GÓRSKI: Zwykła nienawiść

Czy w przyszłości będziemy się nienawiścią żywić, czy pojawi się w nas nietolerancja na nią, która nakłoni nas do zmiany swoich przyzwyczajeń „żywieniowych”?


Po Polsce krąży widmo nienawiści. Czasem rzeczywistej, czasem urojonej, niekiedy wyrażającej się słowami, innym razem konkretnymi działaniami. Mamy z nią do czynienia w polityce, życiu społecznym, także w życiu prywatnym.

Trudno uznać je za polskie wynaturzenie, ale słabym pocieszeniem jest, że w każdych czasach, dawniej może nawet bardziej, mieliśmy do czynienia z nienawiścią, że jest ona nieusuwalnym elementem natury ludzkiej, że tkwi w każdym z nas. Nawet jeśli tak jest, to mamy dowody na to, że potrafimy ją poskramiać. Może, tak jak wszystkie ludzkie wady i zalet, stany pożądane i niepożądane, nienawiść nie jest nam dana po równo i nie każdy robi z nią to samo – jedni mogą mieć jej w sobie więcej niż inni, dla jednym może być ona impulsem do pracy nad sobą, dla innych powodem do zadowolenia, czy wręcz popychać do działania.

Równie marnym pocieszeniem jest to, że mamy z nią do czynienia także w innych krajach. Zawsze lepiej zaczynać od siebie i od tego, na co ma się rzeczywisty wpływ. W naszym przypadku oznacza to więc podejmowanie działań na poziomie Polski, ale i Unii Europejskiej. A obszarów związanych z nienawiścią jest dużo – poczynając od kultury osobistej każdego z nas, na regulacjach prawnych, np. dotyczących mowy nienawiści w serwisach społecznościowych, kończąc.

W polityce

Od pierwszych lat III RP temat nienawiści naznaczał polską politykę. Może był to wynik nadmiernego jej umoralnienia, będącego, jak się wydaje, spadkiem po poprzednim ustroju. Język moralności był wówczas skutecznym narzędziem politycznym. To, co jednak przyniosło pożądany efekt w walce z niedemokratycznym systemem, w warunkach demokracji bywa obciążeniem, a może nawet szkodzić. Bo gdy nasz oponent polityczny nie ma innej wizji tego, jak powinno wyglądać państwo i społeczeństwo, nie jest reprezentantem odmiennych interesów, a uznawany jest za radykalne zło, to moralnym zadaniem jest go zniszczyć. Przy okazji pobudzane są pokłady nienawiści.

Przeczytaj pozostałe teksty z nowego numeru.

Z początku lat 90. w społecznej pamięci – przynajmniej pamięci tych, którzy polityką bardziej się interesują – zapisały się dwa cytaty odnoszące się bezpośrednio do nienawiści. Jeden to aforyzm Tadeusza Mazowieckiego, często ostatnio przypominany. Pierwszy premier III RP mawiał: „Można się różnić, można się spierać. Ale nie wolno się nienawidzić”. Drugi cytat autorstwa Jacka Kuronia został uwieczniony w filmie Nocna zmiana. Mówiąc o Antonim Macierewiczu i zmarłym na początku tego roku Janie Olszewskim, Kuroń oświadczył: „Oni nie są niczyimi agentami, oni są po prostu chorzy, chorzy z nienawiści”. Ostatnią część zdania ochoczo podchwycono i zaczęła żyć własnym życiem. Od dłuższego czasu chętnie jest wykorzystywana przez prawicowe media, by zdezawuować przeciwników politycznych.

Ktoś mógłby dostrzec tu symetryzm, ale jedyny symetryzm, jaki tu może zachodzić, polega na tym, że jeśli pewna grupa uważa, że druga jest jej niechętna, to pozwala sobie wobec niej na odwzajemnianie tego samego. To zjawisko zostało dobrze opisywane przez psychologów społecznych, było również przedmiotem badania dotyczącego polaryzacji politycznej w Polsce, przeprowadzonego przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami, z którego raport został przedstawiony na początku tego roku i wywołał sporo dyskusji.

Jak wspomniałem wcześniej to, co zrobimy z uczuciami, tak jak z innymi talentami czy słabościami, zależy od nas. Choć wiele się dziś mówi o złych skutkach tłumienia w sobie emocji, to jednocześnie trudno nie dostrzec, że w niektórych przypadkach dawanie im upustu przynosi równie negatywne efekty, o czym możemy się przekonać, zaglądając do mediów społecznościowych czy komentarzy na stronach internetowych i forach. Jak słusznie zauważył Jakub Wygnański w ostatnim numerze „Res Publiki”, życie publiczne w demokracji wymaga podejmowania wysiłków, także tych związanych z własną postawą, niedopuszczaniem do głosu wszystkich emocji, jakie się pojawią.

Jednak w ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z przypadkami, które pokazały, w jaki sposób można nienawiści ulec.

Najlepszym przykładem jest chęć oczernienia sędziów, którzy przeciwstawiali się zmianom wprowadzanym w sądownictwie, o co oskarżany jest były już wiceminister sprawiedliwości, Łukasz Piebiak. Za jego wiedzą w mediach społecznościowych miał odbywać się zorganizowany hejt prowadzony przez osobę „outsourcingowaną”. Jak silna musiała być pokusa płynąca z nienawiści, by się jej poddać?

Innym przykładem mogą być publiczne kłamstwa, będące przejawem pogardy dla obywateli, grą na ludzkiej wiarygodności, a może i naiwności. Właśnie to zdaje się najbardziej oburzające w sprawie związanej z lotami marszałka Kuchcińskiego.

W życiu społecznym

Z jawnym przejawem, a wręcz szerzeniem, nienawiści mieliśmy do czynienia podczas Pierwszego Marszu Równości w Białymstoku, czego dopuścili się przeciwnicy tego wydarzenia. Tu jednak dochodzimy już do poziomu społecznego. Politycy jedynie przyzwalali na tworzenie i utrwalanie tego klimatu, jednak to nie działalność polityków zrodziła tak silną niechęć. Trzeba przyznać z żalem, że to postawa lokalnych władz kościelnych i dobrowolnych stowarzyszeń wpłynęła na taki rozwój wydarzeń, co opisała Gabriela Rogowska.

Za wytwór nienawiści, i jak się zdaje wyjątkowo polski, należy uznać patotreści. Im właśnie przyglądamy się w tym numerze. To szczególnie niepokojące zjawisko, ponieważ mają z nim kontakt przede wszystkim dzieci i młodzież, a więc osoby, których wrażliwość społeczna dopiero się kształtuje. Pojawiające się podczas patostreamingu zachowania są wynikiem pogardy dla drugiego człowieka, wspólnoty, w której się żyje, oraz świata. To szczególnego rodzaju kontrkultura, w cieniu której wychowują się przyszli obywatele.

Zatrważająca jest też obojętność wobec niej. Choć odpowiednia reakcja jest niewymagająca i nieobarczona ryzykiem z naszej strony, kiedy natrafiamy na nieodpowiednie treści, nie podejmujemy żadnych działań. Trzeba przyznać, że choć na razie nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, to postawa obywatelska w Internecie jest pożądana, bo dziś to tam w dużym stopniu przeniosło się nasze życie publiczne, tam kształtują się nasze zachowania, które będą budować świat przyszłości. Niektórzy badacze zauważają, że przyzwolenie na hejt wzięło się z programów rozrywkowych typu Idol, w którym kontrowersyjne, często obrażające uczestników, wypowiedzi jurorów spotykały się z poklaskiem.

Dziś przestrzeń Internetu przypomina mi właśnie Warszawę lat 90. i początku lat 2000., w której się wychowywałem. Wszystko trochę rzucone na żywioł, miejsca, w które lepiej się nie zapuszczać, dużo nieładu, brak odpowiednich regulacji i działań. Od tamtego czasu wiele się zmieniło dzięki podjęciu odpowiednich kroków. Zdaje się, że podobny proces transformacji zaczyna się w sieci. Serwisy tworzą regulacje prawne i wewnętrzne, które mają przeciwdziałać występowaniu negatywnych zjawisk, przede wszystkim w nowych przestrzeniach publicznych takich jak Facebook, Twitter, czy coraz bardziej YouTube. Ostatnio dotarła do nas informacja, że platforma należąca do Google’a, usunęła 17 tys. kanałów i skasowała 500 mln komentarzy, w których pojawiła się mowa nienawiści. Zmiana, jaka dokonała się w Warszawie w ciągu ostatnich dekad, może napawać optymizmem również w odniesieniu do Internetu. Choć i w tym przypadku potrzeba na to czasu.

Rozprawę o nienawiści francuski filozof André Glucksmann rozpoczyna słowami: „Raz rozpalona do białości i brutalna, innym razem zimna i podstępna, niestrudzona nienawiść krąży po świecie”. Obecnie w Polsce dociera ona do nas z różnych stron. Rozbudza ją polityka, hejt wylewa się z Internetu, szczególnie zatrważa kontakt młodzieży z patotreściami, które przesiąknięte są nienawiścią i pogardą przybierającą różne formy. Przyzwyczajamy się do tego wszystkiego. Rodzi to pytanie, w jaki sposób przełoży się to na naszą przyszłość. Czy czeka nas czas nienawistny, w którym będziemy się nienawiścią żywić, czy obecna sytuacja uwrażliwi nas na jej przejawy, wytworzy swoiste przeciwciała i pojawi się w nas nietolerancja na nią, która nakłoni nas do zmiany swoich przyzwyczajeń „żywieniowych”?

Piotr Górski – redaktor prowadzący „Res Publikę Nową”, historyk idei.

Fot. Aaron Folz via Flickr (CC BY-NC-ND 2.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa