Czego polscy politycy mogą nauczyć się od burmistrzów Nowego Jorku?

Wybory samorządowe zbliżają się wielkimi krokami. Obietnice wyborcze zawsze odwołują się do wyobraźni elektoratu – kandydaci wkrótce będą snuć swoje wizje i wspólne marzenia, często jako przykłady podając niedoścignione wzory. Kiedyś Polska miała stać się […]


Wybory samorządowe zbliżają się wielkimi krokami. Obietnice wyborcze zawsze odwołują się do wyobraźni elektoratu – kandydaci wkrótce będą snuć swoje wizje i wspólne marzenia, często jako przykłady podając niedoścignione wzory. Kiedyś Polska miała stać się drugą Japonią, potem Irlandią, dziś każde polskie miasto chce być drugim Nowym Jorkiem. Tymczasem sam Nowy Jork się zmienia. O tym, w którym kierunku potoczą się losy tego miasta mówią przemówienia jego burmistrzów.

Na początku 2014 roku burmistrzem Nowego Jorku został Bill de Blaiso, zastępując tym samym urzędującego przez ponad 10 lat Michaela Bloomberga. Jednym z najważniejszych wydarzeń po ogłoszeniu wyników głosowania jest pierwsze przemówienie elekta. Porównania z poprzednikami są w tym wypadku nieuniknione. Jak de Blasio wypadł na tle Bloomberga?

 

Lepszy start

@postopp1 / Flickr.com
@postopp1 / Flickr.com

Według de Blasio najważniejszym wyzwaniem dla współczesnego Nowego Jorku jest niwelowanie nierówności społecznych. Burmistrz podkreślał, że w mieście zbyt wiele ludzi żyje na skraju ubóstwa, dlatego jego głównym celem jest „zapewnienie wszystkim równych szans”. Na pierwszym miejscu de Blaiso stawia mieszkańców Nowego Jorku, chce inwestować przede wszystkim w ludzi. Burmistrz zapowiedział między innymi, że planuje zbudować 200 tysięcy mieszkań w „przystępnych” cenach. Oprócz polityki mieszkaniowej, de Blasio chce zająć się także publicznymi szpitalami, realizując tym samym wzniosły cel „zdrowie nowojorczyków ważniejsze od zysku ekonomicznego miasta”. Edukacja jest koleją dziedziną, w której polityk planuje wprowadzić zmiany. Oznajmił, że „dzieci Nowego Jorku zasługują, aby na szkolnictwo przeznaczyć miliardy dolarów więcej”. Tak postawione cele wyraźnie różnią się od podejścia, które reprezentował jego poprzednik. Bloomberg faworyzował bogatszą część mieszkańców miasta, de Blasio chce walczyć z rozwarstwieniem społecznym. Postulaty te na pierwszy rzut oka mogą wydawać się populistyczne, z drugiej strony jednak mogą być zapowiedzią rewolucyjnej zmiany polityki miejskiej Nowego Jorku.

Wyższe płace?

De Blasio już w swojej pierwszej przemowie zdążył zakwestionować politykę swojego poprzednika, podkreślając, że „w przeszłości oczekiwania nowojorskiej klasy robotniczej były ignorowane”. Zaznaczył, że od teraz ulegnie to zmianie. Bloomberg podczas swojej ostatniej kadencji rzeczywiście ograniczył wysokość pracowniczych pensji, twierdząc, że „dziura budżetowa sama nie zniknie, a ograniczanie wydatków dzisiaj, zapewni dobrobyt gospodarczy w przyszłości”. Wcześniej jednak znacząco podwyższał wynagrodzenia (za co był zresztą ostro krytykowany). Dopiero kryzys finansowy i trudna sytuacja ekonomiczna miasta skłoniły go do bardziej restrykcyjnej polityki. De Blasio twierdzi, że nie musi zmagać się już z tak ciężkimi warunkami gospodarczymi. „Wyniki Wall Street nie tylko wróciły do poziomu sprzed recesji, ale utrzymują się obecnie na bardzo wysokim poziomie ” – mówił. Jednak w porównaniu do sytuacji sprzed 2007 roku, Wall Street jest uboższe o dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Ponadto, boom sektora finansowego jest w dużej mierze spowodowany polityką fiskalną, utrzymującą bliski zeru poziom stóp procentowych, która sztucznie wywindowała obecny sukces ekonomiczny Wall Street. Czy Nowy Jork na pewno stać na zwiększenie płac?

@Metropolitan Transportation Authority of the State of New York  / Flickr.com
@Metropolitan Transportation Authority of the State of New York / Flickr.com

Dziedzictwo Fiorelli

De Blasio w przemówieniu zaznacza jednak, że cele jego polityki należy oceniać z dłuższej perspektywy czasowej. W swojej mowie zacytował słowa innego byłego burmistrza Nowego Jorku – Fiorelii La Guardia, który powiedział, że „polityk, który nie jest w stanie patrzeć pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt pięć lat wprzód, nie jest godny swojego urzędu”. De Blasio myśli perspektywicznie – wie, że dzisiejsze większe wydatki na podniesienie poziomu kapitału ludzkiego na pewno zwrócą się w przyszłości. Bloomberg w swoim pierwszym przemówieniu w 2002 roku także snuł plany wykraczające poza okres czteroletniej kadencji. Zaznaczył, że interesują go długoterminowe inwestycje; zapowiedział konieczność rewitalizacji nowojorskiej linii brzegowej i przedłużenie siódmej linii metra, poprawiającej dostępność komunikacyjną West Side na Manhattanie. Działalności Bloomberga i postulatom de Blasio przyświecały jednak zupełnie inne priorytety – Bloomberg jako burmistrz skupił się na poprawie jakości życia zamożnych mieszkańców Nowego Jorku. Zaniedbane części miasta zamienił w tętniące życiem dzielnice z luksusowymi apartamentowcami i przestrzeniami publicznymi dla nowej „klasy kreatywnej”. Efekt polityki Bloomberga – nie tylko tej mieszkaniowej, to postępujące rozwarstwienie społeczne nowojorczyków. Postulaty de Blasio stoją w opozycji do dorobku Bloomberga. Dla nowego burmistrza liczą się ci najbiedniejsi. Równe szanse dla wszystkich – to przesłanie trafnie podsumowuje pierwszą przemowę polityka.

Wspólnym mianownikiem postulatów Bloomberga i de Blasio była chęć poprawy jakości życia nowojorczyków. Obu politykom nie można zarzucić także krótkowzrocznego myślenia, niewybiegającego poza czteroletnią kadencję. Na tej płaszczyźnie zarówno Bloomberg, jak i de Blasio mogą stanowić wzór dla polskich polityków. To długoletnie planowanie i dobro mieszkańców powinno być w centrum rozpędzających się dopiero przed listopadowymi wyborami kampanii wyborczych. O tym, czy tak się stanie przekonamy się już niedługo.

Artykuł opracowany na podstawie: Nicole Gelinas, „A Tale of Two Speeches”, City Journal / http://www.city-journal.org/2014/eon0210ng.html#

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa