Clubhouse, czyli rewolucja?

Czy nowa aplikacja społecznościowa ma szansę na trwałe zmienić komunikację między politykami, mediami i wyborcami?


Clubhouse to nowe medium społecznościowe, które od momentu uruchomienia, w marcu 2020 r., przyciągnęło uwagę inwestorów i programistów z Doliny Krzemowej. Zmęczeni rozmowami na Zoomie, uwięzieni na kwarantannie, zaczęli spotykać się, aby podyskutować na żywo za pośrednictwem nowej aplikacji. Do tej pory aplikacja ma ponad 8 milionów użytkowników, mimo że jego oficjalna premiera rynkowa jeszcze się nie odbyła.

Aby zarejestrować się na Clubhousie, trzeba otrzymać zaproszenie od aktywnego użytkownika. Na razie można to zrobić tylko za pośrednictwem urządzenia z oprogramowaniem iOS (podobno wersja na Android jest w przygotowaniu). Po zalogowaniu, można śledzić innych użytkowników aplikacji, a także wybierać „kluby” i „pokoje”, w których toczą się dyskusje na różne tematy. Wiele z nich odbywa się z regularną częstotliwością, np. codziennie lub co tydzień. Istnieje również opcja włączenia powiadomień, informujących, kiedy osoba, której chcemy posłuchać, wypowiada się w którymś z pokojów.

Witajcie w klubie

Dotychczas Clubhouse wzbudził największe zainteresowanie w środowisku przedsiębiorców, ale jego potencjał zauważyli również dziennikarze i politycy. Ci ostatni próbują dzięki aplikacji docierać do swoich wyborców i komunikować się z nimi w bardziej bezpośredni sposób. Na popularność i rozwój aplikacji pozytywnie wpłynęła pandemia COVID-19, która spowodowała, że tradycyjne spotkania z wyborcami i wiece nie mogą się odbywać. Trend dotarł także do Europy Środkowej. W Czechach i w Słowacji aplikacja jest hitem. Niektórzy europosłowie z tych państw zgromadzili ponad tysiąc obserwatorów na swoich profilach, a w pokojach prowadzą regularne dyskusje.

Czeski eurodeputowany Tomáš Zdechovský (związany z KDU-ČSL i Europejską Partią Ludową), tłumaczy szczególną popularność aplikacji w Czechach tym, że miała ona swoją premierę w październiku 2020 r., tuż przed wyborami: do senatu i regionalnymi. Mając ponad 1300 „followersów” Zdechovský korzysta z aplikacji w swojej pracy i dyskutuje z obserwatorami na tematy bieżące. – Po jednym z głosowań w Parlamencie Europejskim poproszono mnie o dołączenie do aplikacji i omówienie mojego stanowiska. Pytano, dlaczego głosowałem w taki, a nie inny sposób. Musiałem tłumaczyć się swoim wyborcom. Myślę, że Clubhouse to doskonałe narzędzie do rozliczania posunięć polityków – mówi Zdechovský. Polityk zauważa, że aplikacja zmienia też sposób komunikacji między politykami a mediami. Niedawno pewien dziennikarz poprosił go na forum Clubhouse’a o komentarz na temat sprawy omawianej wówczas w telewizji państwowej.

Czy kameralność „pokojów” tworzy przestrzeń, w której politycy czują się mniej narażeni na nagonkę ze strony mediów i są w stanie bardziej dogłębnie wyjaśniać swoje poglądy i opinie? Być może. Zdechovský: Kiedyś rozmawiałem z pewnym dziennikarzem. W przeszłości często mnie krytykował. Później napisał, że zawsze uważał mnie za „typowego populistę”, ale po dyskusji ze mną na Clubhousie zmienił zdanie.
Aplikacja ma także szanse prowadzić debaty między politykami na poziomie międzynarodowym. Zdechovský dobrze wspomina swój udział w międzynarodowej dyskusji politycznej, gdy znalazł się w zamkniętym pokoju dyskusji z politykami z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii. Komentowali wybory prezydenckie w USA, sytuację w Stanach Zjednoczonych, kwestie bezpieczeństwa, rozmawiali o sytuacji w Iranie, Iraku… – Znałem tych polityków z Twittera lub innych mediów, ale słuchanie ich dyskusji na żywo było zupełnie innym doświadczeniem – mówi Zdechovský.

Wciąż na zwolnionych obrotach

Tymczasem, przedstawiciele polskiej polityki bardzo niespiesznie podążają za nowym trendem. Jak dotąd, wśród polskich polityków na Clubhousie, prym wiodą przedstawiciele Lewicy Razem: Paulina Matysiak i Krzysztof Śmiszek, których „śledzi” odpowiednio: 240 i 190 osób. Konto w aplikacji ma także Michał Szczerba z Koalicji Obywatelskiej (98 „śledzących”) i lider partii – Borys Budka (43). Za Arturem Dziamborem z partii KORWiN „podążają” na razie 33 osoby.

Podobnie jest na Węgrzech, gdzie dotychczas tylko jedna partia – Momentum, próbuje podchwycić nowy trend. Na Clubhousie znajdziemy m.in. jej rzecznika – Balázsa Nemesa, a także europosłankę Katalin Cseh, związaną z frakcją Odnówmy Europę (Renew Europe). Oboje mają prawie stu „śledzących”.

Otwarci na nowe rozwiązania polscy politycy zaczynają jednak z powodzeniem wykorzystywać aplikację. W każdą niedzielę, kwadrans po 21:00, Paulina Matysiak prowadzi na Clubhousie „pokój” pod nazwą „Co tam pani w polityce”, czyli podsumowanie tygodnia. Informuje swoich wyborców o cotygodniowych wydarzeniach w polityce i inicjatywach, w które jest zaangażowana. – Clubhouse z pewnością sprawdzi się w przypadku osób, które lubią rozmawiać, są ciekawe zdania innych, chcą sprawdzać swoje działania… Największą wartością jest tutaj to, że wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym – w tym konkretnym pokoju. To właśnie jest autentyczne – mówi.

Z kolei posła Krzysztofa Śmiszka jakiś czas temu zaproszono do rozmowy ze społecznością Clubhouse’a na temat praw człowieka i osób LGBTQ. Jego zdaniem, nowa aplikacja ma duży potencjał by stać się narzędziem komunikacji polityków: – Minęły już czasy masowych przekaźników idei. One są bardzo ważne, ale to te mniejsze jak np. Clubhouse powinny być codziennością polityków. Uzupełniają tradycyjne media: prasę, radio, telewizję, czy nawet internet i pozwalają kształtować, czy współkształtować opinie ludzi, którzy wpływają na kształt debaty publicznej – mówi polityk.

Trolle nieśmiało pukają do drzwi

Czy nowa aplikacja zwiastuje nową erę w komunikacji politycznej? Coś w tym modelu najwyraźniej działa, skoro giganci mediów społecznościowych, tacy jak Twitter i Facebook, już rozwijają swoje konkurencyjne odpowiedniki. Niezależnie od nazwy, wydaje się, że takie aplikacje są przyszłością, a politycy powinni nauczyć się wykorzystywać je i dostosować swój styl komunikacji do wymogów ery cyfrowej. Zwłaszcza jeśli chcą pozostać w kontakcie z najmłodszymi pokoleniami wyborców.

Clubhouse otrzymuje pozytywne recenzje za swoją odporność na ataki internetowych trolli – logowanie tylko dzięki zaproszeniu innego użytkownika, dodatkowe funkcje moderowania, które pozwalają wybrać, kto może się wypowiedzieć, a kto nie. Ponieważ aplikacja działa w formie audio, fałszywe konta i trolle, które najlepiej radzą sobie w warunkach anonimowości, mają ciężej. Łatwo stworzyć fałszywe konta na Facebooku czy Twitterze, o wiele trudniej o osoby, które rzeczywiście przyłączą się do dyskusji i będą je zakłócać własnym głosem.

Austriacki europoseł Lukas Mandl mówi, że kultura dyskusji na Clubhousie jest o wiele wyższa niż w innych mediach społecznościowych. – To, czy dane medium zapewnia odporność na dezinformację, zależy w dużej mierze od jawności nazwisk ich uczestników – dodaje.

Jednak, podobnie jak w przypadku innych mediów społecznościowych, także tę aplikację można wykorzystać do rozpowszechniania propagandy czy szerzenia dezinformacji. Jak dotąd w Europie Środkowej nie odnotowano przypadków takich nadużyć, ale wydaje się, że to tylko kwestia czasu.
Czy nowa aplikacja zwiastuje to, jak mogą wyglądać rozmowy polityczne w cyfrowej przyszłości? A może to już teraźniejszość? To z pewnością powiew świeżego powietrza w świat mediów społecznościowych. Rozmowy na Clubhousie wymagają od uczestników autentyczności, a do tego mają dość ulotną naturę, co stoi w sprzeczności z naturą politycznego marketingu. Dlatego można przypuszczać, że aplikacja ma szanse zyskać zwolenników szczególnie wśród polityków, którzy opierają swoje działania komunikacyjne na autentyczności i nie boją się konfrontacji z wyborcami w czasie rzeczywistym. Czy w najbliższym czasie spotkamy na Clubhousie przedstawicieli polskich czy węgierskich partii rządzących? Wątpliwe.

Oryginalny artykuł ukazał się w języku angielskim w Visegrad Insight.

Fot. Dmitry Mashkin/Unsplash


Maria Ciupka – absolwentka filozofii i rusycystyki w Grinnell College w USA. W „Visegrad Insight” zajmuje się komunikacją i mediami społecznościowymi.

Kamil Jarończyk
 – absolwent polityki europejskiej na uniwersytetach w Brnie i w Utrechcie, współpracownik i dziennikarz „Visegad Insight”.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa