GÓRSKI: Czy Greta powinna usunąć się w cień?

Szkoda, że po Szczycie klimatycznym ONZ w Nowym Jorku tak niewiele pozostanie. Czy to słabość polityków czy siła Grety Thunberg?


Zanim przejdę do właściwego tematu rozważań, przedstawię credo, gdyż jest to dziś obowiązek tych, którzy chcą choćby z nieznaczną dozą krytycyzmu spojrzeć na sprawę Grety Thunberg i jej ostatniego wystąpienia podczas szczytu klimatycznego ONZ w Nowym Jorku. Tak, kwestie klimatyczne są obecnie kluczowe i będą ważyć na jakości życia kolejnych pokoleń, i nie, nie jestem „denialistą klimatycznym”, uważam, że mamy jako ludzie wiele do zrobienia, by to, do czego doprowadziliśmy, w miarę możliwości wyprostować.

Do opinii publicznej w Polsce, przynajmniej tej reprezentowanej przez komentatorów, jedyny przekaz jaki się przedarł z nowojorskiego wydarzenia był związany właśnie z wystąpieniem Grety Thunberg. To trochę mało, bo wyzwania, przed jakimi stoimy, są na tyle poważne i warto byłoby rozmawiać o rozwiązaniach, a nie postawie, działaniach lub wręcz minach jednej osoby. Dlatego postanowiłem zastanowić się nad potrzebą drugiego aktora.

How dare you? Emocjonalna przemowa 16-letniej Szwedki zapadła w pamięć – jednym ze wzruszenia lub zgody, drugim z irytacji i buntu. Dyskusja wciąż toczy się na Facebooku i Twitterze, czyli targowiskach emocji. Nie dziwi więc temperatura sporu po obu stronach, choć często tylko korespondencyjnego, bowiem zamkniętego w zaklętych kręgach (jakże dobrze, że one funkcjonują, od razu każdemu z nas lepiej).

Szkoda, że tak niewiele po tym szczycie pozostanie. Nie jestem przekonany czy to tylko wynik słabości ustaleń i podjętych działań polityków, czy też siły symbolu, jakim stała się Greta Thunberg przykrywająca czapką całą resztę, w tym postacie o światowej pozycji.

Słabość polityków, może mieć uzasadnione podstawy. Byłem ostatnio na dyskusji o dezinformacji, która uświadomiła mi, jak wiele energii generuje jedno kliknięcie w mediach społecznościowych. Ten niewielki gest uruchamia lawinę procesów na całym świecie, do których obsługi potrzebne są olbrzymie ilości energii. Gromadzenie danych, jedna z walut dzisiejszego świata, drogo nas kosztuje. Wyłącznymi adresatami apeli nie powinni więc być politycy.

Z kolei siła Grety… jest również jej słabością. Swoimi występami może porwać tyle samo osób, co zniechęcić. To uwidacznia się za każdym razem. Osoby, które uruchamiają emocję społeczną zawsze mają wyraźnych zwolenników i zagorzałych przeciwników, wystarczy spojrzeć na najpopularniejszych polityków czy osoby publiczne. To zjawisko normalne, jednak w przypadku spraw klimatycznych i zagrożeń z nimi związanych powinniśmy zrobić wszystko, by nie polaryzować wokół tej kwestii, lecz znaleźć zgodę do podjęcia działań ponad podziałami.

Piszę o tym, ponieważ wystąpienie Grety w Nowym Jorku nie tylko mnie nie przekonało, ale wręcz zaniepokoiło. Być może doświadczyłem więc namiastki tego, co mogą odczuwać osoby, które w komentarzach wypisywały o młodej Szwedce, by wracała do szkoły, że jest wykorzystywana przez „ekoterrorystów” etc. Miałem poczucie teatralności, patosu, zbytniej emocjonalności, która mnie w debacie publicznej odrzuca, bowiem ma poruszać nie strunę w umyśle, lecz w sercu.

Nie szedłbym jednak tak daleko jak Marcin Kędzierski z Klubu Jagiellońskiego, który na swoi profilu na FB stwierdził, że był to szantaż emocjonalny. Z tym mielibyśmy do czynienia, gdyby mogła wpłynąć na tych, którzy się z nią dotychczas nie zgadzali, a to przerasta jej możliwości.

Wspomniałem o teatralności wystąpienia Grety. Jerzy Stempowski w jednym ze swoich esejów przypomniał rozróżnienie stosowane w Literaturwisseschaft (nauce o literaturze) na postacie „wypukłe” i „płaskie”. Te pierwsze właściwe są tragediom, te drugie komediom. Te pierwsze dopełniają się w miarę rozwoju akcji, stają się kimś innym niż były na początku, te drugie pozostają niezmienne, a kolejne wydarzenia dostarczają okazji do pokazania tego samego oblicza. Obawiam się, że Greta Thunberg zaczyna być odbierana komediowo.

Czy dla dobra sprawy Greta byłaby gotowa odsunąć się w cień? Wykonała gigantyczną pracę, z pewnością zachęciła do działania wiele tysięcy, jeśli nie miliony osób. Wydaje się, że ostatnie kilkanaście miesięcy wykorzystała w pełni. Nie wiem, czy przez ten czas mogła zrobić coś więcej. Nie jestem też przekonany, czy może trafić do kolejnych osób, przekonać ich, uderzyć w ich strunę w sercu lub umyśle. Nie każdego przekonuje to samo – mamy różne wrażliwości, różne hierarchie wartości, różne argumenty i postawy do nas przemawiają, a przecież niektóre sprawy są wspólne.

Być może potrzebna jest kolejna osoba-symbol, która tym razem będzie trafiała do wrażliwości tych, którzy jeszcze nie są przekonani, którzy nie są w stanie pójść za Gretą, a być może ona ich wręcz zniechęca. Zostawiam na boku kwestię, czy ktoś taki obecnie mógłby się znaleźć. Tak samo jak to, że to nie osoby-symbole rozwiązują problemy, o czym pisał w komentarzu Jakub Wiech z portalu Energetyka24.pl, a już na pewno, gdy symbole pożerają rzeczywistość, by użyć zwrotu Bronisława Łagowskiego. Ale przestrzegałbym przed niedocenianiem ich.

Świat nie jest bipolarny. Zasada albo jesteś z nami (w każdej sytuacji), albo jesteś przeciwko nam, nie obowiązuje. Jeśli umysł płata komuś takie figle, warto by wziął głębszy oddech, zrobił herbatkę i odpoczął. Może to być upojenie emocjami, a w takim przypadku warto samemu od razu zrobić to, co radzi dobrze znane porzekadło, gdy dwie osoby zwracają uwagę, że ktoś jest pijany.

Wsłuchujmy się w głos tych, z którymi się nie zgadzamy. W sprawach, które są wspólne, warto.

Piotr Górski – redaktor prowadzący Res Publikę Nową, historyk idei.

Zdjęcie: Screen z kanału „The Sun” na YouTube 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa