BRUSZEWSKA: Traktujmy młodzież serio!

Doświadczenie poczucia sprawczości daje osobom siłę i wiarę w siebie


Piotr Górski: Młodzi rozczarowali podczas wyborów?

Paula Bruszewska: Przy każdych wyborach trochę się łudzimy, że wykażą większe zainteresowanie. Staramy się ich zachęcić do udziału w wyborach, ale ostatecznie idą niezbyt licznie.

Ponownie Polacy w wieku 18-29 lat poszli najmniej chętnie. Tym razem frekwencja wśród tej grupy wyniosła 46,7 proc. Na tle osób w wieku 40-49 lat, spośród których do urn poszło 75,7% nie wygląda to imponująco. A przecież to ci, którzy w pełną obywatelskość wkraczali w latach 90., kiedy frekwencja nie była wysoka i nie mieli skąd czerpać wzorów postawy obywatelskiej. Brak poczucia sprawczości czy kształt i to, co się dzieje w polityce ich zniechęca?

Poczucie sprawczości jest bardzo ważnym elementem. Jeśli jesteś niezadowolony z tego, co się dzieje, mając poczucie sprawczości możesz dołączyć i próbować zmieniać politykę. Narzekanie, że nie ma na kogo głosować, sprowadza się do podejścia, że „mój głos nie ma znaczenia”. Niestety, wielu młodych ma takie przekonanie.

Ostatnio odwiedziłam kilkadziesiąt liceów, a więc miejsc, w których osoby za chwilę będą pełnoletnie albo już są. Kiedy zobaczyłam, jak są traktowani, to się zupełnie nie dziwię, że brakuje im poczucia, że ich głos ma znaczenie.

Funkcjonują w tak sztywnych ramach szkolnych, na które nie mają żadnego wpływu. Nie ma co nawet mówić o ograniczonym czy małym. Do tego podlegają obowiązkowi szkolnemu, więc nie mogą podjąć nawet decyzji o rezygnacji. Jak w takiej sytuacji myśleć inaczej, skoro nie mam wpływu na szkołę, a nawet na siebie w niej?

Na wyborze profilu klasy kończy się wybór ucznia?

To bardzo mało.

Są jeszcze samorządy szkolne. Przynajmniej teoretycznie.

Mało w której szkole one faktycznie i sprawnie funkcjonuje, są realnym głosem młodzieży, mogą coś zmienić. Zwykle trzeba zachęcać uczniów, by w wyborach do nich kandydowali. Dlaczego? Ponieważ młodzież nie ma poczucia sprawczości, że mogą coś zmienić.

Nauczyciele mają powody, by dać im możliwości?

Wiele osób frustruje się, co z tą młodzieżą się dzieje? Jaka ona jest? Co to za pokolenie, któremu nie zależy i jest skoncentrowane tylko na sobie i zapatrzone w smartfony, myśli o posiadaniu rzeczy dobrych marek.

Kompletnie się z tymi oburzeniami nie zgadzam. Co roku w ramach olimpiady Zwolnieni z Teorii widzę tysiące młodych osób, które z wielką przyjemnością biorą sprawy w swoje ręce, którzy z pasją angażują się w swoje otoczenie, w swoją szkołę, ale robią to tylko dlatego, że dostają do tego przestrzeń. Mówią nam wprost, że to pierwszy raz, kiedy są traktowani serio, pierwszy raz, kiedy ktoś im powiedział: chcesz coś zmienić, to to zrób, a my ci w tym pomożemy. A to są piętnasto-, a czasami nawet osiemnastolatkowie.

Czy to doświadczenie zmienia ich postrzeganie swojej sprawczości?

Jak zrealizują swój projekt zaczynają myśleć, że naprawdę mogę mieć wpływ. To jest dla nich odkrycie. Jako dorośli tworzymy system, w którym młodzież funkcjonuje. Odpowiadamy za stworzenie ram, w które ich wtłoczyliśmy. Ciekawa jestem, ilu z nas wytrzymałoby w takiej szkole?

Nie wiem, czy ona się tak bardzo zmieniła, od kiedy my chodziliśmy, a jesteśmy z tego samego pokolenia…

Szkoła się mało zmieniła, ale my się zmieniliśmy.

Twoje szkolne doświadczenie było związane z wyjątkową szkołą. Placówek takich jak Bednarska jest niewiele, tak więc nawet nasi rówieśnicy w zdecydowanej większości przeszli szkołę życia w szkołach bez poczucia sprawczości.

A potem ile zajęło czasu, by to odreagować, by odnaleźć się w innej rzeczywistości, czego już w gimnazjum, liceum nie mogliśmy ćwiczyć – podejmowania decyzji, swojej niezależności, odrębności, umiejętności tworzenia czegoś, by od razu po szkole móc wpływać na otoczenie i je kształtować. Musieliśmy te kilka lat odreagować i dopiero odkryć, kim jesteśmy. Dlatego mówię, że byśmy nie wytrzymali po tej transformacji.

Osoby, które skończyły tradycyjne szkoły, a teraz są przedsiębiorcze, wymyślają nowe pomysły, są innowacyjne – to, czego teraz potrzebujemy we współczesnym świecie – gdyby znowu je wcisnąć w ten reżim, to by to wybuchło.

Trzeba jednak przyznać, że dzisiejsi uczniowie organizują i chodzą na Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, mają więc poczucie sprawczości i odpowiedzialności. Pojawia się więc nadzieja, że w przyszłości również będą się angażować w sprawy publiczne. Pojawi się pokolenie, już przy następnych wyborach, którego doświadczeniem pokoleniowym będą te akcje społeczne – to może być udział, ale także ustosunkowanie się, niezależnie, czy pozytywnie, czy negatywnie.

Właśnie doświadczenie poczucia sprawczości daje osobom siłę i wiarę w siebie. To się dzieje przy zrobieniu własnego projektu społecznego, ale także udziału w akcjach takich jak Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Wiek licealny to dobry moment na takie inicjacje, ponieważ to wtedy kształtują się postawy.

Wiele mówisz o doświadczeniu. Nie wiem jednak, czy jesteśmy zwolnieni z teorii, która, bazując na doświadczeniach lub eksperymentach, pokazuje, że nie należy patrzeć na wybory jako na wybór tylko indywidualny, że to głos, który oddaję w oderwaniu od całej reszty, co symbolizuje kabina w lokalu wyborczym. Stąd się bierze potem nastawienie, co ten mój głos znaczy. A przecież to decyzja wspólnotowa, która jest czymś innym niż indywidualny wybór każdego z nas. Tego brakuje w dzisiejszej szkole.

To jest spójne. Młody człowiek działający w sztywnym systemie, na który nie ma wpływu, nie doświadczy poczucia wspólnoty. Gdzie jest we wspólnym głosie, wszystko jest robione za niego.

Młodzież często czuje się niepewna w kontrybuowaniu, uważając, że dopiero się uczy, że wszystko dzieje się obok nich. To jest to, co serwujemy im w szkole. Źle działający samorząd nie uczy ich innej postawy, pokazuje, że wspólnota, jeśli jest, to poza nimi, nie są do niej zaproszeni. Jeśli takie doświadczenia zbierają w małym społeczeństwie, jakim jest szkoła, to im się nie dziwię, że nie mają innego podejścia we wspólnocie, jakim jest nasze państwo.

W skali ogólnokrajowej młodych obywateli jest mniej niż pozostałych, więc mogą mieć poczucie, że ich głos ma mniejszą moc. Biorąc pod uwagę starzejące się społeczeństwo, ich głos będzie mniej ważyć.

Mają taki sam głos jak wszyscy inni. Da się zauważyć różnicę w wyborach, ale nie jest to tak, że mają zupełnie inne preferencje.

Na oddaniu głosu w wyborach demokracja się nie kończy.

Bardzo imponuje mi Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, który pokazuje, że młodzież bierze sprawy w swoje ręce. To zawsze mnie bardzo cieszy. Jestem z nich dumna, ponieważ przy wychowaniu, które otrzymują to jest trudne. To nie tylko szkoła, o której mówiliśmy, ale także dom. Czy mogą podejmować sami decyzje, dotyczące choćby odrobienia pracy domowej, wyboru priorytetowych przedmiotów czy pójścia do szkoły?

Będę z uporem wracał, że nie tylko o sobie. W tym przypadku także o rodzinie, na przykład dokąd pójdziemy wieczorem, co będziemy robić w weekend. Czyli taka lekcja mikrodemokracji.

W innym przypadku jesteśmy poza wspólnotą i decydują za mnie inni przyjmując to takim, jakie jest. Zadziwia mnie, że młode osoby jeszcze chodzą do szkoły, że nie rzucili tego mówiąc, że to skandal i strata czasu, że się z tego nie wymiksowali. Upatruję w tym dużego zaufania do nas – do osób, który im ten system zafundowali – zaufanie do starszego pokolenia, że dajemy im coś najlepszego. Odwdzięczają się nam tym, że chodzą do szkoły.

Obecnie jednak to zaufanie ogromnie nadszarpujemy, nie dając im tego, co jest dla nich korzystne. Wiemy od wielu lat, by być szczęśliwym w dzisiejszym świecie i brać w nim aktywny udział zawodowo potrzeba być przedsiębiorczym, potrzeba myśleć poza schematami, szukać nowych rozwiązań. A dziś ukracamy im tę kreatywność, podcinamy im skrzydła. To mnie boli.

Jako dorośli boimy się wyciągnąć do nich rękę?

Nie wiemy jak, boimy się zmiany. Skoro wychowałem się w podobnej szkole i wyszedłem na ludzi, to dzisiejsi uczniowie także przetrwają. Alternatywa wydaje się nam straszna, że mógłby mieć większy wpływ. Widzę to po sobie jako po rodzicu, choć na razie znacznie młodszych dzieci.

W zaproszeniu młodzieży do współpracy kryje się gotowość do zmierzenia się z czymś, na co my inaczej patrzymy. Młode osoby mają swoją perspektywę i swoje doświadczenie. Ale to właśnie dorośli muszą dać im przestrzeń, musimy się samoograniczać. Nie tylko w kwestii tego, czego mają się uczyć, ale także społecznej aktywności.

Mam poczucie, że nie boimy się by młodzież wzięła sprawy w swoje ręce. Nawet byśmy tego chcieli, często słychać głosy narzekania, że nie głosują, chcemy by byli aktywni. Pokładamy przecież wiele nadziei w tym młodym pokoleniu, które pełne energii coś zmieni.

Ale funkcjonujemy w ramach zewnętrznej motywacji, czyli oceniania siebie nawzajem, natomiast młodzież funkcjonuje w świecie motywacji wewnętrznej, młoda osoba chce decydować za siebie co ją kręci, w co się zaangażować. W Fundacji Zwolnieni z Teorii pracujemy dużo z nauczycielami i widzimy w nich napięcie. Przed zmianą tego nie ma wśród nich strachu, ale jest im bardzo trudno zrozumieć, że jeśli się wycofają i będą mniej ingerować to młodzież może zrobić rzeczy spektakularne. Ciągnąc ich za uszy nie widzą efektów, więc tracą w nich wiarę. Próbujemy przekonać ich, że należy słuchać, by patrzeć, co ich interesuje i dawać im przestrzeń, a jednocześnie być przy nich i pomagać. W przypadku nauczycieli odwaga polega na wycofaniu się.

Jak nie ciągnąć za uszy, jak dawać swobodę, kiedy trzeba realizować wytyczne ministerialne. Co będzie jak ich nie zrealizują? To przecież jakaś przerażająca perspektywa.

Zrealizują wówczas więcej niż było wytyczone. W momencie, gdy u młodzieży działa wewnętrzna motywacja to mogą zdziałać o wiele więcej.

Zresztą mitem jest, że wytyczne ministerialne opierają się tylko na teorii. Jest w nich bardzo dużo kompetencji miękkich, tylko szkoły nie wiedzą jak tego uczyć. Są zobligowane do tego, ale nie mogą się odnaleźć jak się do tego zabrać. Staramy się pokazywać jak to robić, ponieważ tego trzeba doświadczyć. Niezbędna jest tu chęć rozwoju nauczyciela czy rodzica. To samo ma miejsce w domu. Jeśli rodzic ma dać przestrzeń sam musi się rozwinąć, szukać motywacji poza ocenami, poza kontrolą. Trzeba towarzyszyć z ufnością w dziecko, może nie będzie mistrzem biologii jakby się tego chciało, ale będzie grał na instrumencie, który kocha.

Paula Bruszewska – założycielka i prezeska platformy edukacyjnej Zwolnieni z teorii. 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa