Bułgaria: upadek rządu na przejściu granicznym

Gabinet Kiriła Petkowa musiał ustąpić po tym, jak wytoczył walkę skorumpowanym urzędnikom i firmie kontrolującej kluczowe przejście graniczne łączące Europę z Azją.


  • Kłopoty polityczne gabinetu Petkowa zbiegły się z największą antykorupcyjną batalią o przywrócenie praworządności, jaką udało się temu rządowi rozpocząć.
  • Prywatna firma nadal kontroluje kluczowy szlak handlowy z Azji do UE.
  • Czy unijny audyt granicy zakończy patologiczne praktyki?

– Ten rząd nie upadł w parlamencie. Upadł na przejściu granicznym Kapitan Andreevo – powiedział Andrey Gurov‚ lider We Continue the Change, największego ugrupowania parlamentarnego. W tych słowach jest wiele prawdy. Kłopoty polityczne gabinetu Petkowa pojawiły się nagle. Dziwnym trafem zbiegły się z największą antykorupcyjną batalią o przywrócenie praworządności, jaką udało się temu rządowi rozpocząć – odzyskaniem kontroli nad granicą turecką.

„Nie pytaj, nie mów”

Przez większą część ostatniej dekady układ pomiędzy podejrzanymi prywatnymi interesami a skorumpowanymi urzędnikami państwowymi można było opisać jako „nie pytaj, nie mów”. W tym czasie przez granicę płynęły towary o wartości milionów euro.

Kapitan Andreevo to najbardziej ruchliwe przejście graniczne na jedynej lądowej granicy UE z Azją Mniejszą. W zwykły dzień przez granicę między Bułgarią a Turcją przejeżdża ponad 2500 ciężarówek. Wiozą towary na największy i najbogatszy rynek konsumencki na świecie. W tym roku, w związku z blokadą morską Morza Czarnego, liczby te stale rosną – od stycznia do czerwca br. odnotowano 17-procentowy wzrost.

Znaczna ich część przewozi żywność czy zwierzęta. To pierwszy punkt na terytorium Unii – tu sprawdza się ich bezpieczeństwo. Wszystko to powinno być w gestii bułgarskiej agencji bezpieczeństwa żywności i pod kontrolą agencji celnej. Jednak, jak się okazało, nie do końca tak było.

„To są bardzo niebezpieczni ludzie”

Wszystko zaczęło się w maju 2022 roku, kiedy wiceminister rolnictwa Iwan Hristanow ogłosił zakończenie pewnego kontraktu. Eurolab 2011 i jego poprzednik od ponad dekady pobierały podatek od kontroli laboratoryjnych na granicy. Władze Bułgarii przyjmowały ich wyniki przeważnie„na słowo”. Eurolab zatroszczył się o to, aby nie miał konkurencji – wynajął całą dostępną przestrzeń w węźle granicznym.

Szybko okazało się, że nie stało się to przypadkiem. Iwan Hristanow wspominał o tym, że otrzymywał pogróżki pod swoim adresem, mówił o próbie przekupienia go, a także szefa Agencji Bezpieczeństwa Żywności, która ma nadzorować odprawy graniczne.

Gdy rząd posunął się do zainstalowania na miejscu kontrolerów Agencji Bezpieczeństwa Żywności, sprawa jeszcze bardziej skomplikowała się. Jeden z deputowanych z pobliskiego regionu Burgas, należący do rządzącej większości i będący jednocześnie szefem komisji antykorupcyjnej w parlamencie mówił o rozmowie telefonicznej, którą odbył po dokopaniu się do sprawy i rozpowszechnieniu informacji o niej w stacjach telewizyjnych: „To są bardzo niebezpieczni ludzie. Kontrolują wszystko od miasta Haskowo do granicy – policję, celników, inspektorów żywności. Zabili ponad 160 osób, a 20 zniknęło. Nikt nigdy niczego nie udowodnił”.

Inny poseł z tej samej partii, który zajmował się sprawą, szczegółowo opisał działające mechanizmy. Wszystkie ciężarówki przewożące żywność lub ładunki sanitarne, musiały przechodzić kontrole. Odbywała się ona w zamkniętej przestrzeni prywatnej firmy, bez żadnego nadzoru ze strony celników. Przez lata nie było ani jednej taśmy wideo, która mogłaby zweryfikować cokolwiek – kable od wideorejestratorów zostały przecięte. Po otrzymaniu dokumentów, ciężarówki bez dalszych kontroli mijały punkt celny i wjeżdżały do UE.

Prywatna granica

W całej sprawie widać dwa ewidentne problemy. Po pierwsze, trudno zrozumieć, że taki schemat może w ogóle istnieć. Wyobraźmy sobie, że USA zleca kontrolę wjeżdżających ciężarówek z Meksyku nieznanej, prywatnej firmie… Jeszcze bardziej kłopotliwe jest to, że firma ta „odziedziczyła” kontrakt i pracowników po innej, która również miała powiązania z podejrzanymi postaciami.

Prywatna firma jest w stanie wywołać chaos „na życzenie” – na przykład zaraz po tym, jak rząd zdecydował się skrócić kontrakt, zaczęły pojawiać się kolejki ciężarówek. Wszystko przez opóźnioną dokumentację, brak regulacji w wykorzystaniu miejsc parkingowych itp. Strona turecka twierdziła, że w niektórych skrajnych przypadkach oczekiwanie trwało nawet sześć dni.

Ale jest jeszcze inne, bardziej niepokojące założenie. To miejsce to granica lądowa między Bliskim Wschodem a Unią Europejską, w którym prawdopodobnie dochodzi do przypadków nielegalnego handlu. Każdy, kto ma uprawnienia do otwierania i zamykania kontenerów, może pomóc lub przeszkodzić w tym ruchu.

Szacuje się, że nielegalne transakcje na granicy przynoszą od jednego do półtora miliarda lewów (500-700 milionów euro) rocznie.

To prowadzi do drugiej kwestii. Ponieważ taka operacja wymagała ochrony na wysokim poziomie, trudno ją z dnia na dzień rozmontować. Na przykład Agencja Bezpieczeństwa Żywności musiała zatrudnić wielu dodatkowych pracowników, ponieważ obecni są na bezterminowych zwolnieniach lekarskich.

Dwa źródła potwierdziły, że nowi inspektorzy codziennie otrzymują pogróżki. Nie ma informacji, czy celnicy lub straż graniczna zmienili któregoś ze swoich agentów, choć nie sposób uwierzyć, że taki schemat działał bez wiedzy urzędników wyższego szczebla w ministerstwach.

Nie tak szybko

Trudno jest cokolwiek zrobić, gdy nie ma się nad tym kontroli. Przypadkowo lub nie, rząd Kiriła Petkowa rozpadł się i upadł wkrótce po tym, jak poruszył „kwestię granicy”. Wszystkie partie opozycyjne i jeden z koalicjantów w rządzie karciły rząd za działania w tej sprawie. A sąd w Sofii w tym tygodniu zdecydował, że zabranie firmy z biur granicznych było nielegalne, co oznacza, że mogą oni teraz swobodnie wrócić.

Pozytywnym zjawiskiem jest to, że rządowi udało się doprowadzić do unijnego audytu granicy. Czy to wystarczy, dopiero się okaże.

Artykuł został przygotowany w ramach programu współpracy głównych tytułów prasowych w Europie Środkowej prowadzonego przez Visegrad Insight w Fundacji Res Publica. Tekst ukazał się w języku angielskim w Visegrad Insight.

Ognyan Georgiev – Marcin Król Fellow w Visegrad Insight. Wieloletni reporter i redaktor w czołowej bułgarskiej redakcji biznesowej „Capital”, a obecnie szef „Capital Insights” – anglojęzycznego serwisu o bułgarskiej polityce, biznesie i gospodarce. Jego zainteresowania obejmują planowanie miast, migrację i remigrację do Europy Środkowo-Wschodniej, a także rozwój regionalny.

Fot. Stefan Spassov / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa