Jak Bruksela staje się prawdziwym aktorem geopolitycznym

Po 24 lutego Europa zmieniła się zasadniczo. Wraz z nią uległa zmianie pozycja Unii Europejskiej w świecie.


Nie wiemy jeszcze dokładnie, jakie będą konsekwencje agresji Rosji na Ukrainę, co wydarzy się za wschodnią granicą UE i NATO. Wiemy jednak, że wielu Europejczyków, a zwłaszcza ich przywódców, zaczęło inaczej myśleć o obronności i bezpieczeństwie, w tym o bezpieczeństwie energetycznym. W ciągu kilku dni od wtargnięcia Rosji do sąsiedniego kraju, w polityce Unii Europejskiej wydarzyło się tyle, co w żadnym innym okresie od dziesięcioleci.

Bezprecedensowa pomoc

Unia pomaga Ukraińcom w sposób bezprecedensowy: oprócz dostaw broni i pomocy humanitarnej utworzyła specjalny fundusz na zakup broni dla Ukraińców. Kończy się iluzja, że można odnieść sukces jako geopolityczny gracz na świecie tylko dzięki silnej polityce handlowej skupionej wokół półmiliardowego rynku i retorycznej obronie wspólnych wartości, takich jak wolność i demokracja.
Ukraińcy pokazują teraz Europejczykom, że na szali trzeba położyć także własne życie. Stosunki z niestabilną Rosją w sąsiedztwie Unii będą w nadchodzących latach w większym niż kiedykolwiek stopniu determinować politykę europejską.

Niezależność energetyczna Europy

Od ubiegłego roku w całej Unii Europejskiej trwają publiczne debaty pod hasłem Konferencji na temat przyszłości Europy. Jednym z ważnych tematów, na które kładzie się nacisk, jest miejsce Unii Europejskiej w świecie.

Zeszłoroczne debaty koncentrowały się bardziej na polityce handlowej i innych ogólnych kwestiach związanych z rolą Unii jako przede wszystkim wspólnego rynku. Obronność zeszła na dalszy plan, a nacisk na peryferyjny i raczej hipotetyczny temat armii europejskiej nie mógł zostać przeoczony.
Z drugiej strony, temat energii, który obecnie okazuje się kluczowy w związku z wojną na Ukrainie, był zupełnie nieobecny w temacie UE na świecie. Transformacja europejskiego sektora energetycznego w związku z pozornie szybszym odłączeniem się od rosyjskich paliw kopalnych, będzie jednym z kluczowych parametrów, według których oceniana będzie pozycja Unii na świecie.

To, jak szybko Europejczycy będą w stanie przestawić się na źródła krajowe, najlepiej odnawialne, i zorganizować dostawy gazu lub ropy z innych miejsc niż Rosja, w dużej mierze zadecyduje o przyszłej pozycji UE jako globalnego gracza (40 procent zużycia gazu w UE jest uzależnione od dostaw z Federacji Rosyjskiej).

Problemy ze wspólną obroną europejską

W ten sam sposób zmienia się myślenie o firmach zbrojeniowych, które w materiałach roboczych Komisji Europejskiej, obok firm hazardowych czy producentów papierosów, proponowały dotychczas kryteria odpowiedzialności społecznej pod skrótem ESG. Europa potrzebuje i będzie się zbroić, co wiąże się z dwoma długotrwałymi problemami, z których wielu Europejczyków albo nie zdaje sobie sprawy, albo nie przyjmuje ich do wiadomości.

Pierwszym z nich jest technologiczna zależność Europy od Stanów Zjednoczonych i Chin. Produkcja zaawansowanej i mniej zaawansowanej broni nie jest możliwa bez globalnych łańcuchów dostaw. Na przykład dotkliwy niedobór kamizelek balistycznych dla walczących Ukraińców wiele unijnych firm chciałoby uzupełnić, ale najpierw muszą sprowadzić podstawowe materiały z Chin.

Sytuacja jeszcze bardziej komplikuje się w przypadku bardziej złożonych produktów. Na przykład powszechnie znany jest niedobór półprzewodników w przemyśle europejskim i ogólnie słaba rola UE w rozwoju i produkcji układów scalonych.

Na warsztatach zorganizowanych przez Visegrad Insight w ramach debat na Konferencji na temat przyszłości Europy dyskutowano, że jeśli UE naprawdę chce zmienić swoją pozycję w tym sektorze, powinna przeznaczyć pieniądze i swoje umiejętności organizacyjne na stworzenie ogólnoeuropejskiej sieci uniwersytetów i innych instytucji naukowych, które będą szkolić nowe pokolenie ekspertów w dziedzinie półprzewodników. Wówczas znajdą się inwestorzy, a także unijne i krajowe zachęty inwestycyjne. W ten sposób Unia mogłaby zatrzymać swoje własne talenty i przyciągnąć kolejne z krajów sąsiednich, których perspektywa przystąpienia do UE jest wciąż odległa. Wystarczy przypomnieć, że choć Komisja Europejska planuje przeznaczyć miliardy euro na ich produkcję, to budowa choćby jednej fabryki trwa co najmniej pięć lat i kosztuje dziesiątki miliardów euro.

Drugi długofalowy problem europejskiej obronności związany jest z rozdrobnieniem krajowego przemysłu obronnego i niezdolnością państw do uzgadniania wspólnych zakupów broni i sprzętu wojskowego. Gustav Gressel – ekspert ośrodka analitycznego European Council on Foreign Relations, trafnie stwierdził, że to, czego potrzebowały europejskie armie, było dotychczas określane przez przemysł w zależności od tego, co chciał produkować.

Oczywiście poszczególne państwa zawsze i w każdych okolicznościach będą wspierać swój przemysł krajowy. Jednak obecna sytuacja wymaga radykalnych rozwiązań i zachęt ze strony UE. Czy nie lepiej byłoby np. produkować w całej Europie tylko jeden czołg lub wóz bojowy zamiast kilku typów? Pozwoliłoby to na obniżenie kosztów i znaczne przyspieszenie produkcji.

Takimi właśnie obawami podzielił się ze mną w nieoficjalnej rozmowie wysoki urzędnik europejski odpowiedzialny za wspólny rozwój nowych rodzajów broni i związanych z nimi technologii. Jego zdaniem, obecna euforia w UE i możliwość szybkiego podejmowania decyzji w najważniejszych sprawach szybko minie i powróci walka na słowa i o fundusze unijne. Tymczasem właściwy moment na radykalne zmiany, które wzmocniłyby pozycję UE w świecie, już minie.

Uwięzieni w starych zasadach

Debata podczas Konferencji na temat przyszłości Europy pokazała, że wielu Europejczyków tkwi w pułapce starego sposobu myślenia. Brakuje im myślenia strategicznego i kultury strategicznej wielkich mocarstw. Unia wydaje się bezsilna w nowym świecie, w którym geopolityka łączy się z najnowszą technologią i brutalną siłą armii.

Wspomniany już przykład idei ogólnoeuropejskiego programu wspierającego kształcenie ekspertów w wąskiej dziedzinie przyszłości może jednak wskazać, gdzie stosunkowo szybko można znaleźć nową siłę Unii Europejskiej, opierając się na istniejących lub mających powstać regulacjach i instytucjach.
Potrzebna byłaby tylko wola polityczna, a debaty podczas Konferencji na temat przyszłości Europy dają nadzieję, że taką wolę można znaleźć – poglądy i propozycje w części poświęconej pozycji UE w świecie wzywają do bardziej jednolitego głosu UE na zewnątrz, do wykorzystania instrumentów polityki handlowej oraz do ponownego przemyślenia zasady jednomyślności w podejmowaniu decyzji, tak aby jedno państwo członkowskie nie mogło blokować decyzji innych. Tak aby Rosja nie mogła na przykład wykorzystać Węgier jako konia trojańskiego.

Wspólna siła w handlu

I tak na przykład w przypadku agresji Rosji na Ukrainę to Unia Europejska, we współpracy z innymi globalnymi graczami, przygotowuje i egzekwuje sankcje wobec Kremla i jego przedstawicieli. Podobnie w Brukseli przygotowywany jest nowy instrument polityki handlowej przeciwdziałający przymusowi, tak aby państwa członkowskie UE nie mogły być szantażowane środkami handlowymi, czego doświadcza Litwa w sporze z Chinami o otwarcie biura tajwańskiego w Wilnie.

Pandemia pokazała, że Unia jest zdolna do podjęcia zdecydowanych wspólnych działań, takich jak zakup szczepionek czy stworzenie funduszu naprawczego, a więc wspólnego długu. Odpowiedź na rosyjską agresję na Ukrainę popchnęła wspólne europejskie myślenie jeszcze dalej – w kierunku radykalnej zmiany zależności od rosyjskiego gazu i ropy, co spotkało się ze zrozumieniem wielu osób, które sceptycznie podchodziły do wcześniejszych planów Zielonego Ładu i redukcji emisji – zwłaszcza polityków z Europy Środkowej.

W świecie, w którym znów panuje twarda władza, egzekwowanie zasad jest trudniejsze. Jednocześnie jednak możliwe jest myślenie zarówno geopolityczne, jak i geoekonomiczne.

W tym kontekście ważne będzie obserwowanie, jak rozwijają się sankcje wobec Rosji, jak długo wytrzymają je same gospodarki państw UE i czy mogą je jeszcze stopniowo zaostrzać.
Po raz kolejny debata powróci do kwestii energii, oprócz brutalnej siły, którą UE (jeszcze) nie dysponuje, oraz, po doświadczeniach wojny na Ukrainie, do wojny informacyjnej – czyli tego, jak UE będzie w stanie bronić swoich obywateli przed ukierunkowanymi operacjami wywierania wpływu przez rywali, przed kłamstwami i manipulacją.

Sankcje mogą prowadzić do bardziej ekologicznej Europy

W przypadku energii, UE będzie teraz nie tylko poszukiwać nowego miejsca jako konsument, ale też próbować przenieść swój nowy model na cały świat – na przykład taryfy opłat za emisję dwutlenku węgla dla producentów spoza UE lub zasady należytej staranności. W ich ramach może promować prawa człowieka, zapobiegać pracy dzieci lub wykorzystywaniu mniejszości – na przykład poprzez uniemożliwienie importu do UE towarów produkowanych w niewolniczych warunkach przez mniejszość ujgurską w Xinjiang. W ten sposób Unia może bronić swoich wspólnych podstawowych wartości.
Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że to właśnie w polityce handlowej i gospodarczej kształtują się nowe relacje UE z Chinami.

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce Europy Środkowej? Państwa czwórki wyszehradzkiej, które ponoszą ciężar nowej fali migracji, a jednocześnie starają się wspierać borykającą się z problemami Ukrainę, płacą teraz cenę za swoją wcześniejszą niezdolność do prowadzenia sensownej polityki w ramach UE, opartej na szukaniu kompromisów i sojuszników w poszczególnych kwestiach.

Prawdopodobnie będą więc podążać za tym, co wymyślą i przeforsują inni członkowie Unii. Nie jest jednak wykluczone, że właśnie z powodu wojny na Ukrainie i jej konsekwencji mieszkańcy Europy Środkowej będą bardziej słuchani i a ich głos będzie brany pod uwagę w unijnej agendzie.
Na przykład nowy rząd czeski chce prowadzić politykę praw człowieka w stylu Havla, będąc jednocześnie jednym z największych dostawców broni i pomocy humanitarnej na Ukrainę, a także posiadając stosunkowo silny, zorientowany na eksport przemysł obronny i silną kulturę nowych technologii.

Znane powiedzenie mówi, że kryzys jest szansą. W przypadku Czech, Polski i Słowacji wojna na Ukrainie jest szansą na to, by stać się silniejszymi i bardziej świadomymi Europejczykami, a dla Europy – szansą na znalezienie silniejszego miejsca w świecie.

Niestety, Węgry znajdują się w innej sytuacji ze względu na długofalową politykę premiera Viktora Orbána, a ich droga powrotna do Europy byłaby trudna, nawet gdyby zjednoczona opozycja wygrała kwietniowe wybory. W zasadzie UE będzie zadowolona, jeśli Budapeszt nie będzie sabotował wysiłków zmierzających do odnalezienia nowej roli Unii w świecie.

Martin Ehl – Visegrad Insight Senior Fellow. Główny analityki „Hospodářskich novin”.
Fot. Joshua Fuller / Unsplash.

Artykuł jest częścią projektu organizowanego przez Visegrad Insight, w którym uczestniczą „Hospodářské noviny„, „Res Publica Nowa”, „SME” i Telex.hu, w którym omawiana jest Konferencja na temat przyszłości Europy. Parlament Europejski nie był zaangażowany w przygotowanie tych materiałów i nie ponosi odpowiedzialności za informacje lub stanowiska wyrażone przez autorów.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa