Kac po święcie niepodległości

Bitwa kiboli z policją, zniszczone mienie miejskie i prywatne, starcia ultranacjonalistów z antyfaszystami – to bilans tegorocznego święta niepodległości. Święta, po którym każda ze stron uczestniczących w debacie publicznej powinna obudzić się z kacem. Kac […]


Bitwa kiboli z policją, zniszczone mienie miejskie i prywatne, starcia ultranacjonalistów z antyfaszystami – to bilans tegorocznego święta niepodległości. Święta, po którym każda ze stron uczestniczących w debacie publicznej powinna obudzić się z kacem. Kac ten towarzyszy znacznej części ludzi z dwóch stron barykady. Niestety jego objawów nie widzę u czołowych postaci sceny publicystyczno-politycznej, dla których jedynym problemem minionych wydarzeń jest zachowanie przeciwnej strony.

Nie będę utrzymywał, że winy za piątkowe wydarzenia rozkładają się symetrycznie. To tyły Marszu Niepodległości wszczęły bitwę z policją, to kibole niszczyli Plac Konstytucji czy samochody mediów i policji. Inkorporacja w szeregi marszu środowisk odwołujących się do faszystowskich ugrupowań, akceptacja agresywnego kibolstwa i przekazanie mu indygenatu na „prawdziwy patriotyzm” są ciężkimi grzechami polskich konserwatystów. Nie będę jednak zatrzymywał się nad tymi problemami, niech w swoich sumieniach rozważą je prawicowi aktywiści, ponadto wszystkie te grzechy skrupulatnie wyliczą im liberałowie i lewicowcy.

Z drugiej strony należy pamiętać, że bojówkowe rajdy wychodziły z dwóch stron barykad. Na wiecu Kolorowej Niepodległej nie było tylko kolorowo, dużo było na niej zamaskowanych antifowców, całkiem solidnie uzbrojonych. Na wiec nie przybyła, zatrzymana przez policję,  osławiona brygada niemieckiej antify, której uzbrojenie i zwarty szyk bojowy widoczny na filmiku pozwala wątpić w  pokojowe zamiary. To problemami środowiska lewicowo-liberalnego zamierzam się zająć, albowiem z tą stroną się identyfikuję.

Co komu nie przeszkadza

Czarne uniformy, szczelne zamaskowanie, uzbrojenie w pałki i butelki, zwarte szyki – taka była niemała część Kolorowej Niepodległej. Na szczęście doszło tylko do nielicznych starć antify z faszyzującymi bojówkami, jednak pokojowego przebiegu wiecu nie zawdzięczamy łagodnemu usposobieniu chłopców z bojówek i przypomnieniom wygłaszanym z platformy o „pokojowej manifestacji”, a blokadzie policyjnej, która skutecznie oddzielała od siebie grupy manifestantów. Wydaje się, że nie bez znaczenia była również liczebna przewaga „sił wroga”, która była realnym argumentem do zachowywania spokoju. Obawiam się, że przy innych proporcjach sił nie udałoby się zachować pokojowego charakteru demonstracji. Doświadczenia lat ubiegłych, znajomość zachowań „zachodniej antify”, jak i informacje zawarte na oficjalnej stronie internetowej sprawiają, że obawy swoje uważam za uzasadnione.

Bańka mydlana na wiecu Kolorowa Niepodległa, 11.11.11, fot. Helena Czernek
Bańka mydlana na wiecu Kolorowa Niepodległa, 11.11.11, fot. Helena Czernek

Zdawać by się mogło, że obecni na wiecu liberalni i lewicowi intelektualiści, którzy za Słonimskim „marzą o Polsce słabej”[1], wielokulturowej, tolerancyjnej, niepatriarchalnej, którzy regularnie powołują się na Ghandiego, Kuronia, Giedroycia, tradycje hipisowskie i ruchu WiP, którym bliższy od Kadena jest Hasek i Remarque, odczują poważny niesmak, widząc uzbrojone bojówki w swoich szeregach. Zdawać by się mogło, że spróbują przekonać radykałów do wyrzeczenia się przemocy i chociażby odłożenia swoich „ekwipunków”, że po wiecu wyrażą swój sprzeciw wobec wszelkim formom przemocy, tak po stronie Marszu Niepodległości, jak i własnej – a może przede wszystkim po własnej. Niestety nic takiego nie nastąpiło, ani w trakcie Kolorowej Niepodległej, ani już po wydarzeniach. Nie widzieli? Wątpię. Nie chcieli widzieć? A może najzwyczajniej w świecie wygodniej im jest udawać, że nie widzą,  utwierdzać siebie i postronnych, że problemu nie ma, że monopol na przemoc ma prawica akceptująca faszystów z ONR-u, my zaś jesteśmy czyści i niewinni, a maczystowskich i gotowych do agresji bojówkarzy po naszej stronie nie było. Może lewicowi i liberalni liderzy popierający Kolorową Niepodległą boją się, że w przypadku jakiejkolwiek krytyki radykałów wystawią swój autorytet na zbyt ryzykowną próbę? Nie wiem, zapewne każdy z milczących ma swoje powody. Niezależnie od nich skutkiem milczenia jest stadne samozadowolenie oraz potrzebny do jego utrzymania brak autorefleksji.

Kolorowi, niepodlegli, samozadowoleni

Na wiecu nastroje były przednie, o czym zapewniali tak organizatorzy, jak udzielające symbolicznego wsparcia blokadzie autorytety większego i mniejszego kalibru. Na wiecu było tanecznie, kolorowo, śpiewająco. Uczestniczyli w nim weseli, dobrze wykształceni i obyci w świecie ludzie. Przeważała dobra, kulturalna młodzież, matki z dziećmi i dziadkowie z wnuczkami. Byli Oburzeni i ich sympatycy. De facto Kolorowa Niepodległa składała się z ludzi o wykraczającym ponad średnią krajową kapitale kulturowym, społecznym i nierzadko materialnym. Wspominam o tym nie po to, żeby podważyć prawo elit do sprzeciwu i umniejszyć rangę ich głosu (nie jest to argument „młodzież bananowa”), ale po to, byśmy sami byli tego świadomi – Kolorowa to niestety nie jest vox populi. Głos ludu w większości wyrażał się przez pozostanie w domach, a jeśli po którejś ze stron barykady był obecny, to nie była to strona Kolorowej.

Ale to, że na wiecu było tylko dwa tysiące ludzi (mniej niż rok temu), nie stanowiło problemu dla bawiącej się i śpiewającej Niepodległej. Uzbrojonej antify, jak wiemy, nie było, to znaczy nie widziano jej, czasami tylko dziękowano jej i proszono o zachowanie spokoju – to też nie był żaden problem. Nie stanowi problemu dla nas z Kolorowej to, że we wszechpolsko-oenerowskim Marszu Niepodległości brało udział kilkanaście tysięcy osób, często nieidentyfikujących się ze skrajnymi poglądami organizatorów. Nie jest problemem, że na Kolorową Niepodległą została zaproszona europejska antifa znana z agresywnych metod. Nie jest także problemem, że organizatorzy i popierający wiec twierdzą, że takiego zaproszenia nie było. W opinii większości lewicowych i liberalnych publicystów jedynymi problemami są faszyści (realni i wyimaginowani), prawicowi publicyści popierający Marsz Niepodległości oraz prawicowi politycy.

I to jest właśnie problem – jedyne, co dziś robią środowiska anty-endeckie, to eksportują całe zło do obozu przeciwnika. Słowa znacznej części publicystów „wolnościowych” nie różnią się wiele od przedstawicieli prawicy. Z jednej, jak i z drugiej strony mamy do czynienia z wybielaniem swoich i zwalaniem na nich. Rytualizacja sporu sprawia, że obierane stanowiska, pozycje i zagrania bardziej przypominają mecz piłkarski (i to w dodatku polskiej reprezentacji), nie zaś intelektualną debatę.

Jak na boisku

W dzisiejszej debacie tak jak na boisku liczy się zwartość i lojalność wobec własnej drużyny – taka sytuacja tworzy raczej poczucie wspólnotowej wyższości, nie sprzyja zaś zadawaniu pytań, które powinny zostać postawione. Dlaczego organizowany przez ONR i Młodzież Wszechpolską marsz z niewielkiej manifestacji skinheadów, która parę lat temu odstraszała mieszkańców Warszawy, w tym roku przyciągnął kilkanaście tysięcy osób? Czy silna promocja Kolorowej Niepodległej, w którą zaangażowane były elity artystyczne i intelektualne, nie była kontrskuteczna i paradoksalnie nie przyczyniała się do promocji Marszu Niepodległości? Śledząc głos opinii publicznej wyrażany na forach internetowych, właśnie takie wrażenie odniosłem.

Może warto zastanowić się, jak doszło do tego, że głos liberalno-lewicowych mediów przede wszystkim zwiera szeregi obozu przeciwnego. Należy przyjrzeć się własnym wypowiedziom, czy nie ma w nich zbyt dużo pustych pojęć, nie najlepiej nadających się do opisu rzeczywistości, za to świetnie stygmatyzujących grupę przeciwną. Parę lat temu, za IV RP, bardzo dobrze został zanalizowany język monterów Polski prawej i sprawiedliwej, może dziś stosując tę samą metodę, warto zanalizować własny dyskurs? Czy aby nie czas na rewizję uprawianej retoryki?

Zasygnalizowałem tylko parę z wielu pytań, które dziś nasze środowisko powinno sobie zadać. Należy zastanowić się nad kwestiami dotyczącymi istoty konfliktu, jego eskalacją, nad własną taktyką. Stadionowa rytualizacja temu nie sprzyja, bo, jak pokazuje historia polskiej reprezentacji piłkarskiej, słaby poziom gry nie wpływa na miłość do własnej drużyny.

Będzie nadal tak, jak jest

Po ubiegłorocznej blokadzie marszu oenerowskiego na łamach „Gazety” Seweryn Blumsztajn poddał krytyce taktykę i metody działania Porozumienia 11 listopada. Podczas debaty w „Krytyce Politycznej” mówił:

Wasz scenariusz z blokadą prowadzi donikąd. Za rok was będzie więcej, oenerowców też będzie więcej. Może być krwawo. Trzeba myśleć o innym scenariuszu. […] Podczas antyfaszystowskich happeningów na pl. Zamkowym słyszałem […] mowę nienawiści […] To było bolesne. Jest to przybliżanie się do przeciwnika. [i dalej] Jeżeli chcemy walczyć z faszyzmem, musimy dotrzeć z naszym przesłaniem do zwykłych ludzi, a nie skupiać się tylko na blokowaniu. O to chodzi!

Niestety w tym roku blokada miała przebieg analogiczny. Ci, którzy rok temu zgłaszali swoje obiekcje, teraz skapitulowali i dziś bezkrytycznie bronią tegorocznej blokady. To smutne – domyślam się, że nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla publicystów, gdyż objawiło słabość oddziaływania ich głosu.

Niewielka, ale roztańczona i rozśpiewana Kolorowa Niepodległa przeszła w samozadowoleniu swoją kolorowością i otwartością. Znajomi i znajomi królika po raz kolejny pokazali sobie swoją wyższość moralną, kulturową i wszelką. Uspokoili własne sumienia. Części malkontentów nasuwały się jednak słowa Kuby Sienkiewicza: „Każdy powiedział to, co wiedział. Trzy razy wysłuchał dobrze się. Wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest”. Dla dobrego samopoczucia trzeba je było zneutralizować, podśpiewując za Muńkiem Staszczykiem: „Jest super! Jest super! Więc o co ci chodzi? Jest super! Jest super!”

Naprawdę jest super?


[1] A. Słonimski, O Polsce słabej, wiersz napisany przez Słonimskiego w 1941 roku;

Mówią o Polsce silnej. Już dziś liczą sztaby,
Jak ją ziemią okopać, oprzeć na bagnecie.
Lecz ja, wybaczcie, bracia, pragnę Polski słabej,
Ja pragnę Polski słabej, lecz na takim świecie,
Gdzie słabość nie jest winą, gdzie już nie ma warty,
Ryglów u bram i nocą dom bywa otwarty,
gdzie dłoń nieutrudzona okrutnym żelazem
I gdzie granica wita tylko drogowskazem.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Jeden komentarz “Kac po święcie niepodległości”

Skomentuj

Res Publica Nowa