Dyscyplinowanie Torysów

Bieżąca sesja parlamentarna zbliża się ku końcowi: członkowie brytyjskiego parlamentu spakowali już swoje torby i z niecierpliwością oczekują ucieczki od trosk o swój elektorat wyborczy oraz od świadomości, że w ciągu najbliższego roku mogą stracić […]


Bieżąca sesja parlamentarna zbliża się ku końcowi: członkowie brytyjskiego parlamentu spakowali już swoje torby i z niecierpliwością oczekują ucieczki od trosk o swój elektorat wyborczy oraz od świadomości, że w ciągu najbliższego roku mogą stracić swoją pracę.

Pilnowanie dyscypliny partyjnej nie wydaje się iść w parze z demokracją. Oczywiście, jest mnóstwo ludzi pracujących w stresie, którzy, aby poradzić sobie z presją życia publicznego, potrzebują wsparcia ze strony Królowej. Niemniej, wewnątrz politycznego establishmentu Wielkiej Brytanii oznacza to również proces, który wymusza na członkach parlamentu zgodne z prawem posłuszeństwo i podporządkowanie swoich sumień stanowisku partii. Nie różni się to niczym od tak wielu tak zwanych „demokratycznych procesów” na całym świecie. Ostatnia znakomita ilustracja realiów amerykańskiej polityki w serialu „House of Cards” w roli głównej obsadziła Kevina Spacey wcielającego się w fikcyjną postać, odpowiadającą brytyjskiemu rzecznikowi dyscypliny partyjnej („whip”). Na nieszczęście, naszym nowym Kevinem Spacey jest były Minister Edukacji – Michael Gove. Stwarzający podziały, zadufany w sobie i destrukcyjny polityk jakim jest Gove, został teraz przeprogramowany, aby dyscyplinować członków Partii Konserwatywnej do zajęcia wspólnego stanowiska i nadania kształtu jego partii – wszystko to, mając na względzie zbliżające się w maju 2015 wybory.

Michael Gove w szkole średniej w Chantry fot. Regional Cabinet / Flickr
Michael Gove w szkole średniej w Chantry fot. Regional Cabinet / Flickr

Wybór Davida Camerona zaskoczył wielu komentatorów. Gove będzie musiał zmagać się z kilkoma kluczowymi kwestiami, w większości podnoszonymi przez nową opozycję – Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (United Kingdom Independence Party, w skrócie UKIP – przyp. red). Jeśli bowiem, w chwili obecnej Partia Pracy prezentuje się jako wyjątkowo bezwładna i umiarkowana opozycja, to nie można tego powiedzieć o Nigelu Farage. Świeżo po triumfie w wyborach do Europarlamentu, UKIP twierdzi, że jest już na tyle dojrzała, aby wejść do parlamentu z grupą posłów, których Brytyjczycy, jak mają nadzieję, wybiorą w maju przyszłego roku. Już teraz pracują ciężko nad deklaracjami wyborczymi, które zostaną ujawnione po powrocie z wakacji, na jesieni. Ich centralnym punktem będą zapewne obietnice dotyczące imigracji i przyszłości Wielkiej Brytanii w Europie – a więc dwa najważniejsze pola debaty krajowej. Zadaniem Michela Gove będzie zagwarantowanie, aby żaden Torys nie wystąpił z szeregu i nie poparł programu UKIP.

Partia Torysów emanuje jednością, która nie przystaje do realiów rzeczywistości. Pod płaszczykiem powierzchownej dyscypliny, wielu Konserwatystów sympatyzuje ze stanowiskiem UKIP – kierownictwo partii zabrania im jednak manifestować tego publicznie. Oni również chcą ograniczyć imigrację w stopniu znacznie większym, niż ma to miejsce obecnie oraz zamknąć granice Zjednoczonego Królestwa dla europejskich migrantów chcących rozpocząć tu nowe życie i, w oczach wielu, nadszarpnąć system zdrowia i opieki społecznej, który i tak jest już na skraju upadku. W pojedynczych okręgach wyborczych, gdzie UKIP reprezentuję realną opozycję, pojawi się pokusa osłabienia tej partii przez przyjęcie jej programu – i tam też będzie wkraczał Gove. Wybór bezdusznej i nieposiadającej przyjaciół rozgrywającego, dokonany przez Camerona, wynika z przekonania, że potrzebne jest twarde stanowisko a jego „utwardzanie” wymaga politycznej siły – innymi słowy Gove stanie się tym, kim dla Torysów jest Królowa zadająca ból i karę, które mają pomóc partii Torysów wygrać kolejne wybory. Oczywiście przywołuje to różnego rodzaju wyobrażenia Gove’a ubranego w czarną skórę – w każdym razie, na mnie tak to działa – zapraszającego „błądzącego” parlamentarzystę do lochu, aby porozmawiać z jego sumieniem i udzielić mu lekcji.

Jak często twierdzę w moich listach, Polacy zajmujący w Wielkiej Brytanii szczególną pozycję i mający duży wpływ na jej wewnętrzną politykę, powinni zechcieć swojego wpływu użyć. Zrozumienie dlaczego tego nie robią, jest wciąż przedmiotem mojej fascynacji. Jeśli ich głos wyborczy zostanie zmobilizowany w jakimkolwiek określonym kierunku jest pewne, że mogliby odegrać znaczącą rolę – albo wspierając Gove’a, albo utrudniając mu wypełnianie jego misji. Ostatnio miałem styczność z projektem badawczym pod nazwą „Aspire” i z niecierpliwością czekam na podzielenie się z Wami jego rezultatami w następnym liście, gdy płyty tektoniczne polityki Wielkiej Brytanii będą kontynuować swoje ruchy w kierunku Maja 2015 roku.

 

Tłumaczenie: Maria Radziejowska

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa