Dobranoc, chorwaccy pisarze

"Życie chorwackiego pisarza, a dokładnie mówiąc – tego pisarza, który posłuży nam za przykład, nie jest łatwe. W czasach, gdy podstawowym celem życia jest pozostawać żywym i przetrwać, sytuacja chorwackiego twórcy jest jeszcze bardziej złożona, bo on […]


„Życie chorwackiego pisarza, a dokładnie mówiąc – tego pisarza, który posłuży nam za przykład, nie jest łatwe. W czasach, gdy podstawowym celem życia jest pozostawać żywym i przetrwać, sytuacja chorwackiego twórcy jest jeszcze bardziej złożona, bo on chciałby przecież także pisać. A pisać – uprośćmy sprawę – znaczy myśleć.” Przypominamy tekst Dubravki Ugrešić z 1992 roku.

(CC BY-NC-ND 2.0) vladdythephotogeek / Flickr
(CC BY-NC-ND 2.0) vladdythephotogeek / Flickr

 

Pisać znaczy myśleć

Życie chorwackiego pisarza, a dokładnie mówiąc – tego pisarza, który posłuży nam za przykład, nie jest łatwe. W czasach, gdy podstawowym celem życia jest pozostawać żywym i przetrwać, sytuacja chorwackiego twórcy jest jeszcze bardziej złożona, bo on chciałby przecież także pisać. A pisać – uprośćmy sprawę – znaczy myśleć. Niektórym chorwackim pisarzom, a zwłaszcza naszemu, przychodzi to dzisiaj z trudem.

Siedzi dzisiaj przed pustymi, niezapisanymi kartkami papieru, jakby to było pole minowe. Wielu z jego kolegów jest już po tamtej stronie pułapki, machają do niego, wabią, mówią: chodź, to nie jest trudne. Nasz pisarz podejrzliwie kręci głową, niektórzy z jego kolegów zginęli, inni ledwo przeżyli. Jeszcze inni stoją i nie mogą zdobyć się na odwagę, by przejść. Są jednak tacy, którzy przechodzą i w sposób cywilizowany pozostawiają za sobą znaki: „Uwaga, miny!”. Puste kartki papieru leżą przed naszym pisarzem, a jemu się zdaje, że wszystko aż roi się od ostrzeżeń: wszędzie małe czerwone znaki „stop” i bladozielone „idź”, wszędzie żółte światła, które przypominają o konieczności zachowania uwagi, wszędzie czernieją groźne trupie główki…

 

Utrata kodu

Nasz pisarz znalazł się raptem w zupełnie nowej sytuacji komunikacyjnej, spowodowanej przed odmienioną sytuację polityczną i potworną rzeczywistość wojenną. Niekiedy mu się wydaje, że trud wysyłania artystycznego przekazu sprowadza się do wyczyszczenia szumów, usunięcia przeszkód, do mozolnej próby wyjaśnienia tego, co i tak już powiedział. Wydaje mu się, że krótki, kilkustronicowy tekst wymaga dzisiaj podwojenia liczby przypisów wyjaśniających. Nie jest już tak zrozumiały jak dawniej, słowa nie znaczą tego, co znaczyły, a każde z nich kołacze mu się po głowie. Naszemu pisarzowi wydaje się, że sprawy nie są już zrozumiałe same przez się, bo nie istnieje już wspólny kod (lub też ów kod jest wspólny dla innych, ale nie dla niego). Potem wydaje mu się, że to jemu znany świat rozpadł się na kawałki. A więc i jego punkt widzenia został podany w wątpliwość, jest rezultatem wojennego chaosu. Dlatego naszemu pisarzowi wydaje się, że nie rozpoznaje już tego, dla kogo pisze. Czytelnik się zmienił, a on nie, a może to on się zmienił, a nie czytelnik? Zresztą, z natury rzeczy jego przekaz jest z pewnością inaczej odbierany przez tych, którzy są w okopach, po jednej i po drugiej stronie, tych bez dachu i tych z dachem nad głową, sytych i głodnych, tych, którzy posmakowali nowo zakładanych obozów koncentracyjnych, i tych, którzy wojnę widzieli tylko w telewizji.

 

Pisać w Kraju Grupy Krwi

W takiej sytuacji nasz pisarz został wezwany do wpisania w swoje teksty sygnałów, których oczekuje publiczność (praktyka potwierdza to każdego dnia): publiczność chce się w tekście odnaleźć, czytać go „pod właściwym kątem”. Pierwszym sygnałem, który określi tekst, będzie pochodzenie pisarza. Jeżeli jest Chorwatem, wezmą mu to za złe, ale i wybaczą krytycyzm wobec nowo ustanowionej rzeczywistości. A jednak on jest „nasz”, myśli zadowolona publiczność. Jeżeli jest Serbem (a przy tym, oczywiście, obywatelem Chorwacji), nigdy mu jego krytycyzmu wobec nowo ustanowionej rzeczywistości nie wybaczą (albowiem długo jeszcze nie wybaczą mu po prostu tego, że jest Serbem), ale przynajmniej będzie jasne, „skąd wieje wiatr”. Jeżeli nie wiadomo, kim jest, opinia publiczna określi go po swojemu, ktoś już na pewno czegoś się dowie albo będzie myślał, że wie (między „myśleć, że wiem” a doprawdy „wiedzieć” nie czyni się różnicy). Na mapie Kraju Grup Krwi podstawowym znakiem określającym każde publiczne działanie, nawet zwykłe „dzień dobry” skierowane do sąsiada, jest właśnie ona – święta grupa krwi. We wszechogarniającym systemie podsycanej paranoi pochodzenie narodowe to rzecz zasadnicza: jest miarą wszystkiego, to ono właśnie staje się najważniejsze w relacji nadawcy i odbiorcy. A więc w takiej sytuacji komunikacyjnej pierwszym żądaniem, jakie stawia się pisarzowi (i tekstowi również), jest jasna i publiczna deklaracja w sprawie grupy krwi. W obawie, że nie zostanie zrozumiany – a przecież chce, by go rozumiano – pisarz daje ów znak wyjściowy. I oto wszystko staje się jasne, jesteśmy wśród swoich, nawet gdy się nie rozumiemy – bądź też nie jesteśmy wśród swoich, nawet, gdy się rozumiemy.

 

Pisać w kraju Jugo + Nostalgii

Drugim niezwykle ważnym sygnałem określającym rozumienie tekstu (nawet gdyby to było zwykłe „dzień dobry” skierowane do sąsiada) jest pochodzenie społeczne pisarza, a także jego domniemane bądź jawne sprzyjanie rozmaitym opcjom politycznym. Jeśli pisarz jest na przykład „dzieckiem oficera”, jeżeli był „komunistą”, jego teksty będą dla odbiorcy zabarwione tonem jugonostalgicznym, nawet gdyby ani taki temat, ani taki sposób jego potraktowania nie znalazły się w tekście. Jugonostalgia jest jednym z najdotkliwszych sygnałów określających politycznie w naszej paranoidalnej sytuacji, dotkliwszym od wielu innych, obecnie używanych, dotkliwszym niż czetnik, narodowy daltonista, komuch… Ów piękny termin (jugo+nostalgia!) najwyraźniej kryje w sobie groźniejsze sprawy. Podstępnie maskuje niewiarę w nowy system (lepszy był stary, a więc ten komuszy!). Niewiara w nowe jest aktem wrogim wobec nowego państwa, zakwestionowaniem jego wartości, niewiara oznacza potępienie wojny, zgodę na to, że nieprzyjaciele to też ludzie – w konsekwencji zaś mogłoby oznaczać poparcie dla komunizmu i dla całego bagażu ideologicznego, który ze sobą niesie. Jednak najgroźniejsza jest nostalgia, albowiem sugeruje obecność pamięci. Tymczasem w nowo utworzonej rzeczywistości wszystko zaczyna się od początku. A żeby zaczęło się od początku, to, co było, musi zostać zapomniane. Dlatego też pisarz z radością (albo nie) wpisuje w tekst dodatkowe sygnały. Są one wyraźne bądź ukryte – to zależy od wychowania rodzinnego i poczucia dobrego smaku – ale muszą się tu znaleźć, by przekaz bez przeszkód dotarł do czytelnika. Nie jestem „jugonostalgikiem”, nie byłem „komunistą”… Albo: byłem, ale krótko. Albo: byłem, ale zawsze myślałem o nich jak najgorzej. Albo: byłem, ale po to, by „podgryzać ich od środka” (jak oświadczył jeden z dziennikarzy i krytyków literackich). I temu podobne, i tak dalej.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa