GWIZDAK: A gdyby tak zacząć od początku?

W ukraińskich próbach dostosowania systemu prawnego i sądowniczego do wymagań europejskich, odbijają się, jak w krzywym zwierciadle, polskie reformy wymiaru sprawiedliwości


Polsce nie będzie już chyba dane stworzyć czy przebudować wymiaru sprawiedliwości. Reforma sądownictwa to jak kolejne poprawki dotyczące nieistotnego szczegółu w średnio działającej maszynie. Nasz samochód jest tuningowany od trzydziestu lat, nikt nie zauważył, że każdy sezon eksploatuje go ponad miarę. Może więc czas kupić nowy pojazd? Może warto zacząć inaczej myśleć o przemieszczaniu się? Może zamiast samochodu zaczniemy jeździć pociągiem, chodzić pieszo, a krótkie dystanse pokonywać hulajnogą?

Przekładając przykład rynku samochodowego na wymiar sprawiedliwości, można było zacząć myśleć o zmniejszeniu kognicji sądów, upowszechnieniu mediacji, informatyzacji. Promować sprawiedliwość naprawczą. Parafrazując wypowiedź jednej z kandydatek w wyborach prezydenckich z 2015 r., to nie prawo trzeba było napisać od nowa, ale na nowo napisać wymiar sprawiedliwości.

Numer pt. Bitwa o suwerenność dostępny w naszej księgarni.

Ciekawym doświadczeniem jest dla mnie spoglądanie na podejmowane przez Ukrainę próby dostosowania systemu prawnego i sądowniczego do wymagań Europy. Jednocześnie w ukraińskich działaniach odbijają się jak w zwierciadle (czasem krzywym) polskie reformy. Mam wrażenie, że to pewnego rodzaju powtórzenie wyzwań, przed którymi stawały Polska, Czechy, Słowacja czy Węgry na początku lat 90. ubiegłego wieku. To absolutnie niełatwa podróż. A nasz środkowoeuropejski samochód pamięta znacznie więcej: czasy reglamentowanej benzyny i braki części zamiennych.

W każdym reformatorskim samochodzie – niezależnie od czasu i miejsca – znajduje się kilka osób, które chciałyby kierować pojazdem, nawet jeśli siedzą na fotelu pasażera czy tylnej kanapie. Ponieważ reformy to podróż, w której bierze udział większa liczba samochodów, na wybór drogi wpływają również osoby kierujące innymi pojazdami. Sytuacja na Ukrainie jest o tyle wyjątkowa, że liczba aut jest znacznie większa niż potrzeba. Tylko tych związanych z wymiarem sprawiedliwości jest kilka: Ministerstwo Sprawiedliwości, Krajowa Rada Sądownictwa, Wyższa Rada Sędziów, Krajowa Sądowa Administracja, a do tego nie wszystkie chcą jechać w tym samym kierunku i myślą przede wszystkim o tym, jak się odłączyć od reszty.

Większość członków ukraińskiej Krajowej Rady Sądownictwa ma za sobą służbę wojskową. Część z nich jeszcze w Armii Czerwonej. Jednemu, w połowie lat 80., gdy wolność Ukrainy była marzeniem, zdarzyło się pływać na okrętach podwodnych po Pacyfiku. Od dłuższego czasu reforma wymiaru sprawiedliwości na Ukrainie trwa i nie zawsze posuwa się we właściwym kierunku. Można powiedzieć, że dryfuje.

Tymczasem pomysł Unii Europejskiej był prosty i czytelny. Stabilizacja systemu prawnego Ukrainy pozwoli na przyciągnięcie inwestorów, ułatwi działalność gospodarczą, zapewni zarówno rynek zbytu, jak i wyłoni kolejnych kontrahentów. Od kilku lat na Ukrainie pracują nad tym nie tylko eksperci unijni, ale także Amerykanie i Kanadyjczycy. Praca nie jest łatwa. Zmiana przepisów to jedno, a zmiana mentalności to drugie, zdecydowanie trudniejsze zadanie. Papier jest cierpliwy i zniesie wiele. Zmiana świadomości to zadanie na pokolenia, zwłaszcza że Ukraińcy wciąż pamiętają o negatywnych przykładach ze szczytów ukraińskiej trzeciej władzy.

Numer internetowy Państwo obnażone.

Za jeden z nich niech posłuży ten dotyczący byłego prokuratora generalnego. W 2014 r. mediom udało się wejść do ociekającej złotem prywatnej rezydencji Wiktora Pszonki, prokuratora generalnego w latach 2019–2014. Biały fortepian, jajko Fabergé, basen wyłożony białym marmurem czy portret, na którym prawnik przypomina Juliusza Cezara, to tylko niektóre elementy wyposażenia podkijowskiej rezydencji. Tak właśnie mieszkał urzędnik państwowy, „sługa narodu”. Lud po raz kolejny poczuł się oszukany.

Słyszałem, że poziom zaufania do ukraińskiego wymiaru sprawiedliwości wynosi obecnie 6 proc. (!) Wydawało mi się, że to nadal „efekt Pszonki” i szeregu podobnych, głównie związanych z korupcyją, wydarzeń. To jednak znacznie szersze zjawisko. Kilkuset sędziów wciąż nie zostało powołanych i w niektórych sądach orzeka połowa kadry. Komisja kwalifikacyjna mająca dokonać weryfikacji sędziów w pewnym momencie przestała działać. Rozprawy w sądach w Kijowie odbywają się co pięć minut, a przeciążeni pracą sędziowie sądzą każdego dnia. Pracownicy sądów, zarabiający zdecydowanie za mało, ulegają korupcji. System awansów nie jest transparentny a jego kryteria są nieznane. Sprawy dyscyplinarne toczą się przeciwko prawie każdemu sędziemu. Obywatel nie jest w stanie w taką sprawiedliwość uwierzyć.

Istnieje pewna kategoria internetowych memów, zestawiająca dwa pozornie odległe zjawiska i opatrująca je hasłem „zbyt podobne, by spać spokojnie”. Umieszczanie w tym schemacie obrazów wymiarów sprawiedliwości Polski i Ukrainy byłoby jednak zbyt proste, aby spać spokojnie, i stanowiłoby zbytnie uproszczenie. Ukraina ma raczej przywilej bycia najmłodszym z rodzeństwa, dzięki czemu sporo ubrań i zabawek starszych braci i sióstr może w nich przebierać i znaleźć najlepsze dla siebie.

Numeru internetowy Tak umierają wolne media

Technologia komputerowa zadomowiła się już w ukraińskich sądach. Sprawy są losowo przydzielane sędziom od kilku lat. Strony i pełnomocnicy zyskują cyfrowy dostęp do sądowych orzeczeń. Trwają prace nad identyfikacją wizualną sądownictwa, stosowaniem prostego języka w komunikacji sądowej. Nie próżnują służby prasowe wymiaru sprawiedliwości. Wielkim wsparciem służą też organizacje międzynarodowe. Na Ukrainie funkcjonuje sprawny system nieodpłatnej pomocy prawnej, z całodobowym (!) telefonem do adwokata w przypadku, jeśli zatrzymają nas organy ścigania, wydawane są broszury i podręczniki dla obywateli.

Zagrożeniem dla odbudowywanej praworządności i powodzenia jej reform jest jak zawsze czynnik ludzki. Mimo wielu ciał i instytucji formalnie strzegących wymiaru sprawiedliwości brakuje samorządowego stowarzyszenia ukraińskich sędziów na wzór polskich Iustitii czy Themis. Tego rodzaju stowarzyszenia to bardzo ważny, oddolny głos środowiska, jak również oparcie w sytuacji kryzysowej. Warto przypomnieć, że Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia zrzesza ponad 35 proc. polskich sędziów, co daje mu mocny mandat do reprezentowania środowiska.

Wspomniany czynnik ludzki potrzebuje także ciągłego wsparcia. W lustrze trzeba się regularnie przeglądać. Przeciążeni pracą ukraińscy sędziowie wciąż nie zdążyli wypracować własnego modelu niezależności i niezawisłości. W dalszym ciągu nie mają świadomości, że to oni tworzą sprawiedliwość, a nie rozmaite ciała o konkurencyjnych uprawnieniach.

Im wcześniej to zrozumieją, tym szybciej będzie można powiedzieć o sukcesie reformy ustrojowej tego niezwykle ważnego dla Europy państwa.

Tekst w języku angielskim ukazał się w „Visegrad Insight” i jest częścią programu #DemocraCE

Jarosław Gwizdak – prawnik, działacz społeczny, członek zarządu Instytutu Prawa i Społeczeństwa.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa