk pieniędzy przez NBP. To da się odczuć poprzez inflację – której przy tak wielkim zmrożeniu popytu być nie powinno, tymczasem jest najwyższa w całej UE.

Wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że straty gospodarcze są poważne i przyjdzie je nam w ten lub inny sposób ponieść – inflacja jest jedną z takich metod. Politycznie jest dość łatwa do przyjęcia, ale niestety uderza głównie w najuboższych.

Pozostaje pytanie, co się stanie z prywatną przedsiębiorczością po kryzysie. Nie ma wątpliwości, że będzie osłabiona. Tyle że osłabiona była już prze epidemią. Jest to zadziwiające, bo po długim okresie prosperity firmy zwykle mają się świetnie. Tymczasem u nas wiele z nich było na krawędzi upadku – większość wzrostu gospodarczego została pochłonięta przez dynamiczny wzrost płac. I o ile należy się cieszyć z tego, że Polacy zarabiają więcej, to należy pamiętać, że muszą jeszcze mieć gdzie zarabiać.

W przypadku wielu firm pandemia po prostu przyspieszy i tak nieuchronny upadek. Wiele polskich firm zostało założonych w latach 90. przez osoby wtedy w wieku lat około trzydziestu. W chwili obecnej, dobijając do sześćdziesiątki, zamiast zmagać się z kolejnym kryzysem, przejdą na emeryturę. Wielu przedsiębiorców postanowi także przejść na spokojniejsze etaty w dużych firmach. To niewątpliwie ruch, który zwiększy efektywność naszej gospodarki, ale jednocześnie zmniejszy jej niezależność i odporność na szok.

Plany rządu

Kolejne kroki rządów są nastawione na zwiększanie wpływu na gospodarkę. Dziś politycy mają w ręku los milionów. Ich poczucie sprawczości jest na wysokim poziomie, a konsekwencji swoich działań jeszcze nie odczuwają. Minister Sasin wyraził przekonanie, że nadciąga czas „mądrego interwencjonizmu państwa” – zapowiadając kolejny New Deal. Minister Sasin niewątpliwie Franklinem Delano Roosveltem nie jest, ale ten sentyment udziela się nie tylko jemu.

Zarówno polskie, jak i inne europejskie programy zakładają wchodzenie państwa jako udziałowca do firm. U nas mówi się także o przejęciem całości akcji OFE, co spowodowałoby dalsze zwiększenie, i tak niemałego, udziału państwa w PKB. A do tego dochodzą planowane obostrzenia w zakresie sprzedaży firm, co ma zapobiegać wyprzedaży „sreber rodowych”.

Perspektywy dla wolności gospodarczej po pandemii wyglądają zatem bardzo nieciekawie. Budżety państw będą w opłakanym stanie, co zwiększy fiskalizm. Wiele z uzyskanych uprawnień kontroli i ograniczeń zostanie utrzymanych, zaś poczucie wszechmocy polityków doprowadzi do realizacji wielu głupich projektów – za które musi oczywiście zapłacić sektor prywatny. Nadchodzi tydzień socjalizmu – populacja przedsiębiorców zmniejsza się.

Tomasz Kasprowicz – wiceprezes Zarządu Fundacji Res Publica, przedsiębiorca, ekonomista.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa