Czy Słowacja opuści NATO?

Szczepionki, NATO, UE – na Słowacji wszystko jest polityczne.


Słowacja wstąpiła do NATO dopiero w 2004 r., po procesie „nadrabiania zaległości”po erze populistyczno-autorytarno-kleptokratycznego reżimu premiera Vladimíra Mečiara, Ruchu na rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) oraz jego sojuszników. Dziś, przyglądając się debacie na Słowacji, trudno nie zadać sobie pytania, czy któryś z przyszłych rządów nie zdecyduje, że czas opuścić NATO.

Konsekwencje apatii

Warto sprawdzić sondaże. Niektóre pokazują, że poparcie dla NATO wśród Słowaków nieco wzrosło. Ale duży sondaż zlecony przez Sojusz przed szczytem w czerwcu 2021 r. wskazuje, że NATO obchodzi obywateli Słowacji w niewielkim stopniu.

Tylko nieco ponad połowa, bo 53 proc. Słowaków, uważa, że „relacje między Ameryką Północną a Europą w radzeniu sobie z wyzwaniami bezpieczeństwa w dzisiejszych czasach?” są ważne. Gorzej w odpowiedzi na takie pytanie wypada tylko Czarnogóra (50 proc.). Jeśli uwzględnimy odpowiedź „nie wiem”, wtedy tylko 51 proc. Słowaków zagłosowałoby za przynależnością swojego kraju do NATO. Jest to najgorszy wynik spośród wszystkich 30 państw członkowskich.

Można zapewne twierdzić, że obecny kryzys rosyjski z pewnością wpłynął na te poglądy, zwłaszcza w obliczu reakcji NATO, które jest gotowe wzmocnić obronę swojej wschodniej flanki. Jednak w rzeczywistości, jak wynika z najnowszego sondażu agencji Focus dla stacji telewizyjnej Markíza, 44,1 proc. Słowaków wini USA i NATO za to, jak wygląda sytuacja między Ukrainą a Rosją, podczas gdy 34,7 proc. twierdzi, że to Moskwa jest problemem.

Powszechna rusofilia

Nastroje prorosyjskie są głęboko zakorzenione w słowackim społeczeństwie, ale to, co widzimy, jest pewnego rodzaju zwrotem. Jak zauważył słowacki dziennik „SME”, jeszcze osiem lat temu aż 83 proc. mieszkańców Słowacji sprzeciwiało się agresji Rosji na Ukrainę. ”W ciągu ośmiu lat rosyjska machina dezinformacyjna przekonała znaczną część słowackiej opinii publicznej, że białe jest czarne, a czarne jest białe” – pisze Miroslava Sawiris, pracownik naukowy z Centrum Demokracji i Odporności GLOBSEC, cytowana przez „SME”.

Teraz można zacząć się zastanawiać, co było pierwsze, jajko czy kura. Czy to moskiewska propaganda znalazła podatny grunt ze względu na wspomniane już prorosyjskie nastroje? Czy może największym problemem było to, że słowaccy przywódcy polityczni zrobili bardzo mało, aby jasno zakomunikować, że ich kraj jest w UE i NATO, a to, co Rosja zrobiła Ukrainie, jest absolutnie nie do przyjęcia?

Oczywiście, chodzi o jedno i drugie. Podczas gdy w 2014 r. Słowacy nadal uważali, że winę ponosi Rosja, kanały dezinformacyjne zalały internetowy dyskurs publiczny kłamstwami, przeinaczeniami prawdy i mylącymi twierdzeniami. I prawie żaden słowacki polityk nie był skłonny publicznie bronić Ukrainy. Zazwyczaj tylko beznamiętnie powtarzali, że Krym został zaanektowany nielegalnie, a Słowacja zrobiła wiele, by pomóc Ukrainie, zgadzając się na rezerwowy przepływ gazu. Wymagało to jednak telefonu od ówczesnego wiceprezydenta USA Joe Bidena. I nie należy zapominać, że nie był to prezent od Słowacji dla Ukrainy – Bratysława czerpała z tego dochody.

Brak konsensusu wokół NATO

Jeśli chodzi o NATO, Słowacja wysłała wojska do wzmocnionej wysuniętej obecności na Łotwie, ale wahania, co do utworzenia struktury Jednostek Integracji Sił NATO (NFIU), były oczywiste. Jeszcze większe było niezdecydowanie rządu premiera Roberta Fico, by w sposób rzeczowy przedyskutować tę kwestię z opinią publiczną. Ale w końcu NFIU dostało zielone światło.

Apogeum debaty na temat przynależności Słowacji nastąpiło wraz z pozornie niekontrowersyjnym Porozumieniem o Współpracy Obronnej USA (DCA). Choć umowa ma charakter dwustronny, wpisuje się w natowski duch, zgodnie z którym ważna jest bliska współpraca z sojusznikami. Od 2020 r. Słowacja ma rząd składający się z czterech partii koalicyjnych, a ministra spraw zagranicznych Ivana Korčoka i ministra obrony Jaroslavę Naď można śmiało określić mianem transatlantyków.

Od początku obaj politycy starali się mówić więcej o NATO, ale także o UE, tłumacząc społeczeństwu, jak ważna dla bezpieczeństwa i dobrobytu Słowacji jest przynależność do Sojuszu i Unii. Jednak przez wiele lat przywódcy polityczni tego kraju podkreślali skrajnie pragmatyczne powody przynależności do NATO i UE. Gdyby krótko podsumować ich stanowisko, mogłoby one brzmieć: dajcie nam pieniądze, chrońcie nas, ale nie wymagajcie zbyt wiele od Słowacji.

Rozpoczęcie wyjaśniania społeczeństwu, że być może członkostwo Słowacji powinno przynajmniej od czasu do czasu wykraczać poza ten czysty utylitaryzm, byłoby zadaniem herkulesowym nawet bez pandemii COVID-19. Po wybuchu pandemii było to w zasadzie niemożliwe. Rząd stracił ogromną część poparcia z powodu chaotycznego zarządzania kryzysem zdrowotnym.

Nikt nie może się dziwić, że DCA stało się przedmiotem sporu politycznego. Szczepionki, NATO, UE. Na Słowacji wszystko jest polityczne. Co widzimy, gdy przyjrzymy się słowackiej opozycji parlamentarnej? Partie skrajnie prawicowe, Robert Fico i jego Smer pozornie walczący o to, by trzymać się jak najdalej od więzienia, oraz kompletnie pusta ideologicznie partia Hlas byłego członka Smeru i byłego premiera Petera Pellegriniego.

Rosja stawia na opozycję?

To prawda, jeśli spojrzymy na obecny rząd Słowacji, nie ma powodów do radości. Ale w przypadku DCA nie o to chodzi. Ogólny słowacki konsensus w sprawie polityki zagranicznej zawsze był w mniejszym lub większym stopniu płytkim mitem. Kiedy jednak opozycja postanowiła określić słowackich ustawodawców, którzy głosowali za DCA, mianem „zdrajców”, przekroczyła wszelkie granice cywilizowanej dyskusji. Kuriozalne jest to, co opozycja usłyszała od prokuratora generalnego Maroša Žilinki, który w zasadzie powiedział, że DCA jest gorsze niż traktat, jaki socjalistyczna Czechosłowacja otrzymała od ZSRR po inwazji w 1968 r.

Łatwo sobie wyobrazić raporty wysyłane z ambasady rosyjskiej w Bratysławie do Moskwy, że debata nad DCA pokazała, iż Kreml powinien w przyszłości zdecydowanie postawić na słowacką opozycję.
„Przekonaliśmy się, że geopolityczne linie podziału widzimy bezpośrednio w parlamencie. W ciągu trzech dekad od listopada 1989 r. część sceny politycznej straciła swój kompas. Albo straciła wszelkie ograniczenia i używa czegokolwiek w wewnętrznej walce politycznej, w tym tak poważnych spraw, jak bezpieczeństwo i ochrona Słowacji” – powiedział słowacki minister Korčok na 20. dorocznej konferencji przeglądowej poświęconej polityce zagranicznej i europejskiej Republiki Słowackiej, zorganizowanej przez Słowackie Stowarzyszenie Polityki Zagranicznej (SFPA).

Jeśli wszystkie czerwone linie zostaną przekroczone, a wszelkie ograniczenia znikną, co się stanie, jeśli obecny rząd zastąpi opozycja? Wydaje się, że najlepsze, na co możemy liczyć, to to że Słowacja pozostanie w Sojuszu, ale działania NATO–Słowacja zostaną wyraźnie osłabione.

Uaktualnienie: Ponad 77 proc. Słowaków uważa inwazję Rosji na Ukrainę za akt agresji. Ostatnie sondaże pokazują, że połowa społeczeństwa zgodziłaby się na stacjonowanie wojsk NATO w kraju, a 61 proc. osób uważa, że członkostwo w NATO jest korzystne dla Słowacji. To znacząca zmiana w stosunku do sceptycznego wobec NATO trendu, w jakim jeszcze niedawno znajdowało się słowackie społeczeństwo.

Artykuł ukazał się w języku angielskim w Visegrad Insight. Tekst jest częścią projektu #DemocraCE.

Fot.  Alexandre DESBOS / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa