Dialog

20 kwietnia rozpoczyna się 5. edycja Festiwalu Filmów Polskich Wisła w w Moskwie.  W oczekiwaniu na werdykt jury tegorocznego konkursu publikujemy rozpoznanie Katarzyny Taras, która ukazuje dialog toczący się w polskim kinie dzięki filmowcom debiutującym […]


20 kwietnia rozpoczyna się 5. edycja Festiwalu Filmów Polskich Wisła w w Moskwie.  W oczekiwaniu na werdykt jury tegorocznego konkursu publikujemy rozpoznanie Katarzyny Taras, która ukazuje dialog toczący się w polskim kinie dzięki filmowcom debiutującym bądź mającym na swoim koncie po dwie filmowe realizacje. Na festiwalu w zeszłym roku zatriumfował film Borysa Lankosza Rewers. Widzom najbardziej spodobała się Różyczka Jana Kidawy-Błońskiego. W tym roku moskiewska publiczność będzie miała możliwość zobaczenia Kreta Rafaela Lewandowskiego i Róży Wojciecha Smarzowskiego.

Oglądanie etiud studenckich jest zajęciem pasjonującym, ponieważ w filmach szkolnych Autor może wszystko (no, prawie wszystko), bo jeszcze nie musi przejmować się regułami rynku. I dlatego etiudy tak często okazują się realizacjami najbardziej autentycznymi, bo pozwalającymi na pogodzenie kompetencji merytorycznych (są, mimo wszystko, „pracami na zaliczenie”) z tym, co zrodziło się w wyobraźni artysty. Potem może się również okazać, że autorzy najciekawszych etiud nigdy więcej nie zrealizują fabuły czy dokumentu, bo zawłaszczył ich świat reklamy, która oczywiście może być, i chwilami jest, sztuką. Ale filmu żal. A ściślej – braku filmu. Zwłaszcza żal oczekiwań wiernych widzów, zauroczonych często bliską im pokoleniowo i estetycznie realizacją. Etiudy można traktować jako symptomy tego, jakie będzie „nowe” polskie kino, na które narzekanie stało się już tradycją. Chwilami mam nawet wrażenie, że wręcz transgeneracyjnym rytuałem.

Gdyby przyjrzeć się kinu polskiemu i to bez szczególnej czułości, ale dokładnie i bez tak częstych, gdy chodzi o ocenę twórczości „naszych”, uprzedzeń, to można dostrzec pewną prawidłowość. Okazuje się bowiem, że mamy do czynienia ze szczególnego rodzaju dialogiem, jaki się pomiędzy filmami odbywa. I właśnie ten dialog zawdzięczamy filmowcom debiutującym bądź mającym na swoim koncie po dwie realizacje.

Opowieści o przeszłości zyskały ciało

W roku 2008 Złote Lwy festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni dostała Mała Moskwa Waldemara Krzystka, która zainicjowała w kinie polskim nieco inny sposób opowiadania o historii, być może wynikający z solidnego odrobienia lekcji kina Wojciecha Jerzego Hasa. Otóż filmowcy zdecydowali się, by opowiadać o przeszłości poprzez opowiadanie o kobietach, dzięki czemu Historia stała się historią, ponieważ opowieści o przeszłości nabrały ciała, przyoblekły się w intymność, przestały być podaniami o bohaterach, którzy na chwilę zeszli z cokołu, a dały się czytać jak niemal rodzinne legendy. Do Krzystkowej opowieści o romansie żony radzieckiego pilota i polskiego oficera w przededniu interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, dołączył w 2010 roku Jan Kidawa-Błoński Różyczką dziejąca się niemal w tym samym momencie, bo  w latach 1967-1968, w której sportretowano zauroczenie starszego pisarza młodą, piękną kobietą, która okazała się TW o pseudonimie Różyczka.

 

W tym samym roku Jan Jakub Kolski zaprezentował Wenecję z bohaterkami dorównującymi zmysłowością, witalnością i niezależnością Iwaszkiewiczowsko-Wajdowskim Pannom z Wilka, opowieść o związanym z II wojną światową kresie pewnej epoki rozumianym jako koniec pięknego i swobodnego świata. W 2011 roku pojawiła się Róża Wojciecha Smarzowskiego, której autor poprzez zaprezentowanie dziejów tytułowej bohaterki, Mazurki, nie tylko „dotknął” jednego z mitów założycielskich PRL-u dotyczącego Ziem Odzyskanych, ale, co wydaje mi się o wiele ważniejsze, upomniał się o szczególnego rodzaju ofiary wojenne, niemal nieobecne w dyskusjach o polskiej przeszłości – te, które doświadczyły wojennych gwałtów. Wreszcie (wreszcie, bo tekst ma przecież dotyczyć młodych twórców) Borys Lankosz i wyróżniony nagrodą główną gdyńskiego festiwalu Rewers (2009), portret Venus Victrix – Wenus Zwycięskiej, bo kimś takim jest Sabina, która z miłości do jednego mężczyzny wprawdzie zabiła drugiego, ale z miłości do tego drugiego zaakceptowała swoje wymuszone macierzyństwo.

Przywołałam te wszystkie realizacje, bo stanowią one pierwszy głos w zasugerowanym wyżej dialogu, objawiający „skąd jesteśmy” i „jacy jesteśmy”. We wszystkich tych realizacjach (z wyjątkiem filmu Kolskiego, gdzie nie mam mowy o narodzinach, czyli początku, i nic dziwnego, skoro obserwujemy koniec piękna i wolności) dziecko pojawia się jako konsekwencja gwałtu albo pozamałżeńskiego romansu. Wiera (Swietłana Chodczenkowa) z Małej Moskwy rodzi Wierę, której ojcem jest polski porucznik (Lesław Żurek) – kochanek, a nie mąż.  Nie wiadomo, czy ojcem dziecka Kamili Sakowicz (Magdalena Boczarska), TW Różyczki, jest jej dawny narzeczony, esbek Rożek (Robert Więckiewicz), czy mąż, zakochany pisarz (Andrzej Seweryn). Sabina (Agata Buzek) zaszła w ciążę w wyniku „narzeczeńskiego” gwałtu, jakiego dopuścił się na niej Bronek (Marcin Dorociński), esbek rozpracowujący jej zwierzchnika (Bronisław Wrocławski), i tylko dlatego adorujący samotną i spragnioną męskiego zainteresowania dziewczynę. Kto był ojcem dziecka, jakie straciła Róża (Agata Kulesza), również nie wiadomo, tak wiele razy kobietę skrzywdzono. Zatem taka jest nasza przeszłość, którą możemy wyprzeć albo zaakceptować.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa