Ile bogactwa w PKB?

Pomiar dobrobytu ludzi to było od zawsze bardzo trudne zadanie. Niewątpliwie najczęściej używanym wskaźnikiem jest PKB na mieszkańca. Jednak o słabościach tego podejścia napisano niejedną książkę i nie jeden artykuł (w tym mój w nadchodzącej […]


Pomiar dobrobytu ludzi to było od zawsze bardzo trudne zadanie. Niewątpliwie najczęściej używanym wskaźnikiem jest PKB na mieszkańca. Jednak o słabościach tego podejścia napisano niejedną książkę i nie jeden artykuł (w tym mój w nadchodzącej ResPublice o PKB podczas wojny). Jako alternatywy wymyślano różne hybrydy, które mają dawać pełniejszy obraz gdyż obok danych o produkcji uwzględniają inne elementy dotyczące długości życia, edukacji, poziomu nierówności etc.

Jednak słabo się one przyjmują – zwykle nie bez powodu. Umieszczanie we wskaźnikach subiektywnych i niepewnych elementów powoduje, że manipulując nimi udowodnić możemy dowolną tezę. Nie wspominając już o wagach poszczególnych elementów. Co ważniejsze bogactwo czy równość? Średnia liczba lat edukacji czy poziom bezrobocia? Jak to wszystko obiektywnie zważyć i zmierzyć? PKB jest chociaż obiektywne.

PKB nie jest doskonałym wskaźnikiem naszego bogactwa
PKB nie jest doskonałym wskaźnikiem naszego bogactwa. Fot. LendingMemo / Flickr

Czy aby jednak na pewno? Ciekawą wątpliwością jest wpływ gospodarki opartej na informacji na zachowanie się tego wskaźnika. Darmowe konta mailowe właściwie zabiły rynek płatnych skrzynek. Dobrostan społeczeństwa wzrósł PKB spadło. No ale rynek płatnych skrzynek mailowych dla ludności to margines, jednak zanikające usługi poczty tradycyjnej to już zupełnie inna kwestia. Rynek urządzeń GPS to kolejny przykład całego przemysłu, który kurczy się niesłychanie idąc w ślady wcześniej zaatakowanej branży producentów drukowanych map. Zanik wydawnictw encyklopedycznych to następny przypadek, a wymieniać można dalej. Wygląda na to, że rewolucja cyfrowa przechodzi jak cyklon przez naszą gospodarkę eliminując całe branże gdyż oferuje za darmo to co niegdyś kosztowało. PKB maleje o niesprzedaną produkcję, zaś ta rozdana nie pojawia się w statystykach, a w każdym razie nie na poziomie strat – i przeważnie w innym kraju.

A przecież jednak stajemy się bogatsi. Bogatsi o słowniki na prawie każdy język o jakim możemy pomyśleć, których jednak nie musimy kupować, bogatsi o mapy wszystkich krajów, darmową i legalną muzykę, pocztę elektroniczną, telekonferencje . To wszystko dobra o wielkiej wartości, o których nasi przodkowie mogli tylko marzyć. Co więcej w większości mają one charakter dóbr publicznych – nasza konsumpcja nie zmniejsza możliwości konsumpcji innych. Bity kopiują się niemal bezkosztowo, ale każda kopia to wymierna wartość. Próby szacowania tej wartości (Brynjolfsson i Joo Hee Oh) wskazują na rząd wielkości setek miliardów dolarów i rośnie o około 40 miliardów rocznie. Na ile te szacunki są prawidłowe jest dyskusyjne, ale efekt jest niezaprzeczalny, a nowe źródła korzyści pojawiają się nieustannie.

Jednak jak z każdą rewolucją przemysłową są grupy poszkodowane. Mechanizacja pracy miała odebrać prace robotnikom – co powodowało powstawanie ruchu oporu niszczącego maszyny. Rzeczywiście wielu pracę straciło, w efekcie jednak średni czas pracy spadł, za to wzrosła stopa życia. Automatyzacja i robotyzacja też ma doprowadzić do masowego bezrobocia – pozostaję jednak sceptyczny co do tej prognozy. Tak samo rewolucja informatyczna niewątpliwie spowoduje utratę pracy przez wielu ludzi. Koszty dostosowania ponoszone są przez nieszczęśników, którzy mają pecha pracować w dotkniętych branżach. Korzyści odczują wszyscy inni.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa