Boczny tor dyplomacji

Przez dwa dni po świecie krążyła plotka, że Amerykanie negocjowali z Rosjanami w sprawie Ukrainy w Finlandii. Okazało się, że to, czego podobno nie było, jednak się odbyło, a na dodatek jest to podobno „drugi […]


Przez dwa dni po świecie krążyła plotka, że Amerykanie negocjowali z Rosjanami w sprawie Ukrainy w Finlandii. Okazało się, że to, czego podobno nie było, jednak się odbyło, a na dodatek jest to podobno „drugi tor dyplomacji”. W ramach tego niby „niespotkania” udział brały dwie grupki specjalistów rosyjskich i amerykańskich szukając scenariusza rozwiązania kryzysu ukraińskiego.

Jak podaje poczytny The Atlantic, wypracowano kompleksowy scenariusz, który teraz powinien być przedmiotem dyskusji publicznej. Skoro jest to należy o nim parę słów powiedzieć. Nie dlatego, że od razu wejdzie w życie, ale dlatego, że ukazuje sposób myślenia jaki panuje za Atlantykiem na temat Ukrainy i metod jakimi Rosjanie skrupulatnie wydeptują swój plan w sprawie Ukrainy. Jak sami uczestnicy zaznaczyli, to szukanie kompromisu powinno skupić się wokół wymienionych propozycji.

Zwróćmy przy tym uwagę, że w tym samym czasie osłabienie rebeliantów doprowadziło do już nieskrępowanego i jawnego wysyłania wojsk rosyjskich, intensyfikacji rozmów Putina (czy to w Mińsku, czy przez telefon) w sprawie Ukrainy oraz pojawieniem się tej niby nie istniejącej inicjatywy.

Co się za nią kryje?

The Atlantic pisze, że dzisiaj już nie chodzi o to, kto jest winny, ale o to jak zażegnać kryzys. W końcu za Wielką Wodę dotarło o co chodzi Rosjanom (chociaż chyba nie do końca zrozumieli głębszego sensu tej myśli). Taktyka Rosji mieści się w amerykańskim stwierdzeniu My Way or Highway (czyli w luźnym tłumaczeniu – albo będzie po mojemu, albo nie będzie w ogóle). No i jak się okazuje Amerykanie nie mają nic przeciwko pochyleniu się nad rosyjskim My Way.

24 punktowy plan (Boisto Agenda od wyspy na której obradowano) zakłada wprowadzenie trwałego zawieszenia broni, a zatem nie pokój tylko tymczasowe uspokojenie, aby w razie potrzeby można było broń odwiesić. Owo zawieszenie ma być nadzorowane przez OBWE i ma doprowadzić do misji pokojowej ONZ. Dotąd niby wszystko dobrze. Można się zastanowić nad proporcjami i pochodzeniem żołnierzy w ramach tej misji. Ktoś powie, że jestem małostkowy. Owszem, ale do tej pory nie znam rzekomej misji ONZ na terytorium poradzieckim, która nie przekształciła się w rosyjską okupację pod flagą ONZ lub WNP. Ich obecność w Gruzji, Naddniestrzu czy Górnym Karabachu nie przyczyniła się do zażegnania konfliktu. Ba, Gruzini dopiero mogą na ten temat opowiadać. Ale uznajmy, że tym razem będzie inaczej.

Następne pięć punktów wygląda jakby żywcem skopiowanych z rozwiązań wypróbowanych w Kosowie. Należy to uznać za majstersztyk rosyjskiej dyplomacji. W końcu kto będzie protestował przeciwko wypracowanemu mechanizmowi, który jakby na to nie patrzeć – działa. Dzisiaj Kosowo jest prężnie rozwijającym się krajem europejskim, ostoją stabilności i poszanowania praw człowieka (przynajmniej teoretycznie i w oparciu o katalog praw człowieka zawartych w konstytucji tegoż to państwa), tryskający dobrobytem i poczuciem narodowej dumy. Nawet nie próbuję tu ukryć swojego sarkazmu. Ale wróćmy do propozycji z Boisto. Zgodnie z planem dojdzie do wycofania wojsk obu stron, uszczelniona zostanie granica, wyprowadzone zostaną jednostki ukraińskiej Gwardii Narodowej z Doniecka i Ługańska, a bojownicy zostaną rozbrojeni pod auspicjami OBWE. Zagadką pozostaje zapis o wycofaniu wojsk. Przecież Rosjan tam nie ma, a Ukraińcy mają nie kontrolować swojej ziemi? Czyli dążymy do utworzenia nowego podmiotu. Chyba Rosjanie nie zrozumieli, że wojna nie toczy się na ziemi niczyjej, tylko na terytorium suwerennego państwa, które na dodatek jest ofiarą agresji.

Czy Ukraina może liczyć na prawdziwą pomoc Zachodu? Fot. blu-news.org / Flickr
Czy Ukraina może liczyć na prawdziwą pomoc Zachodu? Fot. blu-news.org / Flickr

Innymi słowy, zaproponowany scenariusz mówi tak. Złych Ukraińców odsyłamy, dobrych separatystów rozbrajamy (ale zostają) i tworzymy nowe siły porządkowe na tym terenie. Nie ma ani słowa, o tym kto będzie zarządzał tym obszarem, ani jak długo i co dalej. Można się tylko domyślić, że kontrolę może przejąć misja OBWE lub ONZ, a potem kiedyś będzie referendum, które odpowie na pytanie co dalej. W Kosowie również utworzono „nowe siły porządkowe”, które składały się z rozbrojonych członków Armii Wyzwolenia Kosowa, którzy różnili się tylko tym, że nie mieli broni w ręku. Co ciekawe, punkt ósmy sugeruje, że odbędzie się „wiarygodna demilitaryzacja nielegalnych uzbrojonych grup po obu stronach”. Warto byłoby wyjaśnić, że przyjęcie takiego zapisu oznaczałoby, że obie strony działały w ten sam sposób. Czyżby? Czy Ukraińcy wysyłają nielegalnie żołnierzy na SWOJE terytorium?

W sprawach humanitarnych i prawnych, poza odbudową uznano, że osoby, które nie dopuściły się zbrodni wojennych będą objęte amnestią. W sprawach społecznych i kulturowych uznano, że należy chronić rosyjski język, zapewnić prawa mniejszościom i zagwarantować wolny dostęp do mediów, ze szczególnym uwzględnieniem rosyjskich! Jednak, zakaz nadawania rosyjskiego sygnału na terytorium Ukrainy był dobrym posunięciem Kijowa, skoro temat od razu pojawił się w agendzie Kremla.

W sprawach ekonomicznych uczestnicy spotkania uznali za priorytetowe znalezienie formuły współpracy ukraińsko-rosyjskiej w sferze obronności w kontekście implementacji pogłębionej strefy wolnego handlu z UE (DCFTA), rozbudowę infrastruktury energetycznej i transportowej, międzynarodowe gwarancje „kradzieży” gazu przeznaczonego na tranzyt, oraz wzajemne gwarancje dotyczące migracji zarobkowej. Szkoda, że uczestnicy nie zastanowili się nad wpływem instrumentalnego stosowania zakazów importu stosowanego przez Rosję, a może nawet szerzej – wojny ekonomicznej prowadzonej przez Rosję. Szkoda, że nie ma ani słowa o dostawach gazu dla Ukrainy, stabilności ceny, przejrzystości jej kształtowania, czy chociażby reparacjach za zajęcie Krymu i wspieranie separatystów. Można jedynie uznać, że nie wiedzieli, że to równie ważne sprawy.

Najlepsze jednak jak zawsze zostaje na koniec. Z dokumentu wynika, że sprawa Krymu nie jest już tematem w konflikcie ukraińskim. Powinna zostać podjęta dyskusja na temat uregulowania statusu prawnego Krymu, lecz nie ma ani słowa, że taka dyskusja powinna się toczyć z poszanowaniem terytorialnej integralności Ukrainy. Ponadto, oczywiście powinny być zagwarantowane nieprzerwane dostawy wody i prądu dla półwyspu, wraz z poszanowaniem praw mniejszości narodowych (co chyba gwarantuje powrót przywódcy krymskich tatarów w te pędy do domu) oraz dyskusja na temat dostępu Ukrainy do złóż ropy i gazu w Morzu Czarnym. Czyli należy uregulować status prawny Krymu, a jeśli Ukraińcy się zgodzą, mogą liczyć na zgodę na prowadzenie badań poszukiwawczych złoża ropy i gazu w tym, co do nich zgodnie z prawem należy. Zaiste to sprawiedliwe.

Przedstawiona lista stanowi zestawienie frazesów międzynarodowego pustosłowia zszyte rosyjskimi interesami, które przeciekają jak woda z durszlaka. Nie byłaby ona powodem mojego komentarza, gdyby nie fakt, że pod tym tzw. Boisto Agenda podpisali się również amerykańscy intelektualiści, którzy jednak muszą odpowiadać za swoje czyny. Domyślam się, że bycie członkiem zespołu, który ma szanse na wypracowanie agendy prowadzącej do zażegnania międzynarodowego konfliktu musi budzić poczucie misyjności, lecz nie zwalnia to z odpowiedzialności.

Przedstawiona agenda w ogóle nie porusza kluczowych dla konfliktu ukraińskiego problemów. Jak traktować separatystów? Jak ustosunkować się do łamania przez Rosję prawa międzynarodowego? Kiedy i na jakich warunkach Rosja przekaże Krym Ukrainie? Można żałować, że Amerykanie nie rozumieją, że Rosji wcale nie chodzi o rozwiązanie konfliktu. Im dłużej będzie się ciągnął, im więcej ofiar zginie, im więcej zniszczeń i cierpień, tym bardziej ludzie będą gotowi na każde pokojowe rozwiązanie. Wtedy oprawca zacznie wypuszczać białe gołębie i stanie się wyzwolicielem Noworosji. Już wiadomo, że i Niemcom, i administracji Obamy jest bliżej to rosyjskiego sposobu myślenia. Tak naprawdę przeszkodą do uregulowania kryzysu jest tylko prawo międzynarodowe, które obnaża winę Rosji. Gdyby nie ono, już dawno pogodzono by się z nowym status quo. W końcu to tylko biznes. The Atlantic nie ma racji mówiąc, że nie chodzi o winę. Prawda istnieje i nawet w takich dramatycznych sytuacjach nie wolno o niej zapominać. Zgadzam się, że należy jak najszybciej znaleźć pokojowe rozwiązanie konfliktu dlatego, że cierpią cywile. Problem w tym, że Rosja tego nie chce, a takie agendy trzeba niszczyć zanim rozprzestrzenią się jak ebola w Afryce. Odór po kwietniowym porozumieniu genewskim do dzisiaj czuć w powietrzu.

Szkoda, że Amerykanie wysłani na Boisto nie chcą zauważyć, że Rosja i My to dwa odmienne światy. Za wschodnią granicą Ukrainy ludzka godność nie istnieje, a władza jest od tego żeby kształtować rzeczywistość. Ukraina chce od tego świata uciec do nas, ale my jakoś wcale nie pragniemy jej w tym pomóc.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa