Czy Izrael wierzy w krasnoludki?

Kim są imigranci w kraju, w którym każdy jest na swój sposób imigrantem? Czy potrzeba magicznych sił, na przykład krasnoludów, aby rozwiązać społeczne problemy Izraela? O fascynującej książce Sary Shilo opowiada Martynie Obarskiej tłumaczka Agnieszka […]


Kim są imigranci w kraju, w którym każdy jest na swój sposób imigrantem? Czy potrzeba magicznych sił, na przykład krasnoludów, aby rozwiązać społeczne problemy Izraela? O fascynującej książce Sary Shilo opowiada Martynie Obarskiej tłumaczka Agnieszka Podpora.

fot. Agnieszka Podpora
fot. Agnieszka Podpora

Kiedy przyszły do ciebie krasnoludki?

Od kilku lat jestem redaktorką merytoryczną tekstów z szeroko pojętego obszaru tematyki żydowskiej, głównie związanej z Izraelem. Od dłuższego czasu współpracuję z Wydawnictwem Czarne. Jestem lektorem, czytam dużo  książek, które docierają do nich od izraelskich agentów. No i któregoś dnia redaktorki, z którymi współpracuję, natrafiły na angielską wersję książki Sary Shilo i powiedziały: „Ta książka bardzo do ciebie pasuje, może chciałabyś ją przetłumaczyć?”. Sprowadziły dla mnie oryginał. Język ma znaczenie – okazało się, że przetłumaczona na angielski ta powieść jest w porządku, ale dopiero w języku hebrajskim porywa. Angielski nie przyjmuje chyba tak dobrze języka pogranicza, trochę go spłyca. Hebrajska wersja mnie uwiodła, zawsze chciałam przetłumaczyć coś tak literackiego.

Redaktorki natrafiły na tę książkę przypadkiem, nie słyszałaś o niej wcześniej? Krasnoludki nie przyjdą została przecież obsypana nagrodami w Izraelu. W którym momencie rozwoju popularności tej książki zaczęłaś pracę nad tłumaczeniem?

Czytam sporo izraelskiej literatury, którą zresztą zajmuję się też naukowo, i staram się być w miarę na bieżąco z nowościami, ale Izrael to kraj, w którym, według różnych danych, rocznie wydaje się średnio 7 tysięcy tytułów – przy ok. 8 milionach mieszkańców. To bardzo dużo również w porównaniu z Polską. U nas ten stosunek, według nieregularnych szacunków, wynosi mniej więcej 22 tysiące na 40 milionów. Dlatego raczej nie sposób śledzić wszystkiego, co pojawia się na ich rynku wydawniczym, nawet tych książek, które zostały zauważone i wyróżnione równie licznymi w tym kraju nagrodami literackimi.

Książka Sary faktycznie dostała ich bardzo dużo, zarówno mniejszych zaraz po wydaniu w 2005 roku, jak i nagrody rządowe, ale głównym przełomem okazała się nagroda Sapira w 2007 roku, największa i najważniejsza nagroda literacka w tym kraju. Wtedy jej debiut zyskał jakąś taką rozbujaną lokalną popularność, a jakiś czas później pojawiał się także za granicą, w Niemczech, Anglii i Holandii. Warto tutaj wspomnieć o czymś, co łączy się z tym wyróżnieniem, a czego brakuje w polskim myśleniu o nagrodzie literackiej. Oprócz pieniędzy, które są całkiem spore (laureat dostaje 150 tys. szekli, czyli jakby nie liczyć sporo ponad 100 tys. zł), nagrodzony otrzymuje w ramach nagrody finansowanie tłumaczenia książki na wybrany język.

I jaki język Shilo wybrała?

Praktycznie wszyscy wybierają w takiej sytuacji angielski – ze względu na możliwy duży rezonans. Dzięki takiej decyzji książka trafiła i do nas. Myślę, że to w ogóle jest fajne rozwiązanie, które mogłoby się sprawdzić również w Polsce. Nie jest to wcale droga inwestycja, a to naprawdę duży krok w kierunku promocji literatury narodowej.

Widma nad Izraelem

Czy to, że Krasnoludki nie przyjdą dostało tyle nagród, było rodzajem wsadzenia kija w mrowisko? Potwierdzeniem, że pewnych tematów we współczesnej izraelskiej powieści się nie porusza? Izraelczycy w końcu dostrzegli, że to trochę odkrywanie nowego lądu w ich kraju…

Jeśli nie wsadzeniem kija, to na pewno docenieniem sposobu, w jaki Shilo się nad tym mrowiskiem pochyla. Potwierdza to wiele rozmów, chociażby z samą autorką, o jej doświadczeniach z recepcji tej książki w różnych środowiskach – od szkół po kibuce. Shilo mówiła, że otrzymała bardzo dużo telefonów, maili, listów od ludzi, którzy jakoś się identyfikowali z tą czy inną postacią, z tym czy innym tematem poruszonym w książce.

Oczywiście wiadomo, że dla polskiego czytelnika nie wszystkie złożoności i problemy zawarte w Krasnoludkach… są czytelne, ale dla ludzi zorientowanych w tych realiach albo świadomych tego, jak wyglądała sytuacja w latach 70. i na początku lat 80. w Izraelu, jest to bardzo przejmująca historia. Trzeba wiedzieć, że ten czas w historii Bliskiego Wschodu w ogóle, a Izraela szczególnie, był bardzo niespokojny i obfitował w napaści i zamachy na tle etnicznym i rasowym, również po stronie żydowskiej. Wielu Izraelczyków pamięta dobrze czasy wojny domowej w Libanie i przeprowadzone na tym terenie operacje Cahalu, aż do akcji „Pokój dla Galilei”, zwanej pierwszą wojną libańską. Wielu z nich, kiedy odczytało w książce Shilo aluzje lub dosłowne cytaty z wypowiedzi ówczesnego ultraprawicowego premiera Menachema Begina czy rabina Meira Kahane, który był postacią historyczną, zobaczyło, że te wszystkie widma nadal unoszą się nad Izraelem.

W książce Sary te radykalne czy wręcz faszyzujące tendencje, tak samo jak problemy związane ze składem społecznym w Izraelu, są opisane wprost. Myślę, że dla czytelników ta lektura była być może nie szokiem, ale uświadomieniem sobie, że o tych problemach, które są nadal aktualne i o imigrantach można pisać nie w sposób wywyższający czy utylitarny, ale bardzo uwrażliwiający i przejmujący zarazem. Myślę, że autorce udało się pokazać konkretny problem, ale przy okazji napisać coś głęboko prawdziwego o samym Izraelu; coś, co dotyka doświadczeń wielu ludzi tam, a nam pokazuje inną, nieznaną twarz tego kraju. Sara trafiła do miejscowości, którą opisuje, jako żołnierka. Potem przez wiele lat prowadziła tam działalność kulturalną i obywatelską, sama jest Żydówką orientalną.

Ona jest Mizrachijką, prawda?

Jej ojciec jest Żydem syryjskim, a matka Żydówką iracką. Dorastała w Jerozolimie w dość dobrze usytuowanej rodzinie, jednak w rozmowach zawsze podkreśla, że jej pochodzenie było powodem dyskryminacji i ksenofobicznych postaw w interakcjach z rówieśnikami. Do Ma’alot, które jest pierwowzorem bezimiennego miasteczka opisanego w powieści, trafiła w ramach swojej służby wojskowej, którą odbywała w jednostce powiedzmy bardziej edukacyjno-społecznej niż związanej bezpośrednio z walką. Wtedy zobaczyła na własne oczy, jak wyglądają takie mieściny czy miasteczka, do których kierowano masowo imigrantów, często z jednego miejsca, tak w tym przypadku z Maroka. Ma’alot jest bardzo dobrym przykładem, że takie działania były zarzewiem różnych problemów. Dodajmy jeszcze, że samo miasteczko stało się również areną porachunków. W 1974 roku terroryści zaatakowali szkołę i zabili około 20 osób, głównie uczniów. To wydarzenie nazywa się masakrą w Ma’alot. W książce są też bezpośrednie odniesienia do ataku terrorystów arabskich na jeden z budynków w miasteczku. Po stronie żydowskiej mamy z kolei opisywane przez Shilo jawnie rasistowskie i nawołujące do przemocy wystąpienia ultranacjonalistycznego rabina Kahane.

W książce widzimy go, jak przemawia na placyku – najprawdopodobniej podczas swojej kampanii do Knesetu w 1984 roku. Jeździł wtedy po całym Izraelu. Wcześniej działał w Stanach Zjednoczonych, gdzie założył taką paramilitarną, i w sumie też terrorystyczną, organizację Jewish Defense League. W latach 70. wyemigrował do Izraela, gdzie przewodniczył partii o nazwie Kach (hebr., pol. „tak”). Jej symbolem była zaciśnięta pięść na żółtym tle z napisem „rak kach” – „tylko tak”. Całą resztę można sobie dopowiedzieć. Chodziło o to, że Żydzi nie mogą być mniejszością we własnym kraju, co oznacza, że należy Arabów zaprosić do opuszczenia kraju, a jeśli nie będą chcieli tego zrobić samodzielnie, to trzeba będzie ich wyrzucić siłą. We fragmencie książki Eti cytuje go, zastanawiając się na przykład, co to znaczy, że „córy Izraela hańbią się z Arabami”. To były bardzo głośne sprawy w całym kraju.

Dziś tak samo. Wielu Izraelczyków, nawet nie będących imigrantami czy Żydami orientalnymi, ma doświadczenia związane z dyskryminacją, z przemocą, ze śmiercią. Dlatego tych, którzy pamiętają te wydarzenia albo mają podobne doświadczenia, ta książka bardzo dotknęła. Ona nie jest tylko o tym, że mamy bardzo wielu różnych imigrantów i sobie z tym nie radzimy. Pokazuje także wiele twarzy tego społeczeństwa. Myślę, że ona dotyka ludzi również poza Izraelem, jeśli czytają ją chociażby na tym najprostszym poziomie, związanym z historią konkretnej rodziny. W Niemczech na przykład powieść Shilo w świetnym tłumaczeniu Anny Birkenhauer stała się bestsellerem i miała bardzo duży czytelniczy i krytyczny rezonans.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa