Awangarda rocka lat 70.

Hagiografia 7 CZĘŚĆ 1 (europejska) Czerwiec – wrzesień 1974 Kolaboracje wybitnych muzyków, jakkolwiek często okazują się nieefektywne, mają tę fascynującą cechę, że wiele mówią o czasie i miejscu, w którym ich dokonano. 1 czerwca 1974 […]



Hagiografia 7

CZĘŚĆ 1 (europejska)

Czerwiec – wrzesień 1974

Kolaboracje wybitnych muzyków, jakkolwiek często okazują się nieefektywne, mają tę fascynującą cechę, że wiele mówią o czasie i miejscu, w którym ich dokonano. 1 czerwca 1974 r., w londyńskim Rainbow Theatre, na jednej scenie spotkali się John Cale, Brian Eno, Kevin Ayers i Nico, i choć występ każdego z nich utrzymano w formie minirecitalu, dobór artystów był nieprzypadkowy. Ayers, były członek awangardowej, progjazzowej grupy Soft Machine, zaprosił starą przyjaciółkę Nico, która z kolei przyprowadziła przebywającego w Anglii Johna Cale’a (oboje stanowili w 1967 r. trzon The Velvet Underground). Cale, wówczas bliski współpracownik Briana Eno, zabukował dla swojego kolegi miejsce na scenie, a Eno przybył tym chętniej, że tego wieczoru Ayersa postanowił wspomóc ich wspólny znajomy – perkusista Soft Machine Robert Wyatt. Obrazu dopełnił Mike Oldfield, gdzieś z boku brzdąkający na gitarze. Szeregowy londyński występ Ayersa przerodził się w szeroko reklamowane i długo oczekiwane wydarzenie – do tego stopnia interesujące, że naprędce podjęto decyzję o rejestracji koncertu pod nieformalnym szyldem ACNE (Ayers-Cale-Nico-Eno; Wyatt i Oldfield wystąpili w charakterze sidemanów). Całą czwórkę łączyły jednak więzy nie tylko zawodowe, ale także więzy towarzyskie i więzy nienawiści – w wigilię koncertu Cale nakrył Ayersa w łóżku ze swoją żoną. To o nim niespełna rok później zaśpiewał: The bugger in the short sleeves fucked my wife . Cóż, Historia wie, jak wprawić w osłupienie.

Cale przybył do Anglii w 1974 r., za namową włodarzy wytwórni Island, dla której na przestrzeni lat ’74 – ’75 miał nagrać trzy kolejne albumy. Koncert ACNE był jego otrzęsinami z brytyjską publicznością (pierwszy „angielski” LP Johna, Fear, trafił na rynek trzy miesiące później), co więcej jednak – był skokiem na głęboką wodę lokalnej sceny popawangardowej, której atmosfera została 1 czerwca ’74 r. skompresowana w sali Rainbow Theatre. Oczywiście były Velvet, ze względu na swój chropowaty dorobek, mógł być ojcem chrzestnym dla brytyjskich awangardzistów, ale to raczej on sam – po serii solowych płyt, które przeszły bez echa – potrzebował przewodnictwa i wsparcia. O ile chuć Ayersa nie była pomocna, artystyczny światek Londynu wchłonął Johna jak swego. W eseju poświęconym nagraniom Cale’a dla Island, Ben Edmonds pisząc o wpływie noise’owych eksperymentów Velvet Underground, podkreśla rolę sprzężenia zwrotnego, którego doświadczył muzyk, przybywając do Londynu: Cale napotkał scenę, która nie tylko powitała go, ale wręcz zbudowana była w oparciu o szacunek dla jego niedocenionych dokonań. Najlepsze zaś, że ta postglamowa, artrockowa twórczość – osadzona pomiędzy bliźniaczymi wieżami Davida Bowiego i Roxy Music – znalazła drogę do serca mainstreamu. I dalej: Producentami wykonawczymi „Fear” [solowego album Cale’a z 1974 r. – przyp. PS] byli Eno i gitarzysta Roxy Music, Phil Manzanera. Było absolutnie zrozumiałe, że Lou Reed znalazł patrona w osobie Bowiego, a Cale’a ciągnęło w stronę obozu Roxy. Wybaczcie znaczne uproszczenie, ale gdy Bowiemu chodziło o manipulowanie powierzchownością w duchu Warhola, u Roxy liczyła się muzyka.

Jakkolwiek słowa Edmondsa faktycznie wydają się krzywdzące dla Davida Bowiego, jego osąd trafia w „inne” sedno: zarysowuje kształt muzycznej mapy Wielkiej Brytanii w połowie lat 70., takiej, jak ją dzisiaj postrzegamy – z punktami orientacyjnymi w postaci muzyków (Roxy Music, Eno, Wyatt, Bowie i inni – długo by wymieniać) i z siecią wzajemnych powiązań, sympatii i interesów. Środowisko, które było tych relacji efektem, już wcześniej stanowiące istotną siłę napędową w brytyjskiej kulturze popularnej, około ’74 r. znalazło się u szczytu swoich twórczych możliwości. W 1972 r. David Bowie powołał do życia (a niespełna rok później uśmiercił) Ziggiego Stardusta; wraz z mieszanym przyjęciem albumu Diamond Dogs (1974) zakończył się glamrockowy etap w twórczości wokalisty, ale potknięcie nie zachwiało jego pozycją. Po Diamond Dogs z tym większym zaciekawieniem wypatrywano kolejnego ruchu Bowiego i choć prawdziwa rewolucja przyszła dopiero w trzy lata później, twórca Low zdążył wyrobić sobie markę najbardziej inspirującego artysty nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale może i na całym świecie. W 1973 r. Brian Eno opuścił Roxy Music, by do roku 1977 zaliczyć nieprzerwaną serię bezbłędnych albumów solowych i dwóch nagranych w towarzystwie Roberta Frippa. W ’74 r., znajdujący się już poza Soft Machine, Robert Wyatt podpisał się pod kultowym Rock Bottom, Roxy Music wydali Country Life, John Cale przybył do Anglii, a symbolicznym centrum tych wydarzeń stał się czerwcowy koncert ACNE.

A jednak osądowi Bena Edmondsa nie można by przypisać znaczenia, gdyby nie inne wydarzenie z 1974 r. – umiejscowione po przeciwnej stronie brytyjskiego myślnika. Podczas gdy „scena między wieżami Bowiego i Roxy Music” sięgała po nowe artystyczne wyzwania, inny wpływowy ruch angielskiego rocka osiągał szczyt popularności i komercyjnego sukcesu. Prog rock, bo o nim mowa, wyszedł z podziemia i przed gigantyczną, stadionową publicznością przekuwał swoje wyzwanie artystyczne w szereg kuglarskich sztuczek rodem z patetycznego wodewilu. W tymże roku ’74, na kilka dni przed wydaniem albumu Red, Robert Fripp rozwiązał King Crimson, najważniejszy i najlepszy zespół całego nurtu. Wówczas decyzja Frippa mogła wydawać się szalona, ale gitarzysta po latach tak tłumaczył swój wybór: King Crimson przestało istnieć we wrześniu 1974 roku, czyli wtedy, kiedy powinny były przestać istnieć wszystkie angielskie zespoły tego gatunku. Ale że dinozaury rock’n’rolla lubią to, co zaszło wcześniej, większość z nich dalej zbiera piankę, powtarzając od lat to samo, nie szukając nowych kierunków.

Impas prog rocka, skierowany przeciwko niemu, brutalny backlash sceny punkowej, inspirująca awangarda spod znaku avant popu – wszystkie te elementy w połowie lat 70. stworzyły spójną muzyczną opowieść, która za pośrednictwem nowej fali krytyków stała się klasycznym kanonem popkulturowego szyku. Mitologizacja tej wersji dziejów posunęła się jednak tak daleko, że ze zbiorowej pamięci usunięto element podstawowy – rewers. Niniejszy tekst jest próbą nowego odczytu powszechnie znanych zjawisk, poprzez ich konfrontację z drugą stroną lustra, z ich przez lata pogardzanymi przeciwieństwami. Albo też jest długim wywodem na temat minimalizmu, europeizmu i klasycyzmu z gościnnym występem wąsatego Prince’a i nowojorskiego disco.

Artykuł „Hagiografia 7” w całości można przeczytać w serwisie Screenagers.pl – jednym z najdłużej istniejących i najbardziej opiniotwórczych polskich mediów internetowych poświęconych muzyce rozrywkowej.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa