Kasprowicz: Ekonomiści do polityki

Idealny polityk to taki, któremu absolutnie nie zależy na rządzeniu – twierdzi Tomasz Kasprowicz w rozmowie z Wojciechem Przybylskim.


Kandydujesz do Sejmu z listy .Nowoczena. Skąd ta decyzja?

Zaczęło się to od tego, że na horyzoncie pojawiła się pierwsza od dawna inicjatywa polityczna, z którą mogłem się utożsamiać. Nie ukrywajmy, przez ostatnie 8 lat rządów Platformy Obywatelskiej na tym polu nie pojawiło się nic nowego. Aż tu nagle wyłoniła się formacja, do której mogłem się odnieść pozytywnie i chciałem pomóc w jej rozwoju. Zaczęło się od wsparcia na poziomie programowym, przede wszystkim w kwestii przedsiębiorczości, na której się znam. Po powiedzeniu A, okazało się, że można powiedzieć też B i włączyłem się również w pomoc organizacyjną. I tak krok za krokiem doszedłem do decyzji o starcie w wyborach.

Ale dlaczego? Jesteś publicystą, doktorem finansów, wykładowcą i przedsiębiorcą. Skąd nagle ta polityka? 

Dla człowieka ogólnie zorientowanego i wykształconego, polityka zawsze jest punktem odniesienia. Można udawać, że jej nie ma i wiele osób tak próbuje robić, ale nie wiele to daje. Moja działalność publicystyczna, związana z tematyką gospodarczą to również jest element polityki, choć indywidualistyczny i pozapartyjny. Gospodarka nie jest elementem wypreparowanym. Oczywiście czasem debata polityczna dotyczy gospodarki bardziej, czasem mniej. Gdy Polskę dopada szaleństwo smoleńskie to w polityce gospodarki jest mniej, a przecież to jej stały element.

Przeczytaj „List do młodego liberała” – swoisty poradnik byłego premiera Kanady dla nowicjuszy w polityce. Tekst ukazał się w „Słowach na wojnie” – wydaniu Res Publiki – do pobrania z naszej księgarni.

Przy okazji, ciekawe, zaskakujące i w konflikcie z moimi doświadczeniami z innych krajów jest to, że w Polsce trzeba ciągle tłumaczyć się z politycznego zaangażowania. W moim odczuciu to nie jest nic wstydliwego, ani nienaturalnego. To raczej wytwór pewnego negatywnego sentymentu w społeczeństwie – być może zasłużonego, ale na pewno przesadzonego.

Wielu liberałów chce być jak najdalej od polityki. 

Wciąż jestem nowicjuszem i dużo się jeszcze muszę nauczyć. Jeśli pytasz o poziom debaty publicznej w ogóle to w mojej opinii jest on po prostu straszny.

Dotyczy to estetyki? 

Chodzi także o płytki poziom merytoryczny. Paweł Kukiz powtarzając to samo w kółko, był w stanie zbudować gigantyczne poparcie.

W polskiej debacie często jest tak, że pojedyncze opinie, wyrwane z kontekstu i nieosadzone w żadnej szerszej koncepcji, potrafią ją rozpalić do czerwoności. Dlatego też, gdy na horyzoncie pojawił się merytoryczny ruch polityczny, od razu postanowiłem się do niego przyłączyć. Nie chcę popadać w idealizm co do moich działań, ale trzeba próbować coś zmieniać, bo to, co oglądamy jest przykre dla każdego myślącego człowieka.

Nie mam złudzeń, że możemy osiągnąć 30% poparcia. Pewnie nie. Ale byłoby to już coś, gdybyśmy zebrali mały elektorat, który chce wyższego poziomu. Taka partia mógłby pełnić rolę, którą obecnie pełni PSL. Od ponad 20 lat uczestniczy w każdym rządzie i współtworzy politykę kraju, mimo że zawsze ma tylko kilka procent poparcia. Teraz na to miejsce ma szansę wskoczyć siła merytoryczna i modernizacyjna, i popychać politykę w lepszym kierunku. Podobnie funkcjonuje Partia Liberalna w Niemczech.

Czy wyobrażasz sobie merytoryczną dyskusję i partnerstwo z innymi partiami? Które obszary sporu można nazwać merytorycznymi? 

Jeśli weźmiemy pod uwagę trzy najważniejsze dotychczas polskie partie, czyli PiS, PO i SLD to widać, że różnica jest głównie estetyczna. Dlatego w debacie z nimi trudno zidentyfikować punkty sporu. Bardzo się cieszę, że listy w całym kraju zarejestrowała partia Razem. Choć nie zgadzam się z prawie każdym punktem ich programu, to o każdym jestem w stanie z nimi porozmawiać na merytorycznym poziomie. Coś czego nie da się zrobić z innymi partiami. Cieszę się, że polityka poparta przemyśleniami zaczyna się częściej pojawiać. Na ile skutecznie – dla .Nowoczesnej i Razem pokaże to czas.

Często zarzuca się ekonomistom, że są lewicowi lub neoliberalni, co ma dyskredytować ich argumenty. Czy uznałbyś spór z lewicowymi ekonomistami za merytoryczny?

Tak jak w każdej nauce społecznej, mało rzeczy jest pewnych. Ale są pewne podstawowe prawa, których prawie nikt nie kwestionuje. Jednak na wyższych poziomach opisu pojawia się miejsce na interpretacje, czyli szkoły ekonomiczne, które nauka potem weryfikuje. Większy problem pojawia się wtedy, kiedy z powodów ideologicznych takie weryfikacje się odrzuca. Ale jak wiadomo, jeśli fakty nam nie pasują – tym gorzej dla faktów. Widać to chociażby w naszej debacie o nierównościach społecznych. Dominująca narracja mówi o tym, że biedni biednieją, a bogaci się bogacą. Tymczasem wszystkie wskaźniki pokazują, że nierówności w Polsce maleją. Tyle, że to jest przemilczane, bo trudno użyć tego argumentu w walce politycznej.

W polskiej debacie o polityce gospodarczej nie mamy do czynienia z żadną szkołą ekonomiczną. To, co mówią politycy, którzy mienią się ekspertami w dziedzinie ekonomii, urąga wiedzy z pierwszego roku studiów ekonomicznych. Więcej niż połowa mojej publicystki polega na prostowaniu tego, co publicznie wygadują tego typu ludzie, często z tytułami profesorskimi.

Jeśli student ekonomii nie zna różnicy między kosztem albo wydatkiem, czy składką a podatkiem to oblewa egzamin, a profesor może takie rzeczy mylić i jest publikowany w wiodących mediach – byle przekaz był kontrowersyjny i po linii.

Co w polskiej polityce zmieni nowa partia?

Znam się na dwóch rzeczach: na ekonomii i na genetyce. I gdy słucham debaty o in vitro (nie mówię tu nawet o sławetnym posiedzeniu Senatu) to słyszę niebywałe głupoty. Skoro w dwóch sferach, w których mogę to ocenić, widzę taki poziom ignorancji to po prostu się boję. Boję się, że ludzie zajmujący się obronnością albo polityką energetyczną także opowiadają podobnego kalibru głupoty, a tych nie jestem w stanie ocenić, bo się nie znam. Dlatego merytoryczna debata powinna wrócić do polityki. To zbyt ważne sprawy. Mam nadzieję, że .Nowoczesna na to pozwoli.

A jakie są zagrożenia?

W tej partii znaleźli się ludzie, którzy chcą coś zmienić i poprawić – cenię ich, a praca z nimi to czysta przyjemność. Ale polityka przyciąga też ludzi innego typu. Ludzi, dla których ważna jest władza, i „umocowanie się” w polityce. Mają oni zazwyczaj lepsze doświadczenie w politykowaniu (w najgorszym tego słowa znaczeniu) i lepiej wiedzą co robić, żeby uzyskać jak największy wpływ.

Ideowcy pracują i budują, a w tym czasie wyjadacze pracują wyłącznie na swoją pozycję, by po wszystkim przejąć organizację. Choć oczywiście nie jest to niespodziewane, to co mnie martwi najbardziej to pojawiające się objawy tego procesu. Stąd moja determinacja, by do tego nie dopuścić – zobaczymy, czy wystarczy mi sił, środków i zaufania w centrali.

Podoba mi się, co w tym kontekście wymyślił pisarz science fiction Douglas Adams. W jednej z jego powieści poszukiwano władcy wszechświata, który to musiał spełniać dwa warunki. Jednym z nich było to, żeby absolutnie nie zależało mu na rządzeniu wszechświatem. Gdyby tylko dało się taką zasadę wprowadzić, nasz system polityczny działałby jak marzenie.

 

Tomasz Kasprowicz – przedsiębiorca, zajmuje się doradztwem w zakresie informatyzacji przedsiębiorstw. Wspólnik w firmach Gemini oraz Matbud. Adiunkt w Wyższej Szkole Biznesu w Dąbrowie Górniczej. Od 2008 roku członek zespołu redakcyjnego kwartalnika Res Publica Nowa odpowiedzialny za dział Ekonomia. Doktor finansów, doktoryzował się na Southern Illinois University Carbondale, absolwent Wyższej Szkoły Biznesu – National-Louis University w Nowym Sączu. 

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa