Białoruś i Ukraina: dwie drogi

Białoruska opozycja świętuje sukces Majdanu i wspiera go wszelkimi możliwymi sposobami – od osobistego zaangażowania po wsparcie informacyjne, ale o możliwości przeniesienia ruchów rewolucyjnych na Białoruś nie ma mowy. Ostatnie rewolucyjne wydarzenia na Ukrainie ożywiły dyskusję o różnicy między „białoruską” […]


Białoruska opozycja świętuje sukces Majdanu i wspiera go wszelkimi możliwymi sposobami – od osobistego zaangażowania po wsparcie informacyjne, ale o możliwości przeniesienia ruchów rewolucyjnych na Białoruś nie ma mowy.

Ostatnie rewolucyjne wydarzenia na Ukrainie ożywiły dyskusję o różnicy między „białoruską” a „ukraińską” drogą zmian. Wcześniej korzystne dążenia Ukrainy ku demokracji przeciwstawiano „ostoi socjalizmu” czy „rosyjskiemu wasalowi”, jak określana jest Białoruś. Najnowsze dzieje przemian politycznych tych dwóch krajów nie pozwalają już na dokonywanie takich czarno-białych porównań. Adekwatne staje się inne przeciwstawienie – system polityczny na Białorusi jest na tyle stabilny, aby utrzymać władzę nawet w warunkach politycznego i ekonomicznego kryzysu, podczas gdy na Ukrainie władza nieustannie się zmienia. I elity, i ludność dwóch sąsiadujących ze sobą krajów obserwują wzajemne poczynania, starając się zrozumieć, jakie korzyści i wady niesie ze sobą każdy z możliwych scenariuszy zmian.

Aleksander Łukaszenka. Fot. varpho / flickr
Aleksander Łukaszenka. Fot. varpho / flickr

Wśród zwykłych Ukraińców łatwo można znaleźć zwolenników modelu białoruskiego, cechującego się stabilnością, porządkiem i prostym populizmem. Umacnianie władzy prezydenckiej i ograniczanie swobód demokratycznych przez Janukowycza budziło skojarzenia z autorytarnymi działaniami Łukaszenki.

Dla białoruskich władz, maksymalnie skupionych na utrzymaniu rządów, trwałe protesty polityczne i rewolucje, których skutkiem jest obalenie najwyższych sił politycznych, stanowią potencjalne zagrożenie. Niepokój wśród białoruskich elit szczególnie odczuwalny był podczas pomarańczowej rewolucji, gdy w powietrzu unosił się nastrój zwycięstwa „kolorowych” protestów. Teraz nastroje białoruskiej władzy dalekie są od strachu – uzasadnione jest pytanie, dlaczego?

Pomimo fali radosnego entuzjazmu wśród działaczy demokratycznych na Białorusi, rozpoczęcie masowych protestów i zmian politycznych w tym kraju nie będzie należało do łatwych. Potrzebne jest do nich nie tylko brak poparcia dla władzy wśród większości społeczeństwa, ale też rozwinięte umiejętności politycznego oporu, które praktycznie zanikły podczas długotrwałych rządów autorytarnych. Białoruska opozycja świętuje sukces Majdanu i wspiera go wszelkimi możliwymi sposobami – od osobistego zaangażowania po wsparcie informacyjne, ale o możliwości przeniesienia ruchów rewolucyjnych na Białoruś nie ma mowy.

O ile Łukaszenko, pomimo dużych różnic ideologicznych, zdołał nawiązać przyjazne stosunki z Juszczenką, to z Janukowyczem sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Najprawdopodobniej, w tym przypadku o braku porozumienia zadecydowały „złodziejskie zapędy” Janukowycza. Dlatego, pomimo powściągliwej i ostrożnej oceny rewolucyjnych wydarzeń na Ukrainie, białoruska władza nie okazała żadnego, nawet formalnego poparcia dla byłego prezydenta.

Wprowadzenie wojsk rosyjskich i na terytorium Ukrainy i aktywne działania Rosji skierowane na destabilizację tego kraju, zupełnie zmieniają sytuację. Łukaszenko, jeszcze przed zmianą okoliczności, złożył publiczne oświadczenie, że terytorialna integralność Ukrainy leży w białoruskim interesie. I rzeczywiście tak jest. Przy wszystkich ideologicznych różnicach odmiennych sił politycznych na Białorusi, jednomyślność w tej sprawie prezentuje zarówno autorytarny rząd, jak i demokratyczna opozycja. Rosja grozi wojną, która spowodować może gospodarczą destabilizację, dezintegrację polityczną i rozlew krwi w całym regionie. Zarówno Ukraina, jak i Białoruś przez wieki żyły w nieustępliwym i duszącym uścisku „starszego brata”. Oczywistym jest, że Białoruś spodziewać się może presji, a nawet szantażu ze strony Rosji dotyczącego obowiązku wsparcia, przynajmniej werbalnie, rosyjskiej „pokojowej operacji”.

Jedno jest pewne – podział Ukrainy nie zaspokoi apetytu Rosji. Tę śnieżną kulę rosyjskiego imperializmu zatrzymać może jedynie solidarne i stanowcze stanowisko całego światowego społeczeństwa.

Tekst powstał w ramach programu Partnerstwo Wolnego Słowa realizowanego przez Res Publikę Nową.
Program finansowany przez Fundusz Wyszehradzki.

visegrad_fund_logo_web_blue_800

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa