Jiří Pospíšil: Jeśli ANO wygra wybory, skończy się czeska telewizja

Przed wyborami w Czechach rozmawiamy na o tym, jak populistyczni przywódcy w Europie Środkowej wpływają na wolność mediów i strategii UE, która ma to udaremnić.


Unia Europejska chce chronić zagrożone wolne media w Polsce i na Węgrzech, ale także w Czechach. Zdaniem europosła i byłego ministra sprawiedliwości Czech Jiříego Pospíšila, są one filarem demokracji.

Luboš Palata: Wysłuchał Pan niedawnego przemówienia Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, na temat stanu Unii Europejskiej. Jak ocenia Pan tę część, która dotyczyła wolności mediów? Czy UE jest w stanie utrzymać ją w całej Unii?

Jiří Pospíšil: Bardzo się ucieszyłem, że Ursula von der Leyen w swoim sprawozdaniu o stanie Unii Europejskiej zajęła się również kwestią niezależności mediów. Mówiła o niej w części dotyczącej wartości europejskich. Podkreśliła, że UE to nie tylko integracja oparta na współpracy gospodarczej, ale także na wspólnych wartościach. A wśród nich jest nie tylko praworządność, ale także niezależne media, wartości demokratyczne, ochrona praw człowieka, rządy prawa, jakość i funkcjonowanie demokracji…

Dla mnie, jako byłego ministra sprawiedliwości, jest to bardzo ważne. Bo dziś w Unii Europejskiej, w kręgach eurosceptyków czy eurorealistów, wszyscy dostrzegają korzyści płynące z integracji gospodarczej UE, ale debata na temat tego, w jakim stopniu Unia Europejska powinna stać na straży praworządności, jest o wiele bardziej złożona. Z tą debatą wiąże się kwestia niezależności mediów.

Moim zdaniem źle się dzieje, że wielu polityków europejskich i unijnych to kwestionuje. Twierdzi, że UE nie powinna angażować się w to, co dzieje się z praworządnością i mediami w Polsce, na Węgrzech i w innych krajach. Demokracja nie będzie dobra, jeśli nie będzie niezależnych mediów.
Czy nie chodzi więc o to, aby Komisja Europejska stanęła po stronie dziennikarzy?
Wolne media są przede wszystkim niezbędne Europejczykom, jeśli chcą, by europejska demokracja przetrwała. Demokracja nie jest możliwa bez niezależnych mediów oraz sprawnego i niezależnego sądownictwa.

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová powinna w przyszłym roku zaproponować dyrektywę UE w sprawie ochrony mediów. Czy ona jest rzeczywiście potrzebna i czy będzie pomocna?

Popieram ten zamiar. Oczywiście zależy to również od tego, jak będzie wyglądała konkretna dyrektywa. Jednocześnie nie może ona być zbyt szczegółowa i nie może zawierać orzecznictwa, które miałoby zastosowanie do wszystkich państw członkowskich UE.

Trzymam kciuki za Věrę Jourovą, i jestem gotów ją w tym wspierać. Zarówno egzekwowanie, jak i skuteczne wdrażanie jej do systemów prawnych państw członkowskich z pewnością nie będzie łatwe. Widzimy to również w debacie na temat praworządności, gdzie zaskakuje mnie, jak wiele osób kwestionuje potrzebę skutecznej obrony tej wartości.

Czy Pana zdaniem przedmiotowa dyrektywa powinna również dotyczyć przypadku Czech, gdzie premier Andrej Babiš nadal jest właścicielem kluczowych mediów za pośrednictwem funduszy powierniczych?

Tak, uważam, że jest to jeden z przypadków, które powinna objąć dyrektywa i sądzę, że nie zostanie on pominięty.

Co Parlament Europejski może w tej sprawie zrobić? Czy uważa Pan, że taka dyrektywa zyska jednoznaczne poparcie?

Spodziewam się, że zyska poparcie kluczowych frakcji, które mają proeuropejską orientację, w tym takie wartości jak niezależność mediów. Dlatego spodziewam się poparcia zarówno ze strony mojej Europejskiej Partii Ludowej, jak i socjaldemokratów i socjalistów. Sądzę, że poprą ją też liberałowie.

Sądzę jednak, że uderzy to bardzo mocno we frakcje, których stosunek do integracji europejskiej jest powściągliwy lub negatywny. W debacie pojawi się wiele emocji. Będą argumentować, że ingerujemy w kompetencje poszczególnych państw narodowych, że jest to nie do przyjęcia. Doświadczamy czegoś podobnego w debacie na temat praworządności.

A jak Pan to widzi między państwami członkowskimi UE?

Myślę, że tam będzie to trudne. Zwłaszcza przedstawiciele rządów, które mogą mieć problemy z taką dyrektywą europejską, Polacy, Węgrzy, Słoweńcy i być może my, Czesi. Po październikowych wyborach – zobaczymy, jaki będziemy mieli wtedy rząd… Wierzę jednak, że większość Europy, większość w Parlamencie Europejskim, jest świadoma, że wysiłek na rzecz ochrony wolności mediów nie jest ingerencją w suwerenność poszczególnych państw członkowskich, ale ochroną jednej z wartości integracji europejskiej.

Skupiamy się na wolności mediów w Europie Środkowej. Jak wypadają Węgry w porównaniu z Polską?

Sytuacja w Polsce i na Węgrzech jest najgorsza. Ostatnio podobne ataki na media miały miejsce w Słowenii, na przykład w odniesieniu do lokalnej agencji informacyjnej.
W Polsce i na Węgrzech media publiczne są już de facto formą mediów państwowych, co wpływa na niezależność informacji w wiadomościach – ten, kto rządzi, ma wpływ na ich treść.
Co więcej, sytuacja ta stale się zaostrza. Wystarczy spojrzeć na ustawę, która została przyjęta w Polsce i która ograniczyła możliwość posiadania mediów w Polsce. Jest to atak na dużą niezależną stację telewizyjną, której właścicielem jest amerykańska firma. Widać, że ataki na niezależne media trwają i dlatego dyrektywa europejska jest ważna. Polska i Węgry będą jednak opierać się europejskim naciskom na przywrócenie niezależności mediów publicznych. Jak widzimy w debacie na temat praworządności, zadośćuczynienie jest trudne. A tutaj będzie to jeszcze bardziej skomplikowane.

Wspomniał Pan szczególnie o Polsce, ale na Węgrzech, gdzie prywatne niezależne media są niemal zlikwidowane, sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana…

Tak właśnie jest. Nie chcę oceniać, czy gorsza jest Polska, czy Węgry. Oba te kraje mają poważny problem z niezależnością mediów.

Jeśli chodzi o Czechy, to czy uważa Pan, że mimo nacisków ANO, SPD i KSČM udało im się obronić niezależność mediów publicznych?

Sytuacja w Republice Czeskiej również nie jest łatwa. W rankingu organizacji Reporterzy bez Granic, spadliśmy o wiele miejsc. Wynika to głównie z faktu, że najważniejszy polityk w Republice Czeskiej, premier Andrej Babiš, jest właścicielem dużego domu medialnego i że atakuje się również media publiczne. Wystarczy spojrzeć, kogo ostatnio wybrał do rad nadzorczych mediów publicznych. Są to dwa najbardziej rażące powody, dla których Czechy poniosły porażkę na tym polu. Nie możemy dziś powiedzieć, że niezależność mediów nie jest problemem Republiki Czeskiej. Niestety, jest.

Czy w Czechach nadal można bronić stanu mediów publicznych?

Mam wrażenie, że nadal się to udaje, że czeskie media publiczne są nadal niezależne i nie sądzę, by ucierpiała na tym treść i jakość wiadomości. Ale jeśli presja ostatnich lat będzie rosła, to jesteśmy o krok od zmiany tego stanu rzeczy. Znajdujemy się na bardzo cienkiej granicy. Jeśli demokratyczna opozycja wygra październikowe wybory parlamentarne, sytuacja wróci do normy w pełni niezależnych mediów publicznych. Ale jeśli większość zdobędzie ruch Babiša – ANO, komuniści (KSČM) oraz Partia Wolności i Demokracji Bezpośredniej (SPD), to atak na media publiczne będzie kontynuowany. I naprawdę możemy spodziewać się sytuacji, w której nawet czeskie media publiczne nie będą informować w sposób niezależny.

Czy można zatem powiedzieć, że październikowe wybory decydują również o niezależności czeskich mediów publicznych?

Tak. Te wybory to także niezależność mediów publicznych, która jest niezbędna dla przetrwania demokracji. I wyborcy powinni zdać sobie sprawę, że jest to jeden z najważniejszych tematów w historii.

Unia Europejska mocno naciska na trwający konflikt interesów premiera-oligarchy Andreja Babiša w otrzymywaniu unijnych dotacji. Ale czy posiadanie przez Babiša większości mediów nie jest takim samym problemem konfliktu interesów?

Mam nadzieję, że kwestia ta zostanie szerzej poruszona w debatach nad nową dyrektywą w sprawie ochrony niezależności mediów. Jest to jednak temat, którym należy zająć się w całej Europie. Powinna to zrobić Unia Europejska. Kwestia ta z pewnością powinna zostać poruszona w ramach rozwiązywania konfliktu interesów Andreja Babiša.


Artykuł ukazał się w języku czeskim na Denik.cz i w języku angielskim w Visegrad Insight. To wynik współpracy pomiędzy wiodącymi wyszehradzkimi mediami zorganizowanej przez Visegrad Insight i Fundację Res Publica. Skróty pochodzą od redakcji.

Fot. Photo by Andrew Coop on Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa