Cyfrowe humanistyki

Gdy konserwatywna nostalgia zderza się z technologicznym entuzjazmem, powinniśmy zacząć od dostrzeżenia złożoności problemu „cyfrowej humanistyki”. „Humanistyka w kryzysie”! – woła Adam Kirsch, rozpoczynając dyskusję na łamach „New Republic”. Cała? Nie. Jedna, jedyna dyscyplina, nie […]


Gdy konserwatywna nostalgia zderza się z technologicznym entuzjazmem, powinniśmy zacząć od dostrzeżenia złożoności problemu „cyfrowej humanistyki”.

„Humanistyka w kryzysie”! – woła Adam Kirsch, rozpoczynając dyskusję na łamach „New Republic”. Cała? Nie. Jedna, jedyna dyscyplina, nie tylko stawia opór, ale rozwija się coraz prężniej, przyciągając uwagę opinii publicznej i instytucjonalne granty. Dla Kirscha ta nowa, cyfrowa humanistyka stanowi jednak przede wszystkim modną markę, za którą kryją się mniej lub bardziej podejrzane zjawiska, niepostrzeżenie przekształcające sferę akademickiej i społecznej refleksji.

Tekst doczekał się szybkiej i gwałtownej polemiki ze strony autorów książki Digital_Humanities, którzy poczuli się osobiście dotknięci i bezlitośnie wypunktowali uproszczenia i naiwną nostalgię oponenta. Retoryczne zamknięcie przeciwnika w roli smutnego konserwatysty zafałszowuje jednak złożoność problematyki tej dyskusji; dyskusji, która rozpoczyna się także w Polsce. Warto więc wyrysować przynajmniej wstępną mapę pytań, procesów i zagadnień, składających się na „cyfrową humanistykę”.

(CC BY-NC-SA 2.0) T. Faltings / Flickr
(CC BY-NC-SA 2.0) T. Faltings / Flickr

Refleksja nad technologią

Dlaczego pewne sfery ludzkiej aktywności miałyby być uprzywilejowanym tematem refleksji? Podczas gdy badania nad wielką literaturą stanowią archetyp humanistycznej działalności, analiza „błahych” zjawisk społecznych i kulturowych po tylu dekadach wciąż walczy o podobne uznanie. Rozwój badań nad społecznymi kontekstami nowych technologii wpisuje się w wielką tradycję zwrotu ku codzienności, praktykom konstruowania wiedzy, dekonstrukcji kanonów. Schnapp i inni podkreślają, że wychodząc ku technologiom nie odrzucają dotychczasowego krytycznego etosu humanistycznej refleksji, a raczej otwierają nowy front rozważań, wymagający swoistej metodologicznej pracy. Ogólną krytykę technologii, którą znajdziemy choćby w powojennych pracach Martina Heideggera, muszą uzupełnić badania konkretnych praktyk. Tego typu badania rozwijają się także w Polsce, by przywołać choćby niektóre wystąpienia na konferencjach takich jak „Zwrot cyfrowy w humanistyce”, „Tekst [w] sieci”, „Nowe media a literatura – odczytanie przyszłości” czy prace Komisji Techno-Humanistyki przy Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego.

Oczywiście, Kirsch nie jest przeciwny takim badaniom – jego esej wręcz wpisuje się przecież w nurt krytycznej refleksji nad technologiami. Wiąże jednak z nimi pewne obawy. Najważniejsza przenika całość argumentacji: czy fascynacja technicznymi nowinkami nie stępi krytycznego nastawienia badaczy? I rzeczywiście, w krótkiej replice entuzjastów cyfrowej humanistyki nie znajdziemy w gruncie rzeczy świadomości osadzenia technologii w społecznej sieci mechanizmów władzy: „power” pojawia się przede wszystkim w kontekście potęgi nowych narzędzi (o których za chwilę). Nie rozstrzygając o stanowisku autorów Digital_Humanities, należy jednak przyznać, że zagrożenie jest realne. Postrzeganie technologii jako wykraczającej poza społeczne uwikłanie czy z drugiej strony – jako automatycznej maszyny emancypacji, rzeczywiście pojawiało się w entuzjastycznych analizach najnowszych przemian.

Technologia jako narzędzie humanistyki

Technologie cyfrowe mogą występować w kontekście humanistyki w przynajmniej podwójnej roli: jako temat badań i jako ich narzędzie – i to w tym drugim znaczeniu najczęściej używa się terminu „cyfrowa humanistyka” (tak też rozumieją go autorzy repliki). Oczywiście nie chodzi tu tylko o niebudzące kontrowersji wykorzystanie komputerowych edytorów tekstu, skanów trudno dostępnych tekstów i obrazów, narzędzi błyskawicznej komunikacji. Technologie cyfrowe pozwalają nie tylko na przyśpieszenie i ułatwienie żmudnej praktyki badań naukowych, ale też na błyskawiczną analizę ogromnych korpusów informacji, pozostających do tej pory poza zasięgiem ludzkiego badacza. W tym sensie przełom ma charakter jakościowy. Typowym przykładem takich badań może być choćby śledzenie rozpowszechniania w literaturze nowych słów (poprzez automatyczną analizę wszystkich zmagazynowanych tekstów) czy wykorzystywanie grafów do dokumentowania dynamiki sieci społecznych. Kirsch twierdzi, że rezultaty takich analiz są rozczarowujące i potwierdzają wcześniejsze przypuszczenia wykwalifikowanego badacza. Pozostaje jednak faktem, że wsparcie intuicji mądrego naukowca (na których rolę zwracał uwagę jeszcze Gadamer) przez coraz bardziej sprawne narzędzia ilościowe może pozwolić na stawianie pewniejszych tez. Podczas gdy do tej pory praca historyka, kulturoznawcy czy literaturoznawcy polegała w dużej mierze na dopisywaniu wiarygodnej narracji do z konieczności ograniczonej puli faktów, wprowadzenie narzędzi cyfrowych zbliża te dyscypliny do socjologii i ekonomii, w których swoboda interpretacji ustępuje do pewnego stopnia „faktyczności” hipotez testowanych na zbiorze mierzalnych faktów.

Technologie cyfrowe wydają się bardzo powoli wkraczać do arsenału polskich naukowców. Interesujące wystąpienia na wspomnianej już konferencji „Zwrot cyfrowy w humanistyce”, dotyczące programów do zarządzania informacjami, platform e-learningowych, analiz big data czy narzędzi do wizualizacji wiedzy muzycznej to dopiero zwiastuny nadciągających przemian: w wykorzystaniu komputerów humaniści pozostają w tyle nie tylko za przedstawicielami nauk przyrodniczych, ale także za socjologami. Kirsch w swoim tekście stawia pytanie: czy rzeczywiście wszyscy humaniści muszą biegle programować? Wyjaśnienie tego problemu można poniekąd znaleźć w tekście Anny Macher, w którym zwraca ona uwagę na indywidualizm, wpisany w etos humanistyki na świecie i w Polsce, a także wspierany przez instytucję uniwersyteckiej walki o punkty. Praca w interdyscyplinarnych grupach, łączących humanistów z informatykami, pozwoliłaby bowiem na przezwyciężenie trudności związanych z opanowaniem tak zróżnicowanych kompetencji przez pojedynczego badacza. Być może zamiast obowiązkowych kursów zaawansowanego programowania, humaniści potrzebują szkoleń  interdyscyplinarnej współpracy?

Alternatywną próbą rozwiązania tego problemu jest uruchomienie studiów „Humanistyka drugiej generacji” na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Absolwenci specjalizacji „Człowiek cyfrowy” mają łączyć humanistyczne rozeznanie z biegłością w posługiwaniu się najnowszymi technologiami. Tam nacisk położony jest jednak na umiejętności zawodowe – studia mają przygotowywać do zatrudnienia w charakterze copywritera, pracownika social media, twórcy portalowego contentu czy praktyka digitalizacji zasobów. Problem wprowadzenia narzędzi cyfrowych do polskiej, akademicki humanistyki pozostaje więc otwarty.

Paul Outerbridge Jr, Desk with Blueprint (1937) © The J. Paul Getty Museum
Paul Outerbridge Jr, Desk with Blueprint (1937) © The J. Paul Getty Museum

Zbawienie humanistyki przez cyfryzację

Czy rosnąca użyteczność narzędzi cyfrowych oznacza, że element ludzki może zostać w ogóle wyeliminowany? „Nie” – odpowiada sceptyk Kirsch, i „Nie”, odpowiadają entuzjaści Burdick, Drucker, Lunenfeld, Presner, i Schnapp. A jednak w rozwoju cyfrowej humanistyki dostrzec można elementy posthumanistycznego mesjanizmu: stara humanistyka, wymagająca czasu, zawsze niepewna, nieefektywna rynkowo i osadzona ideologicznie, miałaby zostać zastąpiona przez konkretne i sprawne analizy wielkich korpusów obiektywnych danych. Kształtowanie tego wizerunku może być zrozumiane w kontekście szerszych problemów tożsamościowych samej humanistyki. Jak udowodnić swoją przydatność wobec niewątpliwych osiągnięć informatyków czy inżynierów? Jak opuścić akademicką wieżę z kości słoniowej? Co zaprezentować politykom, przyzwyczajonym do mierzalnych parametrów? Czy dekonstrukcja wszystkich dyskursów nie doprowadziła do zanegowania także i naszej praktyki? Cyfrowa humanistyka, badająca „faktyczny” świat i zarazem wykorzystująca najnowsze narzędzia, może być traktowana jako próba podłączenia się pod nowoczesność – chyba najpotężniejsze źródło autorytetu. Przenosząc refleksję na jeszcze niższy poziom, możemy dostrzec w tych przemianach strategie młodych humanistów, dostrzegających swoje mizerne szanse na stałe zatrudnienie na uczelni (wąskie gardło po doktoracie w Polsce czy trudność z tenure w USA). Nowe pola refleksji i metodologii badań, nie obudowane jeszcze zastygłymi strukturami akademickich insiderów i ich zabetonowanych paradygmatów, stanowią więc (potencjalnie!) atrakcyjne przestrzenie naukowego rozwoju.

Nawet jeżeli cyfrowa humanistyka jest do pewnego stopnia ucieczką do przodu przed kryzysem dyscypliny, nie unieważnia to oczywiście całej praktyki. Jeśli etycznym obowiązkiem naukowca jest wykorzystywanie najdoskonalszych dostępnych narzędzi, humaniści prędzej czy później muszą wykroczyć poza stare style działalności. Z drugiej strony, same technologie domagają się krytycznego przemyślenia, nawet jeżeli taka refleksja naraża nas na zarzuty o konserwatyzm. Dając się ponieść entuzjazmowi, możemy bowiem utracić coś bardzo ważnego.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa