Dla wielu Czechów Unia to twór na kształt ZSRR

Czesi niewiele wiedzą o UE i jej dotacjach, a to ułatwia Babišowi i antyeuropejskim politykom przedstawianie Brukseli jako zewnętrznego zagrożenia.


Luboš Palata: Czy to jest tak, że im więcej problemów z Unią Europejską ma przewodniczący ANO – premier Czech Andrej Babiš, tym bardziej wspiera go czeskie społeczeństwo?

Petr Just: Jeśli spojrzymy w przeszłość, odnajdziemy w niej klasyczną czeską traumę wobec „wpływów z zewnątrz” – tego, co może ingerować w życie narodu w środku Europy. Na przykład układ monachijski z 1938 r. lub czas, kiedy byliśmy pod dominacją Związku Radzieckiego…

Ale Unia Europejska to przecież nie Związek Radziecki…

Wielu Czechów tak właśnie to postrzega… Dla nich UE to po prostu kolejny zewnętrzny podmiot, który ingeruje w życie Republiki Czeskiej. Ludzie wrzucają to do jednego worka – niezależnie od tego, czy mówimy o wpływach ze Wschodu czy z Zachodu. Tu gubią się różne współczesne i międzynarodowe konteksty polityczne.

Co powoduje tę odporność na „zewnętrzne wpływy”?

Wzrost patriotyzmu, wzmocnienie „czeskości” i wymiaru narodowego. Jest to szczególnie przydatne w okresie przedwyborczym. Wtedy można uderzyć w taką strunę, a politycy mogą się określić wobec wpływów zewnętrznych. Fakt, że Parlament Europejski przyjął rezolucję potępiającą konflikt interesów premiera Andreja Babiša, jest postrzegany jako kolejna ingerencja w nasze czeskie sprawy, w to, co mamy tu robić, jak możemy rozdzielać dotacje i jak mamy interpretować nasze prawodawstwo. Babiš interpretuje to jako ingerencję w suwerenność Republiki Czeskiej. Obraca to przeciwko Unii Europejskiej i wykorzystuje w swojej kampanii wyborczej.

Czy fakt, że po audycie Komisji Europejskiej, rezolucji Parlamentu Europejskiego, konflikt interesów Babiša weźmie pod lupę nowo powołany prokurator europejski, jeszcze bardziej pomoże Andrejowi Babišowi?

Niewątpliwie, kiedy ten urząd zacznie podejmować konkretne kroki w związku ze sprawami dotyczącymi dotacji i konfliktu interesów czeskiego premiera, Babiš dostanie więcej amunicji do ataku na instytucje europejskie. On nadal przedstawia Unię Europejską jako coś obcego, jako „ich”, nie zastanawiając się nad tym, że Unia to także „my”.

Jaki procent wyborców jest podatny na taką narrację?

Wyniki ostatniego sondażu słowackiego Globsecu mówią, że 27 proc. Czechów, najwięcej spośród wszystkich badanych krajów V4, opowiedziałoby się za opuszczeniem Unii. To znacznie więcej niż 20 proc., które sondaże przyznają obecnie ruchowi ANO Babiša. Z drugiej strony, ANO musi dzielić się tymi wyborcami z innymi partiami antyunijnymi lub eurosceptycznymi, takimi jak Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) Tomio Okamury, Komunistyczna Partia Czech i Moraw czy Trikolóra. Nie oznacza to, że wszyscy antyeuropejscy Czesi będą głosować na Babiša. Ale o tym, że sprzeciw wobec UE działa, świadczą poprzednie wyniki partii antyunijnych w Czechach, zwłaszcza SPD. Dla wielu osób Unia to nadal europejski straszak.

W jaki sposób dwaj ostatni prezydenci Czech – Václav Klaus i Miloš Zeman przyczynili się do tak silnego eurosceptycyzmu? W warunkach czeskich, prezydent ma duży wpływ na kształtowanie postaw społeczeństwa…

Eurosceptycyzm Václava Klausa był widoczny od początku jego prezydentury, choć jako prezydent nie okazywał go aż tak bardzo. W przypadku Miloša Zemana sprawa jest bardziej skomplikowana. Na początku twierdził, że jest eurofederalistą, co w środowisku czeskim jest stanowiskiem skrajnie proeuropejskim. Tak zachowywał się nawet jako premier w latach 90., a także początkowo jako prezydent. Potem jednak zaczął stosować politykę „wszystkich azymutów” i orientować się na mocarstwa wschodnie – Rosję i Chiny. Nawet jego baza wyborcza zaczęła się rekrutować ze zwolenników partii antyunijnych, komunistów i SPD. A później także wyborców ANO.

ANO Babiša jest partią antyeuropejską?

Nie można tego tak jednoznacznie określić. ANO jest „elastycznie pragmatyczne” wobec UE, co oznacza, że czasami może być mocno proeuropejskie, a kilka dni później – wręcz przeciwnie. Wyborcy ANO reprezentują zarówno nurty proeuropejskie, jak i antyeuropejskie.

Czy fakt, że Babiš ma problem z niewłaściwym wykorzystaniem funduszy unijnych jest dla czeskiego wyborcy mniej poważny niż to, że „kradnie z naszych czeskich pieniędzy”? Czy tzw. przeciętny Czech nie dostrzega tego, że pieniądze europejskie to również „nasze czeskie” pieniądze?

Będę niedyplomatyczny, ale uważam, że przeciętny Czech po prostu nie wie, co to są pieniądze, skąd pochodzą, kto je wnosi do budżetu Unii… Dlatego problemy Babiša z dotacjami UE nie mają większego znaczenia.

Zatem mamy tu do czynienia z pewną niewiedzą na temat funkcjonowania Unii?

Tak jest, a to ułatwia sprawę tym, którzy muszą sprzedawać sprawy europejskie na swój własny sposób. Andrej Babiš ma stosunkowo łatwą sytuację. Może zadeklarować: „Jestem suwerennym premierem i nikt nie będzie nam tu przeszkadzał”.

Można zatem nawet powiedzieć coś w stylu: „Babiš zerwał z UE, więc wszystko jest w porządku”? Tak jak za komuny mówiono, że kto nie okrada państwa, okrada własną rodzinę?

Postkomunistyczna mentalność z pewnością odgrywa tu pewną rolę. Nie tylko w Czechach, ale także na przykład na Węgrzech, gdzie duża część elektoratu nie ma nic przeciwko temu, jak Orbán wykorzystuje unijne pieniądze dla swoich krewnych i swojej wioski. Dzieje się tak pomimo to, że w tym samym czasie Orbán ostro krytykuje Unię.

Czechy znalazły się w najgorszej sytuacji na świecie w związku z kryzysem wywołanym przez Covid-19 – kraj popadł w straszliwe długi, lockdown zniszczył wiele małych przedsiębiorstw i zamknął setki kultowych czeskich pubów… Sądzi Pan, że w szczytowym momencie kampanii Babišowi uda się przeforsować „nie” wobec przyjmowania migrantów, sprzeciw wobec Unii Europejskiej i nacjonalizm jako główne hasła wyborcze?

Postawiłbym na sprawy związane z migrantami. Nawet jeśli… nie ma żadnych migrantów. W zasadzie, im jest ich mniej, tym większy staje się ich problem. Przede wszystkim jednak Babiš nie będzie odnosił tego do polityki Unii, ale do Partii Piratów, która jest jego największym rywalem w wyborach i w przeszłości zajmowała bardziej przyjazne stanowisko wobec uchodźców.

A temat Unii Europejskiej?

Wszystko zależy od tego, jak rozwinie się sytuacja. Jeżeli z Unii nadejdą nieprzyjemne rozstrzygnięcia dla Andreja Babiša w toczonych przeciw niemu sprawach, to zakładam, że zareaguje tak samo, jak zawsze. O ile nie pojawią się dalsze działania ze strony Komisji Europejskiej, Prokuratury Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, kwestia sprzeciwu wobec UE zostanie zepchnięta na dalszy plan. Ale w przypadku migrantów, założyłbym się, że pozostanie to kwestią do końca kampanii.

Czy przynajmniej młodsi czescy wyborcy są bardziej odporni na tę migracyjną i antyunijną demagogię?

Z pewnością. Widać to w strukturze pokoleniowej poparcia dla poszczególnych partii politycznych. Partie proeuropejskie, prozachodnie czy po prostu otwarte, mają znacznie wyższy odsetek młodszych wyborców – od tych, którzy głosują po raz pierwszy, do tych po czterdziestce. Z drugiej strony, w przypadku partii negatywnie nastawionych do UE, baza wyborcza należy do starszego pokolenia. Ci, którzy dużą część swojego życia przeżyli w czasach komunizmu, są bardziej dotknięci takimi traumami jak Monachium czy sowiecka dominacja. Ostoją ANO, Komunistycznej Partii Czech i Moraw oraz SPD są starsi wyborcy.


Przegląd głównych spraw unijnych przeciwko premierowi Andrejowi Babišowi:

Bocianie Gniazdo: Wyłudzenie dotacji z UE w wysokości 50 mln koron (ok. 2 mln euro) na budowę wiejskiej rezydencji Babiša – Bocianie Gniazdo koło Benešova. Policja postawiła mu zarzuty, prokuratura zdecyduje, czy Babiš stanie przed sądem. Grozi mu bezwarunkowa kara siedmiu lat więzienia.

Zawieszenie dotacji dla Agrofertu: Audytorzy Komisji Europejskiej w 2021 r. ostatecznie uznali, że Babiš pozostaje w konflikcie interesów, pomimo przekazania Agrofertu do funduszy powierniczych. Wypłata wsparcia z funduszy europejskich w wysokości setek milionów koron została wstrzymana. Czeskie władze nie zgadzają się z decyzją Komisji Europejskiej i chcą zwrócić się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W czerwcu 2021 r. sprawą zajęła się nowo powołana instytucja – Prokuratura Europejska.

Dopłaty rolne: Konflikt interesów Andreja Babiša w kwestii dopłat rolniczych. Według dostępnych danych, należący do Babiša Agrofert jest prawdopodobnie największym odbiorcą dotacji rolniczych w całej Unii Europejskiej, liczonych w miliardach koron. Są to w większości dotacje uprawniające do otrzymania dopłat do hektara ziemi. Kontrolerzy Komisji Europejskiej nie podjęli jeszcze ostatecznej decyzji, czy również w tym przypadku Babiš znajduje się w konflikcie interesów.

Praworządność: Rezolucja Parlamentu Europejskiego potępiła w czerwcu konflikty interesów Andreja Babiša i wezwała Komisję Europejską do zbadania funkcjonowania praworządności w Czechach w związku z bezczynnością czeskich władz oraz do wycofania dotacji unijnych (40 mld euro).

Sprawa Penamu: Komisja Europejska zdecydowała, że nie wypłaci z budżetu UE 100 mln koron (ok. 4 mln euro) dla piekarni Penam należącej do koncernu Agrofert na „innowacyjną linię” do wypieku chleba tostowego. Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej, nie była to innowacja, lecz wykorzystanie linii, którą Agrofert od lat eksploatuje w jednej ze swoich piekarni w Niemczech. Ministerstwo Przemysłu nie odzyskało jednak do tej pory pieniędzy, które czeskie państwo wypłaciło Agrofertowi z Penamu.


Doktor Petr Just (ur. 1978) – politolog, były prorektor Uniwersytetu Metropolitalnego w Pradze, wykładowca na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Karola i Uniwersytetu Metropolitalnego. Autor licznych publikacji na temat polityki czeskiej i środkowoeuropejskiej.

Fot. Soviet Artefacts on Unsplash.

Artykuł ukazał się w Denik.cz i jest częścią współpracy pomiędzy wiodącymi wyszehradzkimi mediami: Denik.cz, DennikN.sk, Res Publica Nowa, Onet.pl, Telex.hu organizowanej przez Visegrad Insight. Skróty pochodzą od redakcji.

Projekt współfinansowany przez UE.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa