Amerykański zwrot w sprawie aborcji ośmiela prawicę w Europie Środkowo-Wschodniej do bardziej radykalnych postaw

Niedawne ograniczenie prawa do aborcji na Węgrzech zbiegło się z podobnymi zmianami w USA. To przypadek, czy inspiracja jednej partii prawicowej inną?


Ostatnie ataki na samorządność i prawa człowieka przez skrajnie prawicowe rządy i sądy w państwach zachodnich powinny być ostrzeżeniem dla społeczeństw. Wiele wskazywało na to, że tak się dzieje. Tymczasem pod koniec września republikański senator Lindsey Graham złożył wniosek o wprowadzenie ogólnokrajowego zakazu aborcji w Stanach Zjednoczonych. Tego samego dnia rząd Viktora Orbána przedstawił poprawkę zwaną „ustawą o biciu serca”, która, jak twierdzą obrońcy praw kobiet, będzie jedynie jeszcze bardziej dręczyć kobiety. To zastanawiające, że te ponadnarodowe, pozornie niezwiązane ze sobą ruchy są tak zgodne w swoich działaniach. Widać jednak, że prawicowi politycy myślą, że mogą kontynuować forsowanie restrykcyjnych zasad bez względu na opinię publiczną. I mogą mieć rację.

Strategie polityczne

Od Waszyngtonu i Tallina po Warszawę i Budapeszt, prawa reprodukcyjne i dostęp do medycznej opieki zdrowotnej są na celowniku skrajnie prawicowych ruchów od kilku lat. Ostatnia fala ataków na prawa reprodukcyjne rozpoczęła się w Warszawie w 2016 roku, po wniesieniu do komisji projektu ustawy, która jeszcze bardziej ograniczyła i tak już opresyjne prawo dotyczące aborcji, czyniąc ją w zasadzie nielegalną w każdych okolicznościach. Wynikający z tego ogólnokrajowy Czarny Protest przykuł międzynarodową uwagę, więc rząd pozwolił ustawie umrzeć po cichu w komisji.

Cztery lata później, po ponownym wyborze PiS, kiedy Trybunał Konstytucyjny był niemal całkowicie wypełniony sędziami związanymi z tą partią, sąd orzekł, że przerwanie ciąży z niepełnosprawnym płodem lub jego nieuleczalną chorobą jest „niekonstytucyjne”. Kolejna fala protestów nie przyniosła żadnych rezultatów.

Podobnie na Węgrzech, Fidesz wykorzystuje drogę legislacyjną oraz swoją dominację w sferze publicznej i politycznej do forsowania restrykcyjnych przepisów, zgodnie z globalną narracją konserwatywną. Nie milkną echa działań skrajnej prawicy w Estonii, w Wielkiej Brytanii i we Francji.

We Włoszech, perspektywa objęcia stanowiska premiera przez Giorgię Meloni jest dwuznaczna dla wielu kobiet. Z jednej strony, byłaby pierwszą kobietą na tym stanowisku we Włoszech, ale jej skrajnie konserwatywne wartości mogłyby ograniczyć wiele praw, w tym dostęp do aborcji.

Ten sam problem występuje w innych częściach Unii. Na Malcie aborcja jest nielegalna w prawie wszystkich sytuacjach (przypadki ciąży pozamacicznej są określane indywidualnie). Chociaż ostatnie badania wykazały, że w ciągu ostatnich kilku lat było niewiele postępowań, prawo nadal pozostawia kobiety przerażone zajściem w ciążę z niewielką lub żadną opcją pomocy czy opieki ze strony personelu medycznego. Podobna sytuacja dotyczy kobiet mieszkających w Andorze, San Marino i Liechtensteinie.

Wszystkie te ruchy poczuły się pewniej dzięki czerwcowemu zwrotowi w USA. Większość świata była zszokowana, że bastion demokracji uchylił prawo do aborcji, 50 lat po tym, jak zostało ono uchwalone. Sąd Najwyższy stwierdził, że „konstytucja nie przyznaje prawa do aborcji”.

Dokąd zmierzamy?

Tymczasem społeczeństwo USA nie jest przesadnie podzielone w kwestii aborcji. Według Pew Research, 61 procent Amerykanów wierzy w zasadność dostępu do aborcji i praw reprodukcyjnych.

Analogicznie jest w Polsce. W sondażu „Polityki” z ubiegłego roku, 80 procent kobiet poniżej 40 roku życia jest przeciwnych obecnym ograniczeniom. Tylko 9 procent zgadza się na obecne ograniczenia lub całkowity zakaz aborcji.

Jak to bywa w przypadku wielu radykalnych polityk, ideolodzy nie są zdolni do przewidywania rozmiaru szkód. Dopiero osobiste tragedie kobiet uświadamiają konsekwencje radykalnych zmian. Kobiety zmuszane do noszenia martwych płodów mimo zagrożenia ich własnego zdrowia. Ciężko chore dzieci, na których leczenie brakuje pieniędzy. Lekarze, którzy coraz częściej są nękani za świadczenie pomocy… Podobne przypadki wywołują oburzenie w Europie. Trzydziestosiedmioletnia Agnieszka z Częstochowy osierociła troje dzieci po tym jak lekarze odmówili usunięcia martwego płodu. Te historie stają się rzeczywistością z winy skrajnej prawicy i jej narracji. Czy wystarczą, by w kolejnych wyborach doszli do władzy bardziej liberalni politycy?

Istnieje nadzieja, że tak. W przyszłorocznych wyborach parlamentarnych w Polsce, rządząca partia może zostać odsunięta od władzy, a w USA kurs wyborczy, który był nastawiony na przejęcie przez Republikanów kontroli nad niższą i wyższą izbą Kongresu, jest obecnie niepewny. Wielu analityków uważa, że Demokraci mogą utrzymać Senat.

Niemal całkowita kontrola Fideszu na Węgrzech utrzyma się jeszcze przez kilka lat.

Wyraźny sygnał na to, że ruch na rzecz praw reprodukcyjnych nabiera rozpędu, pochodzi z głęboko konserwatywnego stanu Kansas. Trzy tygodnie temu wyborcy w tym stanie wzięli udział w prawyborach do senatu, które obejmowały również referendum w sprawie usunięcia poprawki dotyczącej dostępu do aborcji ze stanowej konstytucji. Referendum przegrało prawie dwoma trzecimi głosów.

Czy sprawa regulacji aborcyjnych zmotywuje głosujących w listopadowych wyborach do Kongresu? Czy postępowe partie w Europie będą w stanie zastosować podobne strategie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej?

Galan Dall – redaktor zarządzający w „Visegrad Insight”.

Artykuł powstał w ramach programu współpracy głównych tytułów prasowych w Europie Środkowej prowadzonego przez Visegrad Insight przy Fundacji Res Publica. Tekst ukazał się w języku angielskim w Visegrad Insight.

For.  Jon Tyson / Unsplash.

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa