Elity ukraińskie nie mają europejskiej wizji

Sytuację Ukrainy można zdefiniować bardzo krótko: wielka ambiwalencja, która ma w sobie potencjał pozytywnego rozwoju. Brak jednak elit, które miałyby wolę polityczną i wiedzę, jak skorzystać z ewentualnej przynależności Ukrainy do Unii Europejskiej. Mówi się, […]


Sytuację Ukrainy można zdefiniować bardzo krótko: wielka ambiwalencja, która ma w sobie potencjał pozytywnego rozwoju. Brak jednak elit, które miałyby wolę polityczną i wiedzę, jak skorzystać z ewentualnej przynależności Ukrainy do Unii Europejskiej. Mówi się, że następny kandydat opozycji w wyborach w 2015 roku będzie miał strategiczną przewagę nad Janukowyczem. Może i tak. Rodzi się jednak pytanie – czy może on mieć strategiczną przewagę, nie mając żadnej strategicznej wizji?

W tym tygodniu publikujemy teksty o Europie z ostatniego numeru RPN (212) zapowiadające współorganizowane przez naszą redakcję międzynarodową konferencję pt. Europa – problemy krytyczne w Krakowie. Zapraszamy do lektury oraz na czwartkowe wydarzenie.

Pod współczesnym terminem „Europa” kryje się bardzo nowoczesna interpretacja. Musimy pamiętać, że to, co nazywamy praktyką, powstaniem Europy, nie jest równoznaczne z powstaniem europejskich wartości – obecnie uznaje się za nie koncepcje powojenne. Sławny amerykański historyk Mark Mazower napisał bardzo piękną książkę – Dark Continent. Wbrew pozorom nie traktuje ona o Afryce, lecz o Europie. Pokazuje w niej, że pierwszy projekt zjednoczonej Europy, który próbowano zrealizować, był tak naprawdę nazistowski. Nie było w nim mowy o równości, współpracy i demokracji – Europa miała być konstrukcją ekskluzywną, zamkniętą, wręcz ksenofobiczną. Współczesne europejskie wartości są w znacznej mierze zbudowane na doświadczeniach II wojny światowej – jako zaprzeczenie tego nazistowskiego projektu, żeby nie dopuścić do powtórzenia tamtych wydarzeń.

Charków, ©TreyRatcliff
Charków, ©TreyRatcliff

Znana jest opinia, że Europa jako taka nie istnieje. Marcin Król zauważa, że Europa przestała mieć znaczenie jako pojęcie, jako pewien obszar – nie zgadzam się z tym przekonaniem. Uważam, że Europa istnieje, ale jako zupełnie inny obszar – definiowany przez chrześcijaństwo zachodnie. Dostrzegam to bardzo wyraźnie – w czasach średniowiecznych Europa istniała jako opozycja wobec islamu i judaizmu. Bardzo często odnosząc się do pojęć nowoczesnych, dla nas podstawowych, takich jak parlamentaryzm, naród czy partia polityczna, zapominamy, że na początku nie były to pojęcia uniwersalne. Powstały na bardzo konkretnym obszarze – w zachodnim chrześcijaństwie. W książce The Construction of Nationhood Adrian Hastings wyraźnie mówi, że w żadnej innej niż zachodniochrześcijańska tradycji nie można sobie wyobrazić powstania koncepcji narodu i państwa narodowego. Nikt nie zadał jednak ważnego dla nas pytania – jak na tym tle prezentuje się tradycja wschodniochrześcijańska? Czym była wówczas Europa Wschodnia?

Piszę obecnie książkę, w której przedstawiam historię Ukrainy z nowej perspektywy. Zgodnie z moją tezą Ukraina nigdy by nie powstała, gdyby Kolumb nie wyruszył do Indii i przez przypadek nie odkrył Ameryki. Myślę, że wtedy na pewno nie powstałaby Rosja, Ukraina ani Białoruś, natomiast Polska – owszem. Była ona tak silnie związana z kulturą zachodniochrześcijańską, że na pewno utworzyłaby państwo. W Europie Wschodniej, czyli na obszarze Ukrainy, Rosji czy Białorusi, byłoby to znacznie trudniejsze, gdyż brakowało tam podstawowych kulturowych uzasadnień obecnych w krajach zachodniochrześcijańskich. Wszystko to, co nazywamy rise of the West, globalizacją, modernizacją, jest funkcją zachodniej części kontynentu europejskiego. Właśnie tam zrodziła się większość tych pojęć. Ukraina powstała zaś jako rezultat tej westernizacji – w wyniku eksportu gotowych zachodniochrześcijańskich koncepcji na inne obszary.

Jest to, moim zdaniem, bardzo ważna teza, ponieważ ukazuje, że Europa jest ważnym elementem powstania ukraińskiej tożsamości. Ukraina jest najbardziej zwesternizowaną cześcią cywilizacji wschodniochrześcijańskiej – którą często dotąd, a szczególnie teraz, nazywa się „ruskim (ale nie rosyjskim!) światem” i do której, oprócz Ukrainy, należy także Rosja, Białoruś, a w szerszym rozumieniu wszystkie kraje o tradycji prawosławnej, razem z Mołdawią, Rumunią, Serbią czy Bułgarią. W wyniku tego, że ziemie ukraińskie były częścią Rzeczypospolitej, a Galicja jeszcze częścią monarchii Habsburgskiej, to Ukraina należała również do świata zachodniochrześcijańskiego – w sposób naturalny, głęboko przyjęła pewne pojęcia, koncepcje i praktyki. Ukraina naprawdę stała się częścią tożsamości europejskiej. Teza jest bardzo prosta – różnica między Ukrainą a Rosją objawia się zarówno w języku i kulturze, jak i w pewnych tradycjach politycznych, w stosunkach między społeczeństwem i państwem. To właśnie stanowi podstawę tożsamości ukraińskiej. Mówiło już o tym paru ukraińskich myślicieli, m.in Drahomanow czy Lipiński, lecz także ci mniej znani – liberalni, ale wywodzący się z innej, komunistycznej tradycji, np. Chwylowy, a nawet Doncow, który jest ideologiem nacjonalistycznym.

Teza ta – tak ważna w ukraińskiej historiografii – została częściowo zapomniana. Często mówi się o języku, historii, kulturze, zapomina się, że różnice leżą zdecydowanie głębiej – w tradycjach politycznych. Wiedza ta pozostaje dla społeczeństwa ukraińskiego nieco ezoteryczna, gdyż była obiektem represji ze strony zarówno rosyjskiego, jak i sowieckiego imperium – rozumiemy oczywiście ważność istnienia Ukrainy dla tych dwóch imperiów. Dlatego robiono wszystko, by Ukrainę sprowincjonalizować. Żeby tego dokonać, trzeba było całkowicie odciąć Ukrainę od Zachodu – szczególnie poprzez zapomnienie polskiej części jej historii. Pięknie powiedział kiedyś Jurij Szewczenko, że Zachód przychodził do Ukrainy w polskim kontuszu. Ta część historii została zapomniana, a temat Ukrainy podejmowano tylko w kontekście rosyjskim. Co więcej, w dyskursie rosyjskim czy sowieckim Zachód miał bardzo negatywne konotacje, był źródłem agresji – czy to pod postacią Napoleona, czy I i II wojny światowej. W ZSRR Ukraińcom ciągle mówiono, że Europa jest wielkim zagrożeniem i Ukraina musi pozostać z Rosją, gdyż jest to jedyna ostoja, w której można schronić się przed Zachodem.

Ponadto na Wschodzie postrzega się Zachód jako źródło korupcji moralnej i zepsucia. Ten pogląd widać nawet w wielkiej literaturze rosyjskiej, m.in. u Dostojewskiego. W ukraińskim dyskursie patrzy się więc na Europę z dwóch perspektyw. Z jednej strony Ukraina odbiera Europę bardzo pozytywnie, mówi się, że jest ona częścią tożsamości ukraińskiej, z drugiej zaś – że Europa jest zagrożeniem. W tym ostatnim wypadku „Zachód” utożsamiany jest bardziej z NATO niż z Unią Europejską. Ten bardzo negatywny obraz jest szczególnie popularyzowany przez rosyjskie masmedia, które mają ogromny wpływ na Ukrainę.

Społeczeństwo między dwoma skrajnościami Badania pokazują, że specyfika Ukrainy polega na tym, że choć te dwie koncepcje się nie wykluczają, to jednak jakoś współistnieją. Społeczeństwo może znajdować się w różnych punktach między tymi dwoma skrajnymi spojrzeniami na Europę. Ważne, że dyskurs dotyczący odbioru Europy na Ukrainie zupełnie różni się od tego w Polsce. Wielka część Ukraińców jest błogosławionymi ignorantami, nie wie, czym naprawdę jest Europa. Stanowi ona coś bardzo tajemniczego, atrakcyjnego, ogólnego, ale nie ma na ten temat żadnej szczególnej wiedzy. W większości wypadków Europa staje się synonimem konsumeryzmu, pewnej jakości życia stawianej w opozycji do tego, co było w czasach sowieckich, czy nawet po transformacji.

Z drugiej strony – idea Europy jako konsumeryzmu daje pewne podstawy do popularyzacji wartości liberalnych, tych, które teraz nazywamy europejskimi. Jeszcze w czasach Gorbaczowskich przeprowadzono ciekawe badanie. Jego wyniki pokazały, że Rosjanie i Ukraińcy pod koniec lat osiemdziesiątych bardzo wyraźnie wypowiadali się na temat wartości demokratycznych. Można zauważyć wielki kontrast między tym a innym badaniem, przeprowadzonym wśród emigrantów, którzy wyjechali po II wojnie światowej do Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Byli oni nastawieni bardzo negatywnie do Związku Radzieckiego, ale ich postawy były bardzo socjalistyczne, populistyczne. Właśnie ta zmiana, która powstała przez ostatnie 40–50 lat, a szczególnie w przeciągu ostatniego dziesięciolecia, jest bardzo wyraźna. Oczywiście wielu Ukraińców i Rosjan nie myśli już w ten sposób. Jest to związane m.in z kryzysem w Europie.

Obecnie masmedia rosyjskie i prorosyjskie podkreślają, że kryzys na Zachodzie jest bardzo głęboki i Europa nie może być dłużej punktem odniesienia dla Ukraińców. Trzeba więc znaleźć inny ideał – mówi się o ideale rosyjsko-chińskim: wolny rynek, ale bez demokratyzacji. Temat ten szczególnie ożywa w kontekście klęski pomarańczowej rewolucji. Ale co ciekawe – większość Ukraińców, szczególnie młodych i wyedukowanych, nie daje się zmanipulować, dalej chce dołączyć do Europy – potwierdzają to różne badania opinii publicznej.

Sytuację Ukrainy można zdefiniować bardzo krótko – jest to wielka ambiwalencja, która ma w sobie jednak postawy idące w kierunku pewnego, pozytywnego rozwoju. Niestety, do tej pory na Ukrainie nie ukształtowały się polityczne elity – po żadnej stronie, ani po stronie władzy, ani opozycji – które miałyby wolę polityczną i wiedzę, jak skorzystać z ewentualnej przynależności Ukrainy do Unii Europejskiej. Mówi się, że następny kandydat opozycji w wyborach w 2015 roku będzie miał strategiczną przewagę nad Janukowyczem. Może i tak. Rodzi się jednak pytanie – czy może on mieć strategiczną przewagę, nie mając żadnej strategicznej wizji? Żaden polityk, żadna partia ukraińska nie mają wizji. Przed Ukrainą stoi teraz bardzo trudny wybór. Z jednej strony jest to model europejski, czyli trudny, ale dynamiczny rozwój, z drugiej strony – komfortowa stagnacja. I właśnie ten dylemat ilustruje dyskusję o Ukrainie.

Odejście od Europy Wschodniej Wszystkie koncepcje Europy Wschodniej, Środkowej, Środkowo-Wschodniej są według mnie pewnymi konwencjami. Powtarzam to jako historyk. Jako obywatel zaś uważam, że moim zadaniem jest skończyć z Europą Wschodnią w ogóle. Wyzwanie wschodniej części naszego kontynentu to właśnie przestać być Europą Wschodnią, mieć pełne prawa. Wydaje mi się, że Polakom to się udało – z mojej perspektywy Polska już dawno przestała być częścią Europy Wschodniej. Teraz wschodnia Europa to europejska część Rosji, Ukraina, Białoruś, Gruzja, Kaukaz, ale już chyba nie kraje bałtyckie…

Z tym rejonem Europy jest jeszcze inny problem – nie ma on własnej tożsamości, więc nie może się do niczego odnieść, jeśli chce przestać być Europą Wschodnią. Próbuję zdefiniować ten problem i wydaje mi się, że są trzy bardzo podstawowe sposoby na jego rozwiązanie. Pierwszy polega na wprowadzeniu układu polityczno-liberalnego, drugi to swobodny rynek – i jest to ważne pojednanie politycznej i gospodarczej modernizacji, odpowiadające wzorcowi zachodniego świata. Ono nie udało się we wschodniej części Europy w XIX i XX wieku, ponieważ jest tam obecnie – czy też nigdy nie było – politycznej modernizacji, a jedynie gospodarcza. Doprowadziło to do wielkiej niestabilności politycznej, rewolucji. Trzeci element modelu zachodnioeuropejskiego powstał głównie po II wojnie światowej. Jest to idea pojednania narodowościowego, które zaczęło się od pojednania niemiecko-francuskiego w latach 50. XX wieku, a potem było kontynuowane poprzez pojednanie niemiecko-polskie. Oczywiście jest w tym bardzo wiele pragmatyzmu, czasem nawet cynizmu, ale ja na taki pragmatyzm przystaję, ponieważ jest to sposób na normalizację geopolityczną: lepsze marne pojednanie niż piękna wojna.

Warunkiem niezbędnym do tego, aby ta część Europy przestała być Wschodnią, jest nie tylko odrzucenie chińskiego modelu, który zakłada rozwój gospodarczy bez demokracji, lecz także realizacja formuły pojednania. Na różne sposoby próbowano dokonać pojednania Ukraińców z Polakami i wydaje mi się, że w gruncie rzeczy udało się. Z Rosją będzie znacznie trudniej, ponieważ ludzie, którzy rządzą teraz tym krajem, w ogóle nie biorą pod uwagę idei pojednania. Do niej potrzeba pewnej odpowiedzialności. W tym wypadku nie jest najważniejsze pojednanie ukraińsko-rosyjskie. Dla mnie najważniejsze jest to ukraińsko-ukraińskie. Jest ono zarazem najtrudniejsze. Bez pojednania ukraińsko-ukraińskiego w tym kraju nie będzie możliwa ani reforma gospodarcza, ani demokracja.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa