BUŻAŃSKI: Polska polityka zagraniczna na czas wyzwań

Decentralizacja ustroju mogłaby znacznie wzmocnić instytucje centralne w polityce zagranicznej i obronnej.


Polska zdecentralizowana – bezpieczniejsza, z silniejszą światową pozycją.

W tak trudnej sytuacji na arenie międzynarodowej Polska nie znajdowała się od czasu zakończenia zimnej wojny. Optymalny dla nas układ sił na świecie oparty na ładzie liberalnym trzeszczy w szwach. Jednocześnie brakuje nam pomysłu na strategiczną odpowiedź na te wyzwania. Doraźne działania rządzących na arenie europejskiej i międzynarodowej raczej wskazują na brak zrozumienia bądź na lekceważenie tej sytuacji. Na ten stan nakłada się, a po części jest jego przyczyną, słabość instytucji odpowiedzialnych za politykę zagraniczną i obronną, w ostatnim czasie drastycznie upartyjnionych i wykorzystywanych instrumentalnie dla doraźnych celów politycznych.

Niestety w dzisiejszym układzie politycznym, w którym „zwycięzca bierze wszystko”, oraz systemie ustrojowym podtrzymującym ten trend niezwykle trudno jest przeprowadzić potrzebne zmiany w dziedzinie spraw zagranicznych i bezpieczeństwa poprzez budowanie innej kultury ich projektowania i skutecznego wdrażania rozwiązań. Odpowiedzią na to wyzwanie może być decentralizacja poprzez przeniesienie kompetencji w wielu innych obszarach państwa (ekonomicznych, społecznych czy kulturowych) na poziom samorządu wojewódzkiego. Mogłoby to znacznie wzmocnić instytucje centralne w polityce zagranicznej i obronnej.

Polityka ta jest bez wątpienia domeną władz centralnych państwa – i by dobrze funkcjonowały, potrzebują oparcia w stabilnych mechanizmach i strukturach rządowych. Paradoksalnie jednak postępująca centralizacja i upartyjnienie państwa działa z dużą szkodą na nie, osłabiając instytucje kluczowe dla bezpieczeństwa kraju i budowy jego pozycji na świecie.

Centralna kadra – silna służba cywilna i wojskowa

Taka zmiana może otworzyć przestrzeń dla budowy profesjonalnej i maksymalnie odpartyjnionej kadry centralnej. Chyba w żadnych resortach szerokie czystki i wyzbywanie się „elementów podejrzanych politycznie” nie są tak szkodliwe jak w obronności i polityce zagranicznej. Doświadczenie, zdobyte kontakty i relacje, wiedza instytucjonalna i kontynuacja są fundamentem skutecznych działań w tych obszarach.

Słabość kadr i instytucji były widoczne jeszcze przed drastycznym upolitycznieniem ich przez rząd PiS. Dziś ślepe podążanie za linią partii jest najważniejszym kryterium selekcji. W MSZ wręcz wyrażano dumę z wymiany większości ambasadorów i odsunięcia najbardziej doświadczonych dyplomatów, nazywając to dumnie „odzyskiwaniem MSZ”. Urzędnikom przekazano, że wymaga się od nich identyfikacji z linią rządową. Doprowadza to do sytuacji kuriozalnych, jak odkręcanie po nocach tablic pamiątkowych przez Ambasadora RP w Brukseli. Bardziej problematyczne jest widoczne pogorszenie relacji Polski z wieloma krajami Unii Europejskiej oraz zmniejszenie naszej siły oddziaływania na najważniejszych forach i w instytucjach międzynarodowych.

Można też wspomnieć o odejściu najbardziej doświadczonej kadry oficerskiej Wojska Polskiego (ok. 30 generałów, 300 pułkowników), wprowadzeniu niepokojąco szybkich ścieżek awansów, nieznanych dotąd w strukturze wojska, czy zatrzymanego procesu modernizacji armii. W Polskiej Grupie Zbrojeniowej, liderze przemysłu obronnego w Polsce, w ciągu ostatnich trzech lat zasiadało pięciu prezesów. Jednocześnie liderzy polityczni zdają się coraz mniej brać pod uwagę racjonalne opinie eksperckie, a w nowych kadrach panuje powszechny paraliż decyzyjny i niechęć bądź strach do podejmowanie jakichkolwiek inicjatyw.

Doraźne cele polityczne, fatalne skutki strategiczne

Awantura wokół nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej jest doskonałym przykładem, w jaki sposób interes wąskiej grupy, wewnętrzne rozgrywki i cele partyjne są dzisiaj w stanie dokonać spustoszenia w strategicznych dla kraju obszarach. Bez ślepego wykonywania woli politycznej trudno sobie wyobrazić prawników akceptujących zapisy tej ustawy czy dyplomatów bądź kierownictwo resortów broniących jej na arenie międzynarodowej, co przynosiło odwrotne do zamierzonych, opłakane skutki.

Od dwóch lat obserwujemy w Polsce proces przejmowania kontroli nad sądownictwem – proces, którego celem jest przede wszystkim wzmocnienie władzy wykonawczej i interes partyjny, a nie rozwój kraju i wzmacnianie jego pozycji w świecie. Ponieważ prowadzi to do nadszarpnięcia trójpodziału władz, niszcząc tym samym demokrację, weszliśmy na kurs kolizyjny z najważniejszymi partnerami zagranicznymi. W jego rezultacie wizerunek kraju cierpi, a siły i zasoby dyplomatyczne są kierowane na prowadzenie tego sporu, zamiast być wykorzystywane do działań nad kierunkami strategicznymi dla rozwoju i bezpieczeństwa kraju. Wyobraźmy sobie, że podobny proces ma miejsce 15 czy 20 lat temu – efektywanie zablokowałby nam drogę do NATO czy UE. Jednak wtedy nie byłoby to do pomyślenia przy nadrzędności tych celów dla polskiej racji stanu.

W silnie zdecentralizowanym modelu państwa kreowanie polityki zagranicznej może być mniej powiązane z bieżącymi konfliktami politycznymi. Takie rozwiązanie mogłoby drastycznie zmniejszyć liczbę przypadków poświęcania racjonalnej długofalowej polityki zagranicznej i obronnej dla szybkich i krótkotrwałych korzyści politycznych.

Przeniesienie części dyskusji politycznych o podłożu światopoglądowym na poziom regionalny ułatwi wypracowanie spójnego i stałego kierunku w polityce zagranicznej, bez skrajnych posunięć typu walka o krzyż na pomniku Jana Pawła II we Francji czy zapowiedzi rechrystianizacji Europy.

Optymalizacja środków, koordynacja polityki

Administracja publiczna potrzebuje inwestycji w długofalowe procesy optymalizacji wykorzystania zasobów, kadrowych i finansowych. To szczególnie istotne dla pragmatycznego i systematycznego zarządzania polityką zagraniczną i polityką bezpieczeństwa, by móc lepiej konkurować w Europie i na świecie. Decentralizacja ustroju może w tym pomóc.

Odciążenie ośrodka centralnego i przeniesienie części kompetencji na poziom regionalny doprowadzi do zwiększenia zarówno elastyczności wydatków, jak i gwarancji finansowania budżetu MON oraz MSZ. Zmniejszy się w ten sposób koszty permanentnej walki o fundusze w budżecie centralnym. Oczywiście spory o alokację środków w jego ramach nie ustaną, ale będzie można łatwiej zapobiegać przerywaniu strategicznych programów. Trudniej byłoby doprowadzić do cięć wydatków MON przeznaczonych na programy modernizacyjne armii w celu pokrycia rosnących kosztów programów społecznych, jak miało to miejsce w przypadku zakupu Caracali.

Reforma ustroju przyczyniłaby się do lepszej koordynacji działań pomiędzy centralnymi urzędami odpowiadającymi za bezpieczeństwo i politykę zagraniczną. Biorąc pod uwagę skalę obecnych wyzwań i zagrożeń, spójne, strategiczne i skoordynowane poczynania MON, MSZ czy MSW są kluczowe. Nie udało się tego dotąd osiągnąć w odpowiedniem stopniu. W szczególności w takich obszarach jak bezpieczeństwo cybernetyczne, wojna informacyjna czy ochrona granic w ramach strefy Schengen koordynacja powinna stanowić priorytet państwowy. Gdyby było to jednym z podstawowych zadań władzy centralnej, łatwiej byłoby skutecznie osiągnąć ten cel.

Innym plusem decentralistycznego ustroju może być większa aktywizacja ośrodków regionalnych poza granicami kraju w ramach współpracy międzynarodowej regionów. Ich zwiększone kompetencje oraz środki mogą być wykorzystywane do promowania siebie w wymiarze ekonomicznym oraz turystycznym. Suma tych działań może być istotnym impulsem dla wzmacniania wizerunku Polski i jej oddziaływania poprzez soft power, budując w ten sposób naszą pozycję w UE i na świecie.

Rozwiązanie konfliktów kompetencyjnych i łatwiejszy konsensus

Wreszcie przeprowadzenie decentralizacji pozwoliłoby rozwiązać jedno z przekleństw polskiej polityki zagranicznej i obronnej, czyli konflikty kompetencyjne pomiędzy ośrodkami centralnymi: prezydentem a premierem oraz ministrami spraw zagranicznych i obrony. Wielokrotnie widzieliśmy, jak spory polityczne pomiędzy tymi ośrodkami prowadziły do nieefektywnej polityki dwugłosu bądź wręcz wzajemnego sabotowania działań instytucji. Nowe rozwiązanie ustrojowe pozwoliłoby uregulować sporne kwestie kompetencyjne w tych obszarach, które hamują reformy i skuteczną politykę.

Po decentralistycznej rewizji systemu ustrojowego łatwiej będzie osiągnąć konsensus polityczny w kierunku polityki zagranicznej i obronnej. Z pewnością pomoże zabezpieczyć się przed wpływem bieżących konfliktów politycznych na obszary, co do których, na poziomie ogólnych celów, panuje zrozumienie – jak na przykład wzmacnianie wschodniej flanki NATO, modernizacja armii czy rozbudowa systemów bezpieczeństwa cybernetycznego. Łatwiej będzie wypracować zgodę odnośnie priorytetów, z którymi mieliśmy do czynienia na przykład w sprawie wejścia Polski do UE i NATO.

Chociażby z tych powodów zmiana systemowa potrzebna jest jak najszybciej. Choć przy dzisiejszym układzie politycznym wdrożenie jej jest nie lada wyzwaniem, to odpartyjnienie strategicznych obszarów polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz budowa silnych instytucji je prowadzących powinny być nadrzędnym celem. W opcji minimum cel ten powinien zaprowadzić do jednego stołu szerokie środowiska eksperckie o różnych poglądach politycznych. Byłoby to działanie kluczowe dla interesów państwa.

Marcin Bużański – przewodniczący kongresu Globalny Lider, Senior Advisor w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego i Warsaw Security Forum.

Fot. Alex.ch (CC BY-NC 2.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa