Co dalej z rosyjską wojną hybrydową?

Inwazja Rosji na Ukrainę zmieniła debaty na temat bezpieczeństwa i obronności. Mówiąc wprost: po co przejmować się wojną hybrydową, skoro toczy się prawdziwa, brutalna wojna?


Rosyjska wojna hybrydowa zajmuje poczesne miejsce w debatach związanych z polityką bezpieczeństwa. Pojęcie to pojawiło się w środowisku analityków wojskowych i szybko rozprzestrzeniło się w mediach, debacie publicznej, zagościło w słownictwie decydentów.

Początkową akademicką konceptualizację wojny hybrydowej można prześledzić na przykładzie pierwszej wojny czeczeńskiej czy wojny libańskiej z 2006 r. A jednak znacznie różniły się one od tzw. rosyjskiej wojny hybrydowej. Głównym czynnikiem wyzwalającym były działania Rosji wobec Ukrainy w 2014 r., zwłaszcza spektakularny akt aneksji Krymu i późniejszy konflikt zbrojny w Donbasie.

Zwłaszcza sprawa Krymu wywołała szok wśród zachodnich obserwatorów. Aby wyjaśnić szybkie, sprawne i udane działania rosyjskie prowadzące do przejęcia Krymu, należało wymyślić wyjaśnienie nieszablonowe. Narodziła się rosyjska wojna hybrydowa.

Od 2014 r. zagrożenia hybrydowe weszły do oficjalnych dokumentów NATO, UE i większości jej członków, w tym krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Również jej rozumienie znacząco ewoluowało. Debaty nad wojną hybrydową nie były wolne od poważnych nieporozumień.

Twarde bezpieczeństwo

To naturalne, że spektakle przemocy fizycznej i masowych zniszczeń są zupełnie inne od cyberataków, przymusu energetycznego czy kampanii dezinformacyjnych.

Względy militarne w konfliktach zbrojnych wyprzedzają względy niemilitarne. Świadczy o tym również objętość analiz operacyjnych, wglądów w taktykę czy debat logistycznych w mediach.

Dyskusje o bezpieczeństwie i przygotowywanie polityki obronnej wracają z pełną mocą. Wielu chętnych do schowania wojny hybrydowej do grobu na długi czas ma teraz (miejmy nadzieję) jedyną okazję, aby to zrobić i ponownie skupić się na strukturze sił, zdolnościach, gotowości, planowaniu obronnym, uzbrojeniu i innych tradycyjnych aspektach wojny konwencjonalnej.

Ważnym pytaniem jest, czy jest to rozsądne posunięcie i czy nie da się uratować czegoś wartościowego z debat o wojnie hybrydowej, zanim przejdziemy dalej. Aby to zrobić, pomocne może być omówienie początku obecnej wojny i wydarzeń z 2014 r. na Krymie oraz przypadku Gruzji.

Wnioski

Intrygujące jest to, jak inwazja z lutego 2022 r. może być wykorzystana do przedstawienia dwóch bardzo różnych argumentów na temat wojny hybrydowej.

Po pierwsze, intuicja podpowiadałaby, że Kreml uznał swoje próby wpływania na Kijów poprzez wojnę hybrydową za nieprzekonujące. Była to zatem decyzja o eskalacji i użyciu siły militarnej bezpośrednio w celu zmiany reżimu, która jest ostatecznym sposobem kontrolowania procesu decyzyjnego. Takie myślenie wynikałoby z konceptualizacji wojny hybrydowej opartej na aneksji Krymu.

Pojmuje ona wojnę hybrydową jako narzędzie zdolne do osiągania głównych celów politycznych, tradycyjnie uzyskiwanych za pomocą środków wojskowych poza niesławnymi „małymi zielonymi ludzikami”. Podczas gdy element wojskowy z pewnością był częścią oryginalnej mieszanki, zachodnie debaty skupiły się bardziej na elementach niemilitarnych.

Drugi argument idzie w zupełnie inną stronę. Władimir Putin uważał, że Ukraina była słaba, podzielona i wysoce podatna na zranienie przez uzbrojoną korupcję, przymus energetyczny, propagandę, cyberataki i sieć współpracowników zorganizowanych przez jego tajne służby.

Europa zawsze miała problem z rozbieżnym postrzeganiem zagrożeń, zwłaszcza z „francusko-niemieckim silnikiem” patrzącym wszędzie poza wschód. Przy dużym uzależnieniu energetycznym, społeczeństwach podatnych na kampanie dezinformacyjne i silnych aktorach lokalnych na poziomie krajowym, sprzymierzonych z Kremlem, reszta Europy mogła wyglądać na niezdolną do jakiejkolwiek znaczącej reakcji.

Tymczasem, jak ile wiemy z otwartych źródeł, rosyjski wywiad prowadził swoje sondaże wewnątrz Ukrainy, wykazując stosunkowo niską aprobatę dla prezydenta Zełenskiego (mniej niż 30 proc.) i ograniczoną gotowość do obrony Ukrainy (tylko 48 proc.). Ponad 600 osób zostało aresztowanych i oskarżonych o zdradę, co sugeruje, że FSB pracowało pilnie na Ukrainie przed inwazją.

Kijów otwarcie przyznawał, że wyzwolone siły rosyjskie szybko opanowały Chersoń dzięki pomocy kolaborantów bezpośrednio w siłach bezpieczeństwa. Ich zadaniem była obrona regionu. Ten kierunek myślenia rozumie wojnę hybrydową bardziej jako ustalanie warunków i inkrementalne kształtowanie środowiska bez oczekiwania znaczących rezultatów. W takim ujęciu wojna hybrydowa jest działaniem wspierającym osiągnięcie pożądanego efektu strategicznego innymi środkami.

Niezwykły sukces rosyjskich działań prowadzących do aneksji Krymu doprowadził nas do nierealistycznych oczekiwań i późniejszej błędnej interpretacji możliwości wojny hybrydowej. Również, poprzez nadmierne podkreślanie wymiaru pozamilitarnego, w jakiś sposób przeoczyliśmy istotną rolę przemocy zbrojnej stosowanej przez siły specjalne, milicje proxy i najemników, ale także bezpośrednio przez rosyjskie siły zbrojne na Krymie i w Donbasie.

Ważną lekcją, jaką należy wyciągnąć, jest to, by nigdy nie wykorzystywać jednego przypadku jako podwalin nowej teorii.

Scena

Podejście do wojny hybrydowej jako działania kształtującego środowisko można dobrze zilustrować na przykładzie Gruzji. W 2022 r. doszło tam do przejęcia władzy przez powiązanego z Rosją oligarchę.

Kraj ten, którego 20 proc. terytorium znajduje się pod wspieraną przez Kreml okupacją od 2008 r., nie przyłączył się do zachodnich sankcji przeciwko Rosji. Ponadto, rząd gruziński uziemił samolot z wolontariuszami zmierzającymi na Ukrainę i ostatnio prowadzi rozmowy z Moskwą na temat ponownego otwarcia bezpośrednich lotów między krajami.

Nie można powiedzieć, że wszystkie zmiany polityczne w Gruzji od 2012 r. należy odczytywać z perspektywy rosyjskiej wojny hybrydowej, ale wzrost wpływów Kremla w tym kraju jest niezaprzeczalny. Rządowe przepychanki w sprawie „ustawy o agentach zagranicznych” w stylu kremlowskim, mające na celu stłumienie silnego i powszechnie proeuropejskiego społeczeństwa obywatelskiego, to najnowsza próba przesunięcia kraju do rosyjskiej strefy wpływów. Masowe protesty jako kontrreakcja pokazują wyraźnie powszechną walkę o inny rozwój polityczny. Śledzenie złowieszczych gróźb kierowanych do Gruzinów przez konto na Twitterze rosyjskiego biura MSZ na Krymie nie pozostawia wątpliwości, o czyje interesy chodzi. Nastroje społeczne, które wspierają Ukrainę, kontrastują z tym wyraźnie.

Czy aneksja Krymu i późniejszy konflikt zbrojny z separatystami były naprawdę udane dla Moskwy, skoro jej działania popchnęły Kijów w stronę Zachodu? Czy zamiast tego powinniśmy badać i rozumieć powolną i stopniową zmianę Gruzji, jako prawdziwy triumf taktyki hybrydowej? Patrząc na Gruzję, Mołdawię, znaczną część Bałkanów Zachodnich, a także na Słowację, widzimy kraje o spornych tożsamościach narodowych, kruchej orientacji w polityce zagranicznej i poważnych problemach z korupcją, co stanowi idealną mieszankę podatności na wpływy Kremla.

Ta debata ma ważne implikacje dla kształtowania polityki. Szybka, zdecydowana pomoc Europy i USA dla Ukrainy nie jest raczej wystarczającym dowodem na wszechmocną rosyjską wojnę hybrydową. Nie jest nim również niebywała odporność i opór społeczeństwa ukraińskiego. Jednocześnie całkowite jej porzucenie w pełnym pędzie do konwencjonalnej gotowości wojennej i państwowej konfrontacji peer-to-peer pozostawia poważną lukę w bezpieczeństwie. Przechodzenie od reakcji „od ściany do ściany” nie byłoby ani mądre, ani pomocne. Przymus ekonomiczny, szpiegostwo, walka z prawem, strategiczna korupcja, wielokierunkowe wykorzystanie pełnomocników, ataki cybernetyczne i propaganda to złośliwe narzędzia, które nasi przeciwnicy, zarówno państwowi, jak i niepaństwowi, stosują i będą stosować w przyszłości.

Walka za pomocą wszelkich niezbędnych środków o legitymację, wiarygodność oraz dostęp polityczny i gospodarczy w wysoce niestabilnym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym środowisku będzie definiującym elementem stosunków międzynarodowych w przewidywalnej przyszłości. Patrzenie tylko na górną część spektrum zagrożeń może być niebezpiecznym błędem.

_

Matej Kandrík jest stypendystą programu Marcina Króla w roku 2022/2023, współzałożycielem Instytutu Adapt oraz doktorantem nauk politycznych ze specjalnością bezpieczeństwo i studia strategiczne na Uniwersytecie Masaryka w Brnie w Czechach. Uczestnik CEU Democratic Institute Leadership Academy. Jego zainteresowania badawcze obejmują kompleksową obronę, paramilitaryzm w Europie Środkowo-Wschodniej oraz komunikację strategiczną.

Artykuł powstał w ramach programu współpracy głównych tytułów prasowych w Europie Środkowej prowadzonego przez Visegrad Insight przy Fundacji Res Publica. Tekst ukazał się w języku angielskim w Visegrad Insight. Zmiany pochodzą od Redakcji.

Fot. UX Gun / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa