Druga rzeka Polski zniszczona na lata

W sierpniu na Odrze doszło do poważnej katastrofy ekologicznej. Skażenie rozciągnęło się na ponad 300 kilometrów. Brak reakcji rządu tylko pogłębił ekologiczny koszmar.


Dziesiątki tysięcy martwych ryb spłynęły w dół drugiej co do wielkości rzeki w kraju. To największe tego typu zdarzenie w Polsce od lat. Wzdłuż Odry leży kilka rezerwatów przyrody i obszarów chronionych, zarówno po polskiej, jak i po niemieckiej stronie granicy. Ginęły ryby i bobry. Zagrożone było ptactwo wodne, zwierzęta gospodarskie a także ludzie. Mieszkańcy nadodrzańskich wsi, rybacy i ekolodzy byli pierwszymi i jedynymi, którzy próbowali ratować rzekę.

Pierwsze wiadomości o skażeniu pojawiły się 26 lipca, gdy wędkarze na granicy województw opolskiego i dolnośląskiego zauważyli w wodzie martwe ryby. Natychmiast powiadomili władze i zaczęli sprzątać rzekę. Wyciągnęli ponad 5 ton martwych ryb. Lecz więcej padliny pojawiło się w dole rzeki i zostało wyrzucone na brzegi.

W kolejnych dniach posłanka Zielonych Małgorzata Tracz i senator Platformy Obywatelskiej Wadim Tyszkiewicz wezwali rząd do natychmiastowej interwencji. Ale Warszawa nie zareagowała. Rząd zwlekał z reakcją aż do 11 sierpnia, czyli prawie trzy tygodnie od pierwszych sygnałów, starając się jednocześnie bagatelizować skalę wypadku.

Mętne źródła katastrofy

Według Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska we Wrocławiu, próbki pobrane z rzeki wykazały obecność mezytylenu, silnie toksycznej dla organizmów wodnych substancji powstającej w wyniku krakingu przemysłowego. Natomiast lokalne media w Niemczech poinformowały, że niemieckie badania laboratoryjne wykazały w wodach Odry wysokie stężenie rtęci. Rtęć jest niezwykle niebezpieczna dla wszystkich form życia i bardzo trudna do usunięcia z wody, zwłaszcza z dna rzeki.

Polskie Ministerstwo Klimatu i Środowiska podało, że próbki ryb zostały pobrane na całej długości zanieczyszczenia rzeki, a badania Państwowego Instytutu Weterynarii wykluczyły obecność rtęci i metali ciężkich. Resort poinformował również, że główną przyczyną „zmiany parametrów wody” były toksyczne mikroalgi i zmniejszony przepływ rzeki.

Ale coś musiało być katalizatorem zakwitu alg.

Powołując się na zaniedbania, premier Mateusz Morawiecki odwołał dwóch urzędników: Głównego Inspektora Ochrony Środowiska i prezesa Wód Polskich.

Polskie media spekulowały jednak, że na Odrze mogło dojść do nielegalnego zrzutu toksycznych substancji. Leżący nad Odrą Śląsk jest przecież jednym z najbardziej uprzemysłowionych regionów Europy.

Oficjalnie nie ma podejrzanych, a zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa złożyli na policji i w organach ochrony środowiska posłowie, wędkarze i obrońcy przyrody.

Administracja regionalna i lokalna zaapelowała do osób mieszkających lub spędzających wakacje nad brzegami rzeki, by unikały kontaktu z wodą. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa po czasie wysłało do mieszkańców niektórych nadrzecznych gmin w województwie lubuskim alert, by „nie kąpać się ani nie korzystać z wody w rzece”. Tymczasem skutki skażenia i pierwsze martwe ryby zauważono już tego dnia w województwie zachodniopomorskim.

Podjęcie działań

Organizowane przez rząd briefingi prasowe, bagatelizujące rozmiary katastrofy ekologicznej, nie rozwiały obaw mieszkańców. Przedstawiciele rządu obwiniali zaś liderów opozycji i samorządy lokalne o spowodowanie podobnych zdarzeń ekologicznych w przeszłości.

To aktywiści, wędkarze i mieszkańcy zajęli się katastrofą, oczyszczając rzekę z martwych ryb, kupując niezbędny sprzęt, wykorzystując własne łodzie, organizując akcję sprzątania i informując społeczeństwo, a także lokalne władze o skali zdarzenia. Pomagali mediom w dotarciu do zanieczyszczonych miejsc i przeznaczali swoje prywatne środki do ochrony innych. Masowa, oddolna akcja rozprzestrzeniła się wzdłuż brzegów rzeki i trwała aż do momentu, gdy zaistniała obawa poważnego zagrożenia dla zdrowia.

Hydrolog – profesor Robert Czerniawski twierdzi, że prawdopodobnie nigdy nie poznamy przyczyny katastrofy ekologicznej na Odrze, chyba że ten, kto ją spowodował, sam przyzna się do winy. „Na pewno to był szereg czynników, nie wierzę, że jedna substancja mogła zatruć całą Odrę. To był ciąg wydarzeń, doszło do jakiegoś lokalnego, masowego śnięcia ryb i innych organizmów. Następnie był to już efekt domina” – powiedział w rozmowie z telewizją Polsat. Przyznał też, że rzeka w dużej mierze straciła naturalną zdolność do samooczyszczania.

Podobne zdarzenia, różne reakcje

W ostatnich latach na rzekach Europy dochodziło do podobnych katastrof. Jesienią 2020 roku czeskie władze i policja prowadziły dochodzenie w sprawie serii wycieków przemysłowych substancji toksycznych – zwłaszcza cyjanków i niklu – do rzeki Bečvy (dopływu Morawy), które zabiły życie na 40-kilometrowym odcinku wód. Czeski urząd gospodarki wodnej zareagował jednak natychmiast i podniósł poziom wody, aby zapobiec dalszym szkodom w dolnym biegu, a zwłaszcza później na Morawie płynącej przez Czechy, Słowację i Austrię.

O spowodowanie katastrofy policja oskarżyła zarządcę nadrzecznej strefy przemysłowej. A specjalna czeska komisja parlamentarna, która badała przyczyny zanieczyszczenia Bečvy, skrytykowała spóźnioną reakcję organów ochrony środowiska, wezwała do zmiany procedur i wniesienia poprawek do prawa wodnego.

W październiku 2010 r. w hucie aluminium w Ajce, w północno-zachodnich Węgrzech, doszło do poważnej katastrofy przemysłowej. W następstwie zginęło dziesięć osób, 150 zostało rannych, a około milion metrów sześciennych chemikaliów pogórniczych zalał gminy na obszarze 40 kilometrów kwadratowych, zanieczyszczając rzekę Tornę (dopływ Raby). Trzy dni później czerwony szlam, pełen metali ciężkich o stężeniu znacznie przekraczającym bezpieczne poziomy, na wysokości Győru, w pobliżu granicy ze Słowacją, dotarł do Dunaju.

Chociaż katastrofa była wynikiem błędów ludzkich i zaniedbań kierownictwa huty, to z jej następstwami poradzono sobie szybko i profesjonalnie. Tornę wypełniono substancjami wiążącymi, aby zapobiec głębszemu skażeniu i szkodom, podczas gdy wody w dole rzeki były monitorowane, a informacje przekazywane do innych krajów. Budapeszt natychmiast odwołał się do Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności, co pozwoliło natychmiast zaangażować w akcji zagranicznych ekspertów i wykorzystać nadzwyczajne środki.

W przypadku katastrofy na Odrze, polskie władze nie zwróciły się o pomoc do UE, a międzynarodowe głosy oznaczały jako „mieszanie się w polskie sprawy wewnętrzne”. W opublikowanym 29 września wstępnym raporcie dotyczącym zdarzenia wzięło udział 49 ekspertów, 14 ośrodków i instytucji badawczych jedynie z Polski.

Jako główną przyczynę katastrofy raport wskazał zakwit Prymnesium parvum, czyli tzw. złotej algi. Choć ten inwazyjny gatunek pojawia się w wodach rzek w całej Europie, a jego toksyna zabija ryby, nie jest szkodliwy dla innych zwierząt ani dla ludzi. Dlatego nie wyjaśniał oparzeń i podrażnień skóry i tkanek u ludzi i zwierząt zgłaszanych przez Polski Związek Wędkarski i lekarzy weterynarii.

W latach 90., po latach zanieczyszczeń przemysłowych i eksploatacji – udało się Odrze przywrócić względną czystość i równowagę. Teraz znów potrzeba będzie kilkudziesięciu lat, aby zregenerować jej ekosystem.

Wzdłuż Odry znajduje się kilkanaście obszarów ochrony przyrody, choć cała dolina rzeki jest wyjątkowa pod względem przyrodniczym i krajobrazowym: rezerwaty przyrody i parki krajobrazowe… Grądy Odrzańskie, Krzesiński Park Krajobrazowy, Park Krajobrazowy Ujście Warty, Cedyński Park Krajobrazowy, Międzynarodowy Park Dolina Dolnej Odry, a także obszary chronione Ujście Odry i Zalew Szczeciński.

Należy mieć nadzieję, że Odra wróci do życia wcześniej, niż za życia jednego pokolenia. I że organy ochrony środowiska będą potrafiły wskazać i ukarać trucicieli, bezpowrotnie niszczących unikalne dziedzictwo przyrodnicze Polski i Europy.

_

Artykuł powstał w ramach programu współpracy głównych tytułów prasowych w Europie Środkowej prowadzonego przez Visegrad Insight w Fundacji Res Publica. Pierwotnie ukazał się w języku angielskim w Visegrad Insight.

Michał Zabłocki – niezależny dziennikarz, aktywista klimatyczny oraz konsultant ds. komunikacji i polityki. Były korespondent zagraniczny polskiej prasy w Moskwie, Pradze i Bratysławie. Pisze o polityce, gospodarce, klimacie i energii w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Fot. Nadine Redlich / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa