Jesienna gra w tchórza

Szykuje się nam gorąca jesień. Związki w pełnej zgodzie ogłaszają wrzesień miesiącem protestów, przebąkują coś o strajku generalnym. Rząd idzie na czołowe. Związki zawodowe więdną W ciągu dwudziestu kilku lat poziom uzwiązkowienia w społeczeństwie spadł z […]


Szykuje się nam gorąca jesień. Związki w pełnej zgodzie ogłaszają wrzesień miesiącem protestów, przebąkują coś o strajku generalnym. Rząd idzie na czołowe.

Związki zawodowe więdną

W ciągu dwudziestu kilku lat poziom uzwiązkowienia w społeczeństwie spadł z około 18% w 1991 roku do ledwie 4,5% dziś (wśród pracujących to spadek z 28 do 15%). Trend jest jednoznaczny. Jeszcze kilka lat bez wyraźnych (lub choćby medialnych) sukcesów, i związki przestaną się liczyć jako siła polityczna na szczeblu krajowym. A – jak widać – związkowi przywódcy mieli i mają polityczne ambicje. Wojciech Duda jest najlepszym tego przykładem.

Poznaj 10 mitów na temat związków zawodowych Jakuba Kapiszewskiego w „Dzienniku Gazecie Prawnej”

work_or_riot

Silny zryw jest zatem związkom niezbędny do tego, by porwać masy i odzyskać mandat społeczny. Jest jednak i druga strona tej monety. Jeśli strajk generalny okaże się niewypałem, związki się skompromitują. Skoro należy do nich jedynie 15% pracujących, z wielką koncentracją w firmach państwowych i administracji, to taki strajk może być mało medialny. Być może stanie na kilka dni PKP, ale to się zdarza od czasu do czasu i bez strajku. Zresztą –  odpowiedzialnością pasażerowie obciążą kolejarzy, a nie rząd. Strajku w urzędach petenci mogą nawet nie zauważyć. Dzieci ucieszą się z braku szkoły…

Możliwa jest odbudowa zdrowych związków zawodowych

Swoją drogą – znam zakłady, w których strajku raczej i tak nie będzie, i to pomimo sporego uzwiązkowienia. Pracownicy i związkowcy zdają sobie tam sprawę, że straty wywołane strajkiem mogą wykończyć zakład. Wątpliwe, by ryzykowali własnymi miejscami pracy w imię wielkiej polityki. Wielkie zadęcie może skończyć się cichutkim spuszczeniem powietrza… A to koniec mitu o sile związków i szansa na odzyskanie inicjatywy przez PO.

Związki zawodowe – grupa wąsatych kolesi dbająca o własne brzuchy – Daniel Rząsal, Forsal.pl

Nieudana akcja niewątpliwie spowoduje też ograniczenie dziwacznych przywilejów związkowych. Koniec etatowych stanowisk i innych apanaży byłby poważnym ciosem w finanse związków. Wraz z kurczącą się bazą członków maleją wpływy ze składek. Być może wówczas związki zajęłyby się tym, do czego są powołane – czyli troszczeniem się o los pracowników i zakładu pracy w skali mikro. Takie podejście być może również odwróciłoby trend zmniejszającego się uzwiązkowienia i odbudowę pozycji związków na zdrowych podstawach.

Czarny scenariusz

Możliwe jest jednak, że strajk okaże się szerszy niż baza związkowa – niezadowolenie związane z kryzysem może się rozlać szeroko, co możemy obserwować już w innych krajach. Pogorszenie sytuacji, choć nic na taki obrót spraw nie wskazuje, mogłoby wywołać podobny efekt.

lets

Wtedy rząd musiałby ustąpić, a to wiązałoby się z jego znaczącym osłabieniem, być może nawet przedterminowymi wyborami. Na szali jest wiele, mimo to trudno dostrzec złagodzenie stanowiska władzy. Po takiej liczbie większych lub mniejszych kompromitacji kolejny przejaw słabości nie skończyłby się dobrze ani dla partii, ani dla premiera. Nowelizacja budżetu to kolejny cel dla opozycji, a tych nie brakuje – od kolejnego majstrowania przy OFE, przez ustawę śmieciową, na dotowaniu koncertów skończywszy. A nie jest to bynajmniej pełna lista.

Zarobki związkowców są wyższe niż prezesów spółek, prezydenta RP albo premiera – Onet.pl

PO ma szczęście, że z jednej strony mizeria kompetencyjna opozycji jest uderzająca – zwłaszcza w zakresie gospodarczym – z drugiej zaś opozycja ma własne kłopoty. PiS nie potrafi wyrwać się ze Smoleńskiej matni, SLD już szykuje się do koalicji z PO, a RP walczy o koncepcję samego siebie. Gdyby nie to, poparcie dla partii Tuska byłoby zapewne znacznie niższe.

Kto pierwszy stchórzy?

Związki zawodowe pozostają zatem dość ciekawym przeciwnikiem – pewnym swego, ale potencjalnie bardzo słabym. Obserwujemy zatem odmianę gry w tchórza, w której przeciwnicy idą na czołowe zderzenie. Obie czują, jak czas działa na ich niekorzyść i jak ich pozycja w kraju słabnie, choć nie ma to nic wspólnego z ich konfliktem. Liczą jednak, że zwycięstwo pozwoli im nabrać wiatru w żagle.

Choć dziś wydaje się, że większe szanse w tym starciu ma rząd, to do września jeszcze sporo się może wydarzyć. Związki są także w tej komfortowej sytuacji, że są w stanie wyciszyć akcję, jeśli uznają, że prawdopodobieństwo sukcesu jest zbyt nikłe. Z drugiej strony – kolejna taka okazja może się już nie powtórzyć. Zderzenie jest zatem całkiem prawdopodobne. Zobaczymy, kto zostanie na placu boju, kiedy opadnie kurz.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa