CZERNECKI: Szkoła może być wehikułem rozwoju lokalnego

Jeżeli zależy nam na jakości edukacji w Polsce, to nie możemy polegać tylko na zagranicznych modelach. Dyskusja musi wypływać z naszego doświadczenia


Piotr Górski: Ostatnio o edukacji dużo się mówi, a to wszystko ze względu na konflikty wokół niej. Trwa spór między nauczycielami a rządem, choć strajk został zawieszony, gorąca dyskusja przetoczyła się również w związku z przyjęciem w Warszawie karty LGBT plus. W tym kurzu bitewnym od czasu do czasu przebija się również dyskusja o celu i kształcie edukacji szkolnej.

Igor Czernecki: W Polsce postępuje polaryzacja, radykalizacja, dominacja nie zawsze prawdziwych informacji. Musimy więc uodparniać młodych ludzi na te zagrożenia. Wzmacniać ich krytyczny umysł, zaszczepiać w nich poczucie odpowiedzialności za swoje otoczenie i budzić otwartość na świat, a co za tym idzie tolerancję.
Jednocześnie trzeba być świadomym występujących napięć między otwartością na świat a zakorzenieniem i poczuciem przynależności.

Mogą się one jednak wspierać.

Właśnie! Człowiek wykorzeniony, bez poczucia godności, nie będzie otwarty. Takich „napięć”, które należy godzić, jest zresztą więcej: rywalizacja i współpraca, dobre wyniki w szkole a dobre relacje z ludźmi.

Czy dzisiejsza szkoła dobrze przygotowuje uczniów do mierzenia się z takimi zderzeniami?

Nasza edukacja jest oparta na dziewiętnastowiecznym pruskim modelu. Nic nowego tu nie odkrywam. Jest ona niekompatybilna z wyzwaniami XXI wieku, kształci nie te umiejętności, które są w dzisiejszym świecie potrzebne. Współpraca w grupie, myślenie samodzielne – tym wartościom obecna edukacja w Polsce nie odpowiada.

Jeżeli zależy nam na jakości edukacji w Polsce, to nie możemy polegać tylko na zagranicznych modelach. Dyskusja musi wypływać z naszego doświadczenia. Potrzebujemy mądrych ludzi zajmujących się zawodowo edukacją. Z tego powodu powołaliśmy Nagrodę im. prof. Romana Czerneckiego, by pokazać, że doceniamy takie osoby i chcemy stymulować dyskusję o edukacji.

Więcej o zgłoszeniach dowiecie się na stronie konkursu.

To pokazuję rolę, jaką mogą odgrywać organizacje pozarządowe w systemie edukacji. Jednak z ich strony potrzebne są również bardziej konkretne działania, w szczególności w obszarze edukacji obywatelskiej.

Dlatego pracujemy z uczniami z miejscowości do 30 tys. mieszkańców. To rejony Polski, które najmniej skorzystały z przemian ostatnich trzech dekad. Brak perspektyw oznacza, że są to miejsca najbardziej podatne na radykalizację, na wykluczenie oraz wszystkie tego skutki – brak tolerancji, resentymenty. W wyborach samorządowych w takich miejscach wygrało właśnie Prawo i Sprawiedliwość. W ten sposób chcemy również zmieniać sytuację, którą opisałem wcześniej.

Co zmieniacie w życiu ucznia czy uczennicy?

Umożliwiamy licealistom z mniejszych miejscowości, w których oferta edukacyjna i kulturalna jest bardzo słaba, naukę w ciekawych szkołach. Nie chodzi tu o te zajmujące najlepsze miejsca w jakichś rankingach, ale o takie szkoły, które oprócz edukacji na wysokim poziomie oferują coś więcej, mają „nerw” społeczny. Obecnie współpracujemy z placówkami z 11 miast.

Czyli stawiacie na mobilność młodych osób, na otwartość.

Nie mamy innego wyboru. W miejscowościach objętych programem nie ma odpowiedniej oferty. Jesteśmy świadomi, że może to wzmacniać trend, nie w pełni pozytywny, „wysysania” ludzi z mniejszych miejscowości do większych. Ale na razie nie ma na to rady.

Młodą osobę mającą zainteresowania, błysk w oku i chcącą iść na przód trudno też byłoby od tego odciągnąć tylko dlatego, że byłoby to niezgodne z wizją zrównoważonego rozwoju państwa.

Okey, a co z zakorzenieniem?

Budując u młodej osoby poczucie wysokiej samooceny i własnej wartości, przygotowujemy ją na komfort większej otwartości, większej tolerancji. Ale robimy to także poprzez zaszczepianie im poczucia odpowiedzialności za otoczenie, z którego pochodzą. Chcemy aktywizować takie osoby, pokazywać im, co można zrobić, co można zmienić.

Także w miejscowościach, z których wyjechały? By robiły tam fajne akcje, zmieniały tamtejszą społeczność. Czy chcecie wydobyć potencjał osoby, który niezależnie od miejsca może przynieść coś dobrego?

Kładziemy duży nacisk, by uczniowie nie urywali kontaktu z miejscem, z którego pochodzą. Współpracując z portalem MamPrawoWiedzieć.pl, mieliśmy stypendystów biorących udział przy tworzeniu pytań do lokalnych kandydatów z rodzimych miejscowości czy regionu podczas wyborów samorządowych. Dzięki warsztatom prowadzonym przez Stowarzyszenie61 mieli know how dotyczące tego, jakie zadawać pytania, jak domagać się odpowiedzi.

Oczywiście życie tych młodych ludzi toczy się w tych większych miejscowościach. Siłą rzeczy więc część aktywności społecznej odbywa się właśnie tam. Ale kluczowe jest uświadomienie tym osobom, które często przeszły edukację niższej jakości na etapie szkoły podstawowej, że nie powinny skupić się wyłącznie na doganianiu i prześciganiu swoich koleżanek i kolegów z liceów z większych miast. My próbujemy im pokazać, że ważne są również inne cele.

Chcecie przełamywać syndrom prymusa? Pewnie wielu z Waszych stypendystów to uczniowie z dobrymi wynikami w nauce, co może prowadzić do postawienia na rywalizację i skupieniu się na osiągnięciach.

Szukamy osób rokujących do rozwijania się w jakimś kierunku, nie prymusów.

Widać jakieś szczególne obszary zainteresowań wśród młodzieży, która zgłasza się do Waszego programu?

Dominują zainteresowania przedmiotami ścisłymi. Prawie się złapałem na tym, by użyć określenia umysły ścisłe. Trzeba na to uważać.

Dziś wiemy, że podział na umysły ścisłe i humanistyczne to fikcja.

Tak, fikcja, która jest utwierdzana przez to, że ludzie myślą, że tak właśnie jest. Trzeba uważać na te stereotypy, ponieważ potem powodują np. to, że dziewczynom idzie gorzej w matematyce.

O tym pisali chociażby dr Sylwia Bedyńska, dr hab. Izabela Krejtz i prof. dr hab. Grzegorz Sędek, ubiegłoroczni laureaci Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego. Wróćmy jednak do tego, w czym upatrują swojej szansy uczniowie z mniejszych miejscowości?

Mamy dużo osób chcących zostać lekarzami, dużo chcących studiować biochemię. To może być wynik presji, ponieważ to zawody, które nie znikną, gwarantują stały zarobek. Widzimy więc pewien „konserwatyzm” w wyborach, ale my nie oceniamy zainteresowań, skupiamy się na ich jakości.

A co z jakością życia w mniejszych miejscowościach? Czy są one obiektem zainteresowań organizacji z dużych miast innym niż drenaż najbardziej obiecujących osób?

Jakiś czas temu zadaliśmy sobie pytanie, czy jest szansa dla małych miejscowości znajdujących się nieco na uboczu, które nie sąsiadują z większym ośrodkiem, mogąc pełnić rolę jego przedmieść, ani nie są pięknymi miejscami na mapie Polski, do którego jeżdżą turyści, jak np. Suwałki.

Chcąc sprawdzić, czy możliwe jest odwrócenie tego trendu, zaczęliśmy współpracować ze szkołą w Szczekocinach, w której mój dziadek był pierwszym dyrektorem po wojnie. Jest to szkoła jak tysiące innych, niczym szczególnym się nie wyróżniająca, może poza tym, że jeden z jej nauczycieli jest laureatem Nagrody im. Ireny Sendlerowej. Zastanawiamy się, czy wokół szkoły można stworzyć atmosferę pozwalającą animować najbliższe otoczenie.

By szkoła stała się wehikułem rozwoju nie tylko miasta, ale i całej okolicy.

Tak. W okolicach Szczekocin jest spory biznes obróbki drewna. Razem z lokalnymi przedsiębiorcami przygotowujemy strukturę, przestrzeń przed szkołą, w której można prowadzić zajęcia. Chodzi o to, by dzieci wyszły z budynku szkoły, by były na świeżym powietrzu. To tworzy inną atmosferę zajęć. Przy okazji współpracujemy z lokalnymi producentami, którzy czują się za ten projekt odpowiedzialni, którzy decydują o jego kształcie.

To próba mobilizacji lokalnej społeczności, akurat na rzecz szkoły, ale wszyscy na tym zyskują. Dzieci są na świeżym powietrzu, a przecież aż się prosi, by będąc w małomiasteczkowej szkole, a nie gdzieś na Ursynowie, nie odcinać od tego, co jest najpiękniejsze w okolicy – lasu, świeżego powietrza.

Ponadto wspólnie z absolwentami szkoły i z pomocą warszawskiej STOCZNI chcemy też przy rynku w Szczekocinach stworzyć Makerspace, wspólną przestrzeń z szybkim Internetem, gdzie będzie można wymieniać się pomysłami, organizować wydarzenia, spędzać razem czas.

Ogólnie traktujemy to jako pilotażowy projekt będący odpowiedzią na to, że wyciągamy uczniów ze szkół z mniejszych miejscowości, które cierpią na tym, bowiem „odbieramy” im potencjalnego ucznia, a za nim idą przecież pieniądze z ministerstwa. Jeśli się uda, chcielibyśmy powielać ten pomysł w innych miejscowościach.

Co będzie dla Was sukcesem w tym projekcie?

Oczywistym miernikiem jest to, czy szkoła przetrwa. To zależy, czy rodzice z dalszych okolic będą chciały posyłać swoje dzieci do niej, czy będą wysyłali je do Częstochowy, Krakowa czy Kielc. Ale ważne będą też sygnały o samodzielnym rozwoju w zakresie kształcenia się nauczycieli, uczniów i absolwentów.

Alicja Pacewicz w niedawnej rozmowie ze mną powiedziała, że nauczyciele w największym stopniu odpowiadają za zróżnicowanie poziomu edukacji, a nie to, gdzie mieści się szkoła. Choć to, jaką edukację odbierze nasze dziecko, zależy więc trochę od przypadku, to jednak jest to optymistyczne, ponieważ nauczyciele mogą się rozwijać, można też wspierać ich rozwój.

To ważne przede wszystkim w małych miejscowościach w wymiarze naukowym, społecznym i kulturowym. Ważne, by podejmowali różne aktywności. Może to być odmalowywanie przystanków czy zamalowywanie haseł z mową nienawiści, albo wyjazdy do teatru. I to również wspieramy poprzez program grantowy dla nauczycieli z małych miejscowości.

Wsparcie lokalnych siłaczy. Wszystko, o czym tu mówimy, pokazuje, że szkoła mierzy się właściwie z tradycyjnymi już wyzwaniami. A wszystko sprowadza się do kompetencji, które są trudno mierzalne – umiejętności współpracy czy krytycznego myślenia. Ale są jeszcze wyzwania biorące się z przemian technologicznych. Jakie kluczowe dylematy stoją dziś przed polską szkołą?

Odpowiedź na to pytanie zostawiam osobom bardziej kompetentnym, tym, którzy zgłoszą się do Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego. Mogą przesyłać teksty akademickie publikowane w pismach naukowych, publicystyczne mające zwracać uwagę na dylematy w edukacji i przedstawiające je szerszej publiczności, a także teksty profesjonalne, które pojawiają się w pismach branżowych i są czytane przez nauczycieli i praktyków.

Igor Czernecki – historyk idei, Przewodniczący Rady Edukacyjnej Fundacji im. prof. Romana Czerneckiego.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa