GÓRSKI: Państwo to my!

W tej chwili jesteśmy tak samo odpowiedzialni za służbę zdrowia, jak władza centralna finansująca usługi zdrowotne, jak władze samorządowe za organizację i utrzymanie placówek medycznych


Homo homini lupus?

W sytuacji epidemii koronawirusa jak w hobbesowskim stanie natury człowiek staje się człowiekowi wilkiem. Każdy jest potencjalnym śmiertelnym zagrożeniem dla drugiej osoby. Moc tego potęguje fakt, że zagrożenie jest niewidoczne. Mówiąc obrazowo, osoba może nie być świadoma, że jest nosicielem wirusa, może nie mieć żadnych objawów i zarażać innych, którzy trafią potem do szpitala i zostaną podłączeni do respiratora. Obecny wirus SARS-CoV-2, w odróżnieniu od swojego poprzednika sprzed kilkunastu lat, ze względu na mniej rozpoznawalne objawy jest wrogiem szczególnie niebezpiecznym.

Przeczytaj pozostałe teksty z tego numeru.

Dzisiejszą sytuację mogą również opisać inne słowa Thomasa Hobbesa, którymi przedstawił stan wojny każdego z każdym – w nim „życie człowieka jest samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie”. Promyk nadziei w tej trudnej sytuacji daje interakcja poprzez media społecznościowe, memy oraz samopomocowe akcje społeczne, ale na dłuższą metę życie w takich restrykcjach i samoograniczeniu jest nieznośne, a obecny solidaryzm, choć zupełnie nie zniknie, w normalnych czasach pozostanie wielką niespełnioną obietnicą, choć może być silniejszy niż przed kryzysem.

Siedząc w domu – jak zalecają władze, przekonują eksperci i coraz więcej zwykłych ludzi – spowalniamy rozwój choroby, rozkładamy w czasie liczbę zakażonych, będących dalszym przekaźnikiem wirusa, a tym samym prawdopodobnie i chorych, którzy mogą potrzebować opieki szpitalnej. Siedząc w domu lub odwiedzając miejsca nie przyciągające tłumów, ograniczając naszą aktywność społeczno-towarzyską do niezbędnego minimum (zakupy produktów spożywczych i higienicznych, praca w zakładzie pracy, podróż transportem publicznym do sklepu, zakładu pracy) nie likwidujemy zagrożenia, lecz wspólnym wysiłkiem staramy się przejść przez kryzys tak, by „rzecz wspólna”, jaką jest służba zdrowia, jak najmniej na tym ucierpiała i nadal spełniała swoje zadania.

Wydaje się, że dziś gra biopolityczna toczy się nie bezpośrednio o zdrowie każdego z nas, lecz o infrastrukturę, która to zdrowie może zabezpieczyć. W ten sposób wspólnie walczymy o państwo.

Numer pt. Wszyscy jesteśmy pacjentami dostępy w naszej księgarni.

W tej chwili jesteśmy tak samo odpowiedzialni za służbę zdrowia, jak władza centralna finansująca usługi zdrowotne, jak władze samorządowe za organizację i utrzymanie placówek medycznych. Swoimi działaniami nie chronimy tylko siebie czy chorych na COVID-19, ale również wszystkich innych pacjentów, obecnych i potencjalnych, trafiających do szpitali z innymi zagrażającymi życiu przypadkami (wypadki samochodowe, zawały serca) wymagającymi sprzętu, które przecież każdego z nas mogą dotyczyć. Nasze nieodpowiedzialne zachowanie w sytuacji, w której czarny scenariusz nie jest trudny do zaistnienia, mogłoby doprowadzić do ostrej niewydolności służby zdrowia, a więc zagrożenia dla naszego życia, czyli zaprzeczenia tego, po co tworzymy państwo.

Mówiąc tworzymy państwo, podążam inną ścieżką niż Thomas Hobbes. Ten XVII-wieczny filozof uznawał, że ludzie w stanie natury, rozpoznając swoją beznadziejną sytuację, bez władzy zwierzchniej mogącej ich zabezpieczyć przed nagłą śmiercią z rąk drugiej osoby, powołują Sztucznego Człowieka, potwora, maszynę, śmiertelnego boga – państwo. To jego koncepcja doprowadziła do tego, że Ludwikowi XIV można było przypisywać zwrot: „państwo to ja”. W przeciwieństwie do tego twierdzę, że „państwo to my”.

Gdybym chciał zobrazować różnicę, to przedstawiłbym państwo jako osobę złożoną z wielu postaci, jak na pierwszej okładce Lewiatana z 1651 r., ale nie wpatrujących się w postać, którą tworzą, lecz zwróconych do siebie, swobodnie współpracujących w mniejszych grupach. Dziś w rękach tego Sztucznego Człowieka zamiast miecza i pastorału znalazłyby się kaduceusz i laska Eskulapa.

Okładka pierwszego wydania Lewiatana Tomasza Hobbesa z 1651 r.

Państwo to nie tylko instytucje administracji centralnej, rząd centralny, to także władza i administracja samorządowa, infrastruktura usług publicznych i przede wszystkim my, obywatele. To nam służą te wszystkie wymienione elementy zarządzania naszą respubliką, zabezpieczają nas i relacje między nami. Państwo nie jest więc naszym wrogiem, jak chcieliby niektórzy, idąc za myślą wyrażoną tytułem książki libertariańskiego autora, Alberta Jaya Nocka.

Co nas czeka?

Jednym z trendów we współczesnej myśli europejskiej jest dążenie do wyeliminowania, a co najmniej rozładowywania, konfliktów politycznych mogących przerodzić się w wojny, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Żadne idee nie mogą stanowić wystarczającego, bezpośredniego powodu do rozpętania takiego piekła – to lekcja wyniesiona z wojen religijnych, które obserwował Hobbes, rewolucji francuskiej, dwóch wojen światowych i totalitaryzmów. Stojącymi za ideami interesami staramy się tak zarządzać, by nie stawały się źródłem stanów wyjątkowych. Szczególnie przypadek wojen religijnych napawa nadzieją, bowiem różnice wynikające z wyznań chrześcijańskich nie są dziś osią sporu mogącą podzielić społeczeństwo, prowadząc do rozpadu państwa.

Numer pt. Bitwa o suwerenność dostępny w naszej księgarni.

Drugą tendencją, obserwowaną w Europie od kilku wieków, jest próba opanowania natury przez człowieka. Tej idei służy myśl techniczna. Często wspominany w tym eseju Hobbes odegrał w tym procesie niepoślednią rolę. Działania zmierzające do przezwyciężania ograniczeń wynikających z natury nie pozostały dla niej obojętne i część z nich doprowadziła do zniszczenia naszej planety. Kryzys wywołany wyczerpywaniem się surowców albo konsekwencje zmian klimatycznych mogą być zarzewiami konfliktów prowadzącymi do stanów wyjątkowych.

Obecna pandemia pokazała również słabość człowieka w starciu z naturą. Wciąż pozostajemy bezradni w obliczu nagłych sytuacji, których wystąpienie jesteśmy, co prawda, w stanie przewidzieć, ale ta wiedza nie wystarcza nam do zabezpieczenia się przed konkretnymi przypadkami. Gdy dochodzi do sytuacji takiej jak obecna – optymizm zanika, tak jak zaczął być podważany po trzęsieniu ziemi w Lizbonie w optymistycznym wieku oświecenia.

W sytuacjach stabilizacji i dobrobytu możemy wyciszać różnice polityczne mogące doprowadzić do stanów wyjątkowych, jednak pomyślność ludzi i społeczeństw mogą mącić katastrofy naturalne, na powrót przywołując demony rozpadu państwa– politycznego czy gospodarczego.

Trzecim czynnikiem będącym potencjalnym źródłem stanów wyjątkowych jest sfera cyfrowa, której sytuacja przypomina tę z naturą. Nie wiemy, kiedy i czego się spodziewać, a gdy już wybuchnie poważny kryzys związany z cyberprzestrzenią, będzie trzeba działać w sytuacji stanu wyjątkowego, i powoli przywracać normalność, niekoniecznie już taką samą, jak przedtem.


Inglot Sp. z o.o. zwiększa produkcję żelu do mycia rąk


Wydarzenia tak znaczące jak pandemia zmieniają na dłuższy czas codzienne zachowania wielu ludzi i odciskają swoje piętno. Takie sytuacje wyjątkowe mogą prowadzić do przekształcenia postrzegania spraw publicznych. W debacie publicznej czy w dyskusjach w gronie znajomych powraca się do nich, używane są jako argumenty w rozmowach. Zmienia się również poczucie bezpieczeństwa. Nasze praktyki życia codziennego zmieniają się, zaczynamy akceptować rzeczy, które wcześniej albo wprost odrzucaliśmy, albo którym jesteśmy niechętni. Jeśli koronawirus będzie z nami jeszcze przez kilka miesięcy, wpłynie poważnie na sytuację gospodarczą. Codzienność, którą przywrócimy, będzie już inna – inaczej będziemy postrzegać państwo, kwestię bezpieczeństwa zdrowotnego, społeczeństwo obywatelskie oraz rolę rządu i UE w gospodarce.

Piotr Górski – redaktor prowadzący „Res Publikę Nową”, historyk idei.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa