I nie wbijesz tu szpilki

Brzmi to tak: „Każde słowo, które będzie kontynuacją tej kampanii [nienawiści], wszystko jedno, kto je wypowie, czy polityk, czy dziennikarz, będzie nawoływaniem do morderstw”. Nowe zaklęcie. A może stare, tylko powiedziane tak głośno i wyraźnie, […]


Brzmi to tak: „Każde słowo, które będzie kontynuacją tej kampanii [nienawiści], wszystko jedno, kto je wypowie, czy polityk, czy dziennikarz, będzie nawoływaniem do morderstw”. Nowe zaklęcie. A może stare, tylko powiedziane tak głośno i wyraźnie, że już nie da się go zignorować. Co więcej wypowiedziane (w końcu?) tak skutecznie, że nie można też na nie odpowiedzieć. Przeciwzaklęcie nie działa, moc zaklęcia w odwracaniu słów i zdarzeń jest totalna.

Nie interesuje mnie polityka, interesuje mnie język. Nie pytam więc o przyczyny łódzkiego zabójstwa, choć osobiście chętniej widziałabym je w agresji narastającej w języku PiS-u niż PO. Ale to może tylko polityczne uprzedzenia, którymi nie warto się przejmować.

Zastanawia mnie raczej, jakim cudem możliwa jest sytuacja, w której ktoś buduje narrację niewywrotową. To, co powiedział Jarosław Kaczyński po wydarzeniach w Łodzi, jest jak psychoanaliza. Tego nie można zmienić na gruncie języka. Nie uznajesz psychoanalizy? To działa mechanizm wyparcia. Nie dostrzegasz podziału na id, ego i superego? To znaczy, że twoje id i ego są stłamszone przez superego…

Nie zobaczysz, dopóki nie uwierzysz. Nie wyleczysz się, dopóki nie uznasz, że jesteś chory.

Może do rozmontowania języka współczesnej polityki potrzeba nam dekonstrukcjonistów zajmujących się psychoanalizą? Tylko że jakikolwiek język krytyki zostaje tu (może jeszcze bardziej niż w przypadku psychoanalizy, która pretenduje do pewnego stopnia naukowości) automatycznie wchłonięty. Negacja oznacza odrzucenie całości, bo podstawowych założeń zanegować się po prostu nie da. To nie jest narracja podlegająca naukowej krytyce – tu kolejne analizy i interpretacje nie zmieniają paradygmatu. Nie ma tu postępu, jest tylko to, co jest. Stan stały. Owszem, zmieniają się detale, innych nazwisk używa się w miejsce słów wyklętych, lecz kolejne wydarzenia nie niszczą systemu. Przeciwnie, system żywi się nimi, wchłania je i dzięki nim rośnie.

Obojętne jest, czy wierzysz w ten język, czy nie. On i tak połknie to, co powiesz. Czy będziesz za, czy przeciw. Różnica nie ma znaczenia. Kiedy nie ma różnicy, jak mówią semiotyczne koncepcje języka, znaki nie różnią się między sobą, wszystko jest tym samym. Ale też: nie ma już języka, bo on tworzy się z różnicy, z tego, że „bat” brzmi inaczej niż „pat”, choć wyglądają podobnie.

Nieważne się staje, ilu ludzi właściwie w ten język wierzy. Zaklęcie jest tak silne, że obejmuje wszystkich.

Czytam i słucham i wciąż nie mogę uwierzyć, że to jest możliwe w państwie, które nazywa się demokratycznym. A może właśnie widzę coraz wyraźniej, że jest to możliwe zazwyczaj w państwie, które nazywa się demokratycznym. Każdy ma prawo mówić, każdy głos jest tak samo ważny, nie można nikogo wykluczać. Nikt nie ma prawa zamykać cudzych ust. Używając tego mechanizmu, ktoś zamknął usta nam wszystkim.

Mogę się założyć, że ten tekst tak samo nadaje się do wchłonięcia jak wszystkie inne. Zaraz się okaże, że jestem żołnierzem armii nienawiści. Jeżeli już jestem jakimkolwiek żołnierzem to chyba tylko armii bezradności. Ktoś zabrał mi słowa, nie mam jak zaprotestować, nie mam jak wyrazić swojego zdania, by nie zostało to wpisane w optykę tej narracji – w binarne opozycje, w sieć oczywistości. Sam akt mówienia ustawia mnie od razu po którejś stronie. Z tego labiryntu nie ma ucieczki. Nie wciśniesz tu nawet szpilki, nie ma mowy o jakiejkolwiek artykulacji podmiotowości.

Nic już nie jest tu twoje. Wszystko jest polityką.

Czy wyjściem jest ignorowanie? Cisza wokół wypowiedzi, które ustawiają wszystkich bez wyjątku w jednym szeregu i robią z nas wszystkich niewolników jednego zaklęcia? Czy bronią może być brak broni? Zero argumentów? Milczenie? Czy uda się ciszą odczarować język? Czy też trzeba mówić i mówić dopóki słowa i zdania nie zaleją nas po czubki głów i butów i już nic, żaden wyraz i żadna litera, nie będzie już się liczyć?

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa