ESK we Wrocławiu: komentarze

  Czy zaproponowany przez Krzysztofa Czyżewskiego model realizacji ESK może się powieść, skoro sam autor zrezygnował z funkcji dyrektora artystycznego całego projektu? Czy istnieje klątwa ESK? Komentarze na gorąco. Aleksandra Szymańska,  Instytut Kultury Miejskiej w […]


 

Czy zaproponowany przez Krzysztofa Czyżewskiego model realizacji ESK może się powieść, skoro sam autor zrezygnował z funkcji dyrektora artystycznego całego projektu? Czy istnieje klątwa ESK? Komentarze na gorąco.

Aleksandra Szymańska,  Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku

Powielamy znany model ESK

Szkoda. Wszyscy podkreślali, jak bardzo wyjątkowa była rywalizacja polskich miast. A jednak powielamy model znany z innych ESK, jeśli nie powszechny:  krytyka programu jeszcze przed jego ogłoszeniem, prymat rad programowych, zmiany na stanowisku dyrektora artystycznego. Kiedy Profesor Chmielewski w nagrodę za aplikację, dzięki której przyznano tytuł ESK Wrocławiowi, otrzymał możliwość wzięcia udziału w konkursie na własne stanowisko – mogło to dziwić. Niezależnie od wszystkiego, osoba Krzysztofa Czyżewskiego jako dyrektora artystycznego była świetna – poza dyskusją. Była obietnicą nie tylko wartościowego europejskiego programu, ale stworzenia modelu pracy w mieście, dyskusji o kulturze, o jej uspołecznieniu. Obietnicą tego, na co Krzysztof uwrażliwia od lat, i co tak silnie było widoczne przy zaangażowaniu w starania Lublinian.

Wrocław nie potrzebuje kogoś, kto to miasto kulturalnie „stworzy” – Wrocław ma świetne instytucje, artystów, wydarzenia, powtarzając za ministrem Zdrojewskim – jest „miastem otwartym, ambitnym, awangardowym” – za to, w dużym stopniu, otrzymał tytuł. Pewnie i bez dyrektora artystycznego 2016 rok będzie wyglądał ciekawie. Ale tu miało chodzić o coś więcej – o wywołanie europejskiej dyskusji o roli kultury i, co najważniejsze, o zaangażowanie mieszkańców i autentyczne współtworzenie programu.

Wierzyłam w możliwość realizacji wizji Krzysztofa, nawet jeśli czasem w cieniu fajerwerków znad ratusza. Myślałam, że to dobra droga – zarówno model „laboratoriów” jako sposobu włączenia artystów, animatorów, instytucji, jak i koncept działań angażujących mieszkańców. Nawet obok działań spektakularnych i efektownych – w końcu 2016 rok ma być widoczny. Zresztą nadal wierzę. Dużo bardziej niż w „ciała kolegialne” – te działają na poziomie pomysłów, jakoś zawsze przestają się sprawdzać przy przejściu do poziomu odpowiedzialności za program.

B. T. (Imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

Czyje jest ESK we Wrocławiu?

Rok temu, tuż po nominacji Czyżewskiego, wrocławska „Gazeta Wyborcza” zapytała prezydenta Dutkiewicza: „Jeśli chodzi o Europejską Stolicę Kultury, mamy dyrektora biura odpowiedzialnego za jej organizację, szefa artystycznego i prezydenta, który zgłasza własne pomysły. Zastanawiam się, kto tym wszystkim rządzi?”. Odpowiedź była następująca: „Za stolicą stoi czworokąt, który tworzę z Jarosławem Obremskim, Krzysztofem Czyżewskim i Krzysztofem Majem. (…) Krzysztof Czyżewski jako dyrektor artystyczny będzie miał pełną władzę decyzyjną”. Zatem, po pierwsze – prezydent miasta, po drugie – polityk, senator RP, po trzecie – urzędnik i administrator, wreszcie, dopiero po czwarte – artysta, animator kultury. Potem, z miesiąca na miesiąc, dowiadywaliśmy się o kolejnych autorskich pomysłach prezydenta Dutkiewicza na ESK, a za niedługo do tego kuriozalnego czworokąta na ochotnika zgłosił się kolejny kandydat, aktualny minister kultury i były prezydent Wrocławia, Bogdan Zdrojewski, z własnym bogatym pakietem propozycji.

Dlatego właśnie myślę, że głównym powodem rezygnacji Krzysztofa Czyżewskiego była zapewne chęć urealnienia sytuacji, skasowania fikcyjnej struktury, w której został obsadzony. Teraz wszystko jest już dość jasne, pozostaje tylko drobna niedogodność w kontaktach z UE, konieczność wystawienia jakiejś partycypacyjno-obywatelskiej wioski potiomkinowskiej… I to właśnie tutaj obywatelski Wrocław, a także Krzysztof Czyżewski – już jako twórca programu deep culture – będą mieli do rozstrzygnięcia największy dylemat: czy wielość małych, społecznych i kulturowych zwycięstw powinna uwiarygadniać great rock’n’roll swindle ostatnich dekad polskiej kultury.

Przebieg zdarzeń wokół realizowanego we Wrocławiu projektu ESK pokazuje obraz smutnego stanu, w jakim obecnie znajduje się polska kultura i twórczość artystyczna, w wysokim stopniu uprzedmiotowiona, tkwiąca w klinczu pomiędzy mecenasami – politykami rządowymi i  samorządowymi, i zorientowana głównie na obsługiwanie ich medialnej propagandy sukcesu. Zresztą – polska odsłona projektu postępuje zgodnie z ogólnoeuropejską logiką tego konkursu. W kolejnym kraju powtarza się historia twardej realpolitik, w myśl której władzy raz zdobytej nie oddaje się dobrowolnie nigdy i nikomu. W ten sposób Wrocław, jako najważniejsze dziś pole eksperymentu zwanego „zmianą w kulturze” udowadnia, że przy obecnym status quo ta zmiana jest bardzo trudna lub wręcz niemożliwa.

Co dalej? Już za chwilę, być może jesienią tego roku, pojawią się pytania: czyje jest ESK? Prezydenta miasta, który „wie, co jest dobre”, ma przeświadczenie o swoim prawie własności do ESK, i dlatego osobiście od kilku miesięcy pisze jego program, czy raczej ministra, który „ma pomysły”, a do tego jest zobowiązany do zapewnienia temu projektowi środków rządowych.

 

Marek Sztark, animator kultury, kierował staraniami Szczecina o tytuł ESK

Wygrała kultura nie wymagająca wyjaśnień

Informacja o tym, że Krzysztof Czyżewski będzie odpowiedzialny za program obchodów ESK we Wrocławiu, wydawała nam się swoistym zadośćuczynieniem za porażkę obywatelskiego myślenia o kulturze w miastach starających się o tytuł ESK. Kiedy Czyżewski ogłosił ideę deep culture, utwierdziło nas to w przekonaniu, że od początku szliśmy dobrą drogą, a teraz również władze Wrocławia zrozumiały, że kultura nie istnieje sama dla siebie., Ma ona możliwość dokonywania istotnych zmian i właśnie na tym należy się koncentrować.

Nasze miejskie porażki (myślę o pozostałych miastach starających się o ESK) były też porażkami myślenia o kulturze nie eventowej, lecz animacyjnej, nie odgórnej – lecz partycypacyjnej, nie autotelicznej – lecz generującej zmiany. Żądano od nas konkretów – nie procesu. Żądano rezultatów – nie badań i refleksji. I kiedy przegraliśmy w konkursie, pogrzebano również nasze podejście do kultury, które uznano za niejasne, nieskuteczne i nikomu niepotrzebne.

Krzysztof Czyżewski promując filozofię kultury głębokiej, wprowadzając zasadę pracy laboratoryjnej, mówiąc o procesie, a nie o eventach, oddał honor tym zespołom ESK, które mimo podobnego myślenia – poległy.

Mogliśmy powiedzieć: a widzicie! Wrocław to robi, Wrocław tak robi, a Wy nie wierzyliście! I kiedy dowiedzieliśmy się, że Krzysztof rezygnuje z funkcji dyrektora artystycznego, co oznacza, że przestaje odpowiadać za filozofię ESK we Wrocławiu – poczuliśmy jakby déjà vu, skąd my to znamy? Idea deep culture zostanie zepchnięta ze sceny do kuluarów jako lekko naiwna, niezbyt popularna, a przede wszystkim – niezbyt zrozumiała.

Wygra kultura producentów, efektowna i nie wymagająca wyjaśnień. 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa