Igrzyska i pożary

Monika Strzępka ostro skrytykowała decyzję o zwolnieniu Krzysztofa Mieszkowskiego ze stanowiska dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. Jej reakcja jest ważna, bo nie tylko podsumowuje stan debaty o samorządowych politykach kulturalnych, ale także ją kończy. Tym […]


Monika Strzępka ostro skrytykowała decyzję o zwolnieniu Krzysztofa Mieszkowskiego ze stanowiska dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. Jej reakcja jest ważna, bo nie tylko podsumowuje stan debaty o samorządowych politykach kulturalnych, ale także ją kończy. Tym samym jest wyraźnym sygnałem do tego, aby podjąć istotną decyzję – albo darujemy sobie troskę o dialog i współpracę, albo zaczniemy mówić o polityce kulturalnej w zupełnie inny sposób. Bo wojny, na którą wysyła nas Strzępka, nie wygramy.

Największym problemem jest dzisiaj to, że w istocie nic nie wiemy o polityce kulturalnej – zwłaszcza tej prowadzonej przez samorządy. Istniejące badania, włącznie z naszym DNA Miasta z 2013 r., nie pokazują tego, co najbardziej chcielibyśmy zobaczyć. Znamy oczywiście liczby, fakty i procedury. Nie wiemy tylko, co one nam dają. Przerzucamy się argumentami dotyczącymi tego, co o danych faktach myślimy, ale przez to jeszcze bardziej pogrążamy się w niewiedzy. Nie prowadzimy sensowych ewaluacji i nie potrafimy nawet zweryfikować, czy nasze przeczucie się sprawdziło.

Flickr.com / @Montecruz Foto
Flickr.com / @Montecruz Foto

Nasza zgoda kończy się na słowie „ważny”. Owszem, kultura jest ważna, teatr jest ważny, poezja jest ważna i taniec jest ważny. Kiedy jednak zaczynamy rozmawiać o tym, co to znaczy w kontekście samorządowych polityk kulturalnych, nasze porozumienie szybko zamienia się w debatę o pieniądzach. Wydawać by się mogło, że tych zawsze jest za mało, ale z drugiej strony może jednak warto zastanowić się nie na tym, ile wydajemy, tylko jak i po co to robimy.

Nasze badania pokazały, że pomiędzy rokiem 2007 a 2012, miasta zwiększy swoje budżety na kulturę ponad dwukrotnie – z 1,6 do 3 mld złotych (dotyczy to 66 miast objętych badaniem). To nie jest mało. Okazuje się jednak, że o ile w tym okresie ilość pieniędzy przeznaczonych na działalność merytoryczną wzrosła o 40 procent, to suma środków wydawanych na remonty, modernizacje i budowę nowej infrastruktury kulturalnej zwiększyła się o 171 procent. Dlatego też jeden z kluczowych wniosków raportu „DNA Miasta: Miejskie Polityki Kulturalne” wskazywał, że dzisiaj w naszych miastach budujemy przede wszystkim infrastrukturę dla kultury.

Monika Strzępka ma rację, gdy pisze, że głupio kłócić się o brakujące 800 tysięcy, gdy jednocześnie wydaje się setki milionów na działania o wątpliwym pożytku publicznym. Problem polega na tym, że nie wiemy dzisiaj, ile powinniśmy wydać, aby otrzymać kulturę na naprawdę wysokim poziomie. Gdy rok temu analizowałem wydatki warszawskich teatrów, nie umiałem znaleźć odpowiedzi na pytanie, czy 1024 zł dotacji w przeliczeniu na jednego widza w 2012 roku dla Teatru Ochoty to dużo czy mało. Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć również dzisiaj. W tym roku wrocławskie Muzeum Pana Tadeusza dostało 38 mln złotych na przygotowanie domu dla rękopisu Adama Mickiewicza. Wysokość tej sumy na pewno jest uzasadniona, ale czy rzeczywiście cała inwestycja jest potrzebna?

Przez to, że tak niewiele wiemy o polityce kulturalnej, z trudem przychodzi nam ocena działań władz. Można oczywiście powiedzieć sobie, że mamy do czynienia z idiotami, którzy kultury nie znają, nie rozumieją i nie potrzebują. Tylko wtedy nie ma się co dziwić, że decydenci stawiają w kulturze na to, co widoczne. A więc nowe siedziby instytucji i wielkie wydarzenia. Igrzyska są policzalne – można powiedzieć o tysiącach metrów betonu i dziesiątkach tysięcy uczestników. Tak się dzisiaj ocenia sukces polityki kulturalnej. Społeczna rola teatru artystycznego i podobnych mu instytucji i działań jest dzisiaj niestety niepoliczalna i nic nie wskazuje na to, aby to się mogło zmienić. A to źle, bo jedynym argumentem, jaki zostanie po Strzępce będzie po prostu bunt, rewolucja, okupacja i wojna.

Można się też zżymać, że program Europejskiej Stolicy Kultury 2016 we Wrocławiu zapowiada się właśnie jako festiwal liczb, ale trudno było mieć oczekiwania, gdy jedynymi aktorami żywo zainteresowanymi tym wydarzeniem i mającymi wpływ na jego treść byli tak naprawdę tylko prezydent Dutkiewicz i były już minister Zdrojewski. To ich wewnętrzne i personalne potyczki sprawiły, że setki osób mających odważne i innowacyjne propozycje praktycznie na rok przed początkiem 2016 r. nie mają żadnej pewności, że w ogóle będą jakiekolwiek możliwości ich realizacji.

Tyle tylko, że za taki obrót spraw odpowiedzialność ponosimy my wszyscy. Nasze oczekiwania wobec polityki kulturalnej nie mogą się koncentrować na zapewnieniu pieniędzy i maksymalnej niezależności. Machnęliśmy ręką na Wrocław 2016, nie zauważyliśmy efektu gigantycznych inwestycji w infrastrukturę (a on dopiero nadchodzi) i teraz przyszło nam tylko gasić pożary. Dzisiaj robi to Strzępka w przypadku Mieszkowskiego, a nie tak dawno cała Polska w kwestii Ewy Wójciak. Co będzie jutro? Wystarczy spokojnie poczekać – bez danych, jasno sprecyzowanych oczekiwań, klarownych dokumentów strategicznych i ewaluacji prowadzimy politykę publiczną w obszarze kultury na wyczucie. W ten sposób bardzo łatwo wejść na minę.

Dlatego proponuję, aby dyskusja o polityce kulturalnej w mniejszym stopniu koncentrowała się na własnych, sektorowych problemach i spróbowała wyjść na zewnątrz. To czego potrzebujemy, to poważna debata nad tym, w jaki sposób możemy wykorzystać kulturę jako narzędzie zmiany społecznej, niezbędny element polityki miejskiej (w tym również rewitalizacji), budujący spójne wspólnoty lokalne, łagodzący uboczne efekty wzrostu i kreujący rozwój gospodarczy. Musimy jasno zdefiniować, dlaczego kultura powinna być ważna i czemu wydatki na kulturę są w istocie inwestycją. Takie ujęcie kultury nie wyklucza oczywiście wartości artystycznej, ale daje szansę na pokojowe rozwiązanie wojny, w której odnalazła nas Monika Strzępka. Tym bardziej zaś, że pociski wystrzeliwane przez środowiska artystyczne, ze względu na niski poziom kompetencji kulturowych i niskie zainteresowanie kulturą, rzadko kiedy mogą zrobić krzywdę jakiemukolwiek prezydentowi, burmistrzowi, marszałkowi, staroście czy radnemu.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa