ANDRZEJEWSKI: Polityka kuli śniegowej

Młodzi obywatele uzyskują dowód, że utrwalone w społeczeństwie konotacje polityczności z oszustwem, wyzyskiem, korupcją i krótkowzrocznością są słuszne. Te resentymenty trwają długo.


Od pewnego czasu w polskiej polityce zagościł, zdaje się, pewien schemat: zgromadzić kapitał finansowy i ludzki, umieścić go pod banderą znanego i charyzmatycznego polityka. Niedługo przed wyborami zgromadzony kapitał przekuć w ideowo amorficzną polityczną bombę, której zadaniem jest stworzyć w opinii publicznej wyłom na tyle duży, by do sejmu wcisnęła się przezeń nowa siła polityczna.

Interesująco wygląda sejm IX kadencji. Na czele komitetu Lewicy powróciło SLD, które odbudowuje utraconą pozycję trzeciej siły w parlamencie. Przestrzeń do życia w parlamencie różnymi metodami wywalczyły sobie mniejsze ugrupowania lewicowe (Zieloni, Razem, Inicjatywa Polska). Wdrożenie nieortodoksyjnej doktryny koalicyjnej w formacjach skrajnej prawicy zapewniło, po kilkunastu latach starań, mandat sejmowy Januszowi Korwin-Mikkemu i kilku innym, nie mniej ciekawym, politykom tych formacji. Wzmocnienie stronnictw Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry oznacza stworzenie zupełnie nowej dynamiki między PiS i koalicjantami. Sojusz PSL-u z Kukizem wprowadza element nieprzewidywalny.

Te przetasowania pozwalają przypuszczać, że wybory w roku 2023 będą obfitować w zaskoczenia. Mimo pozornego zachowania wpływów przez duopol POPiS, może się okazać, że to nie Grzegorz Schetyna (lub jego następca) i Jarosław Kaczyński będą w następnej kadencji rozdawali karty. Warto więc skupić się na pewnym niepokojącym schemacie, powielanym przez ważną część nowych projektów politycznych w ostatnich latach.

Jak ulepić kulę śniegową

Ruch Palikota, Nowoczesna Ryszarda Petru, Kukiz’15, Wiosna Roberta Biedronia to najlepsze przykłady. Zgoda Michała Kołodziejczaka prawie dołączyła do listy, ale partia w niejasnych okolicznościach rozpadła się w lipcu. Projekty te, ideowo płytkie, działały jak swoiste kule śniegowe.

Reinhart Koselleck, Krytyka i kryzys. Studium patogenezy świata mieszczańskiego. Do nabycia w naszej księgarni.

Chcąc stworzyć właśnie taką polityczną kulę śniegową, pierwszym krokiem jest zidentyfikowanie istotnej luki w aktualnej ofercie politycznej – takiej luki, której wypełnienia pożąda niezagospodarowany aktyw (działacze małych organizacji, entuzjastyczna i żądna zmian młodzież lub przedstawiciele mniejszości, nieskompromitowani a wciąż rozpoznawalni politycy) i pasyw (darczyńcy, inwestorzy, skore do współpracy NGO-sy, sympatyzujący dziennikarze). Suma tego aktywu i pasywu to nasz kapitał polityczny.

Gdy lukę już zidentyfikujemy, sięgamy do marketu idei i staramy się przy pomocy dostępnych na nim aktualnie elementów stworzyć zaspokajający lukę polityczny produkt. Każda cecha produktu ma za zadanie przyciągać kapitał. Spójność niekoniecznie jest tu pożądana – opłaca się, na przykład, połączyć lewicową retorykę z postulatem de facto oznaczającym prywatyzację służby zdrowia. Każda osoba z targetu ma znaleźć coś dla siebie, a kwestie sporne przysłonić należy spoiwem w postaci, przykładowo, narracji antysystemowej lub wielkich postulatów z dziedziny tzw. obyczajówki – poruszamy kwestie szeroko pojętego postępu i nowoczesności.

Metalowy rdzeń naszej kuli śniegowej, czyli przywództwo, opakowujemy tym świeżym produktem politycznym. Nasza kula zaczyna powoli toczyć się w kierunku opinii publicznej, uruchamiamy marketing – teraz kapitał polityczny, niczym płatki śniegu, zaczyna oblepiać rdzeń, dzięki czemu całość nabiera masy i tempa. Jest to jedyna funkcja tego kapitału.

Kolejnym kluczowym elementem opisywanego schematu jest odpowiednia data, uchwycenie momentu kairotycznego dla zaistnienia kuli. Jeśli projekt wystartuje zbyt wcześnie, kapitał zacznie przedwcześnie topnieć, kiepsko ubity śnieg nie zniesie długiej jazdy. Jeśli z kolei za późno – nasza kula nie zdąży do czasu wyborów nabrać odpowiedniej masy. Wymierzmy czas dobrze, a mandaty będą nasze – zanim ktokolwiek zdąży naszą kulę odpowiednio zbadać.

Demiurdzy polskiej sceny politycznej wykreowali już przynajmniej cztery takie kule śniegowe z sukcesem; Ruch Palikota, Kukiz’15, Nowoczesna oraz Wiosna znalazły się w sejmie. Jaką przyszło zapłacić za to cenę? I jaką cenę płaci społeczeństwo?

Jesień Wiosny, Nie Teraz Ryszard

Pod koniec sierpnia w niesławnym już wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” Dariusz Standerski, dyrektor programowy Wiosny, stwierdził, że z partii odpadli ci, którzy „nie wytrzymali”, nie potrafili opanować emocji. Wywiad ten wywołał dość stanowczą reakcję m.in. niegdysiejszych kandydatów Wiosny Adama Traczyka i Michała Syski, a u wielu lewicowych działaczy pewne rozbawienie.

Wspomnijmy tłum obecny w lutym podczas spektakularnego wydarzenia promocyjnego Wiosny na Torwarze oraz entuzjazm uczestników na poprzedzających go „burzach mózgów z Robertem Biedroniem” odbywających się w całej Polsce. Kontrastem dla tego będzie wspomnienie– czerwcowego spotkania struktury warszawskiej Wiosny z Robertem Biedroniem, na które przyszło już raptem około 80 osób, a atmosfera była napięta. W trakcie spotkania salę opuściła, po pełnym goryczy wystąpieniu, wzburzona Monika Płatek, kończąc w ten sposób swoje zaangażowanie w projekt. Duża część obecnych na sali nagrodziła ją brawami.

Numer Res Publiki pt. Społeczeństwo obywatelskie. Regeneracja do nabycia w naszej księgarni.

W związku z wiecznie odkładaną rekrutacją członkowską do partii, skrajnie nepotyczną polityką kadrową, wątpliwościami struktur po wycofaniu się Biedronia z deklaracji o złożeniu mandatu, a także nierozwiązaną aferą mobbingową na Lubelszczyźnie i innymi nawarstwiającymi się problemami, dobra wola wokół projektu topniała coraz bardziej. Za przepalenie kapitału Wiosny wysoką cenę zapłaciła w wyborach parlamentarnych kandydatka Wiosny, „trójka” z warszawskiej listy Lewicy, Anna Tarczyńska. Mimo jej dobrego wyniku, trzeci mandat z Warszawy dla komitetu Lewicy został ostatecznie zdobyty przez (startującą z jednego miejsca niżej na liście) Magdalenę Biejat z partii Razem. Zdecydowało niewiele ponad 1500 głosów.

W czasie, gdy kula śniegowa Wiosny nabierała dopiero rozpędu, swoich sił spróbował ponownie Ryszard Petru, zakładając partię Teraz!. Przekonał się jednak, że odpowiedni śnieg dla każdego projektu pada raz na pokolenie, a być może raz na całe życie. Cenzus majątkowy przy układaniu list, koncepcja „elitarnego klubu”, zatem betonowanie członkostwa w partii i udostępnianie go jedynie dla wybranych, nieuwzględnianie zasłużonych lokalnych struktur na korzyść spadochroniarzy i teczkowych z „centrali”, a czasami wręcz brutalne i/lub kuriozalne usuwanie niewygodnych (patrz przypadek Roberta Smucza) – to tylko kilka z grzechów powielanych przez partie, które stosowały model kuli śniegowej. Polityczna praktyka pokazuje, że wiele z nich to grzechy jednorazowego użytku. Partia Teraz! nie istniała nawet rok, a Ryszard Petru zapadł, na czas nieokreślony, w polityczny niebyt. Pewna część kapitału wykorzystanego przez Petru przy zakładaniu .N była już, gdy zakładał Teraz!, w orbicie Roberta Biedronia.

W tej kadencji usłyszymy łabędzi śpiew aż trzech politycznych kul śniegowych. Nowe przywództwo Nowoczesnej, Wiosna oraz Kukiz’15 podjęły decyzje koalicyjne, z których wynikało jednoznacznie (a uzasadniały to sondaże), że rozumiały, że kapitał niezbędny do skutecznego samodzielnego startu nie jest już do odzyskania. W taki sposób Katarzyna Lubnauer dołączyła do obozu Grzegorza Schetyny, a Paweł Kukiz ustawił się za Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Robert Biedroń odkrył w sobie, przy pomocy Włodzimierza Czarzastego, interesujący talent wokalny, po czym został jednym z Trzech Tenorów Lewicy. Dziś jego głos – dobiegający wciąż czasem z Brukseli – coraz trudniej jest dosłyszeć.

Polityka Rabunkowa

Mijająca już dekada była w polskiej polityce właściwie dekadą polityki rabunkowej. Stare projekty polityczne skutecznie zabezpieczyły swoją pozycję (tzw. duopol) poprzez wykorzystywanie dynamiki wojny plemiennej. Większość nowych projektów zaś w dramatycznym tempie gromadziła i przepalała kapitał polityczny – byle choć na chwilę przebić się przez zgiełk tejże wojny. Wszystkie te nowe projekty dziś już praktycznie nie istnieją – Ruch Palikota się rozpadł, Nowoczesna jest konsekwentnie wchłaniana przez Platformę, Wiosna w połowie grudnia jednoczy się z – nader doświadczonymi w jednoczeniu – przyjaciółmi z SLD. Z oryginalnej antysystemowej platformy Pawła Kukiza i jego dość radykalnych postulatów nie pozostało prawie nic; muzyk podjął współpracę z partią będącą jednym z symboli establishmentu III RP.

Czytaj numer internetowego magazynu Res Publiki pt. Czas przyszły nienawistny?

Być może nasza klasa polityczna, a szczególnie demiurdzy kul śniegowych, liczą na magię obrotowych drzwi świata polityki oraz na krótką pamięć elektoratu. Uwydatnia się tu jednak rzeczona w akapicie wyżej rabunkowość. Jakkolwiek elektorat łatwo zapomina bieżące zdarzenia, to zarazem starannie rachuje sumę doznanych krzywd i nieprawości, formując resentyment. Na naszych oczach kolejne pokolenie – ci, którzy urodzili się już po transformacji albo pod sam jej koniec – otrzymuje dziś powody, by formować i wzmacniać w sobie ten resentyment.

Młodzi zgłaszający akces do świata polityki i pokładający wielkie nadzieje w nowych projektach uzyskują dowód, że utrwalone w społeczeństwie konotacje polityczności z oszustwem, wyzyskiem, korupcją i krótkowzrocznością są słuszne. To, czy twarzą tego dowodu jest Gomułka, Miller, Banaś czy Biedroń jest estetycznym detalem; resentymenty trwają długo i wykraczają ponad kadencję świetności tej czy innej osoby. Suma tych resentymentów fundamentalnie zmienia zasady funkcjonowania życia publicznego, przyczyniając się do destabilizacji i demoralizacji całego systemu.

Historia zna wiele przypadków, gdy przekroczenie masy krytycznej społecznego resentymentu do klasy politycznej owocowało pęknięciem systemu i pełną przemocy rewolucją. Pozostaje nam mieć nadzieję, że przynajmniej niektórzy z politycznych homines novi zbudują w elektoracie choć cień zaufania. W dobie bezprecedensowych wyzwań klimatycznych, niepokojących przetasowań geopolitycznych i postępującej erozji demokracji liberalnej zaufanie to jest kluczowe, byśmy utrzymali przy życiu nasze marzenie o zdrowym społeczeństwie obywatelskim i pomyślnej przyszłości dla Polski.

Eksperci od kul śniegowych powinni zaś, być może, wyjrzeć przez okno i sprawdzić, czy na horyzoncie nie majaczy nam demiurg nad demiurgami, który stworzy kulę śniegową ponad wszystkie inne kule. Taką kulę, która gdy dostanie się w pobliże sejmu, to i sejm zmiażdży. Ibi sunt dracones.

Tomasz Andrzejewski – były praktykant “Res Publiki Nowej”, działacz lewicowy. Prywatnie analityk w branży IT.

Fot. skeeze z Pixabay

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa