Gdzie są nasi czytelnicy?!

Ale czy polityka kulturalna państwa w tym obszarze powinna polegać jedynie na wybieraniu między nami?


Koledzy i koleżanki redaktorzy i redaktorki, blisko 3 000 000 zł przeznaczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na nasze pisma. Nasze oburzenie na decyzje Ministerstwa, na nieprzejrzystość oceniania wniosków jest słuszne, ale nie wystarczające. Jest to bowiem mieszanie herbaty bez cukru, licząc na to, że będzie od tego słodsza.

Cukrem w tym przypadku nie są pieniądze. Utyskiwanie, że jest ich za mało płynie ze wszystkich obszarów, które państwo słusznie wzięło pod swoją kuratelę. W służbie zdrowia – za mało, w szkolnictwie wyższym – za mało, w infrastrukturze – za mało, na politykę społeczną – za mało, na kulturę – za mało.

Nie łudźmy się. Nagle nie zmieni się struktura wydatków państwa albo wpływy do budżetu nie wzrosną na tyle, by każdy z nas mógłby być zadowolony. Dlatego kluczowym wyzwaniem przed którym stoimy jest to, w jaki sposób lepiej zagospodarować środki przeznaczone na działalność wydawniczą tak, by nasze pisma mogły się rozwijać i być jednocześnie w mniejszym stopniu na garnuszku państwa.

Co może osłodzi sytuację naszych czasopism w Polsce? Czytelnicy. To oni są cukrem! Są ważni z punktu widzenia polityki kulturalnej państwa, potencjalnych sponsorów, są odpowiedzią na zarzuty krytyków dofinansowywania państwowych nierentownych przedsięwzięć, w końcu także nam na nich zależy, by mieć do kogo przemawiać, by nasze idee żyły. W większym stopniu powinniśmy się skupić na dotarciu do nich, zamiast koncentrować się przede wszystkim na zdobywaniu dotacji, do czego zachęcają nas obecne zasady. Należy pomyśleć nad ich zmianą by zmniejszyć znaczenie arbitralności Ministerstwa, a jednocześnie promować czytelnictwo naszych pism.

Pojawiają się różne propozycje: bony czytelnicze dla określonych grup, wspieranie dystrybucji, w tym finansowanie lepszej ekspozycji w księgarniach i salonach prasowych, dofinansowywanie promocji w mediach masowych, dedykowane pule pieniędzy na zakupy pism przez biblioteki, prowadzenie kampanii społecznej na rzecz czytelnictwa naszych pism… To tylko niektóre z nich.

Jednak dopóki nie zmieni się kultura nie możemy być nawet w części uczestnikami gry rynkowej. Nie wpisujemy się w logikę dominującej dzisiaj kultury – nie jesteśmy zdolni porzucić wysokiej jakości, a zatem wymagających treści i dopasować się do oczekiwań większości. Przypominamy w tym sawantów, którzy nie potrafią dostosować się do społecznych wymagań, będąc jednocześnie niezwykle twórczymi osobami w konkretnych dziedzinach, przyczyniający się do ich rozwoju.

Nie chcąc wpisywać się w ramy kultury nastawionej na odmienne treści, powinniśmy wzbudzić zainteresowanie tym, co robimy, ukształtować osoby, które będą gotowe sięgnąć do naszych pism. Jednak wpierw trzeba przełamać niewiedzę o naszym istnieniu, w taki sposób byśmy byli obecni w umysłach większej ilości osób, po drugie pokazać, że jesteśmy przystępni w odbiorze, choć wykraczamy poza medialny zgiełk obecny w czołowych tygodnikach czy głównych portalach internetowych, do których chętniej ludzie sięgają i do którego są przyzwyczajeni.

Musimy działać na rzecz tego, co w ekonomii nazywa się niekiedy Blue Ocean Strategy, a ściślej na kreowaniu popytu. Dziś także w przypadku towarów podstawowych mamy z tym do czynienia. A czy myślenie – życie intelektualne każdego z nas – nie jest czymś rudymentarnym dla obywatela demokratycznego państwa?

Styl myślenia jest równie ważny jak styl życia! Wiele osób dba o ten drugi – odpowiednio się odżywia, chodzi do znanych i polecanych miejsc, ubiera się zgodnie z obowiązującą modą, dba o swoje ciało, ogląda kultowe filmy i seriale, chodzi na głośne sztuki. Często to wszystko czerpie z life-stylowych magazynów. My dbamy o wymiar intelektualny. Czy sięgania po nasze pisma nie może być czymś oczywistym jak poranna kawa czy jogging?

Pisma life-stylowe mają sprzedaż na poziomie nawet 30 000-50 000, nakłady naszych pism nie sięgają nawet 3 000, z czego wiele wraca do naszych redakcji. Trudno mieć nadzieję, że osiągniemy tak wysoki poziom, ale obecny możemy znacznie poprawić.  Otworzyłoby to nam nowe możliwości.

Środowisko czasopism idei czerpie z tradycji inteligencji, która zawsze dążyła do zmiany rzeczywistości, ponieważ potencjał drzemiący w społeczeństwie uznawała za niedostatecznie wykorzystany. W Polsce są możliwości by udział pism idei w życiu publicznym był bardziej powszechny, a trendy w czytelnictwie zmieniły się także w odniesieniu do treści, które są wybierane. Temu służy polityka kulturalna państwa.

Powinniśmy wspólnie doprowadzić do jej zmiany. To kultura ma w ostateczności pokłady wielkiej siły – decyduje o sposobie życia, zainteresowaniach, potrzebach i nawykach. Powinniśmy ją wykorzystać. Zmieniając sposób wsparcia naszych środowisk zmieniajmy też Polskę.

Bez prób wyjścia z istniejącej sytuacji możemy liczyć tylko na cud, który polepszy naszą sytuację. Lepiej jednak wziąć sprawy w swoje ręce i pomyśleć o czytelniku.

Wszystkich zainteresowanych zmianami w modelu finansowania czasopism idei zapraszamy na spotkanie, które odbędzie się we wtorek 10 lutego 2015 w redakcji Res Publiki Nowej – Ul. Gałczyńskiego 5, godz. 13:00 – w ramach programu Partnerstwa Wolnego Słowa.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa