Afera Babiša: Pieniądze z budżetu europejskiego powinny przynosić korzyści Czechom

Rozmowa z Petrem Leyerem, szefem czeskiego oddziału Transparency International.


We wrześniu 2018 r. czeski oddział Transparency International złożył skargę do Komisji Europejskiej w sprawie wykorzystania dotacji przez koncern Agrofert, znajdujący się w funduszach powierniczych czeskiego premiera Andreja Babiša.
Babiš jest trzecim najbogatszym Czechem, z aktywami o wartości około 3 miliardów euro (75 miliardów koron). Od 2017 r. Grupa Agrofert zatrudnia 33 tys. pracowników, z czego 22 tys. w Czechach. Firma działa w przemyśle rolnym, spożywczym, chemicznym i medialnym (dwie największe gazety, druga co do wielkości stacja radiowa i drugi najczęściej odwiedzany portal informacyjny). Agrofert ma ponad 250 spółek zależnych. Jej spółki rolnicze zarządzają ponad 100 tys. hektarów gruntów rolnych w kraju (3 proc. ziemi w Czechach). Firma otrzymuje rocznie miliardy koron z bezpośrednich płatności rolniczych za grunty uprawne tylko z UE. Andrej Babiš zarządzał firmą do stycznia 2014 r. Do 2017 r. był jej właścicielem. W związku z nowelizacją ustawy o konflikcie interesów, przekazał ją dwóm funduszom powierniczym: AB Private Trust I i AB Private Trust II. Jednak według audytu Komisji Europejskiej, zakończonego w 2021 r., Babiš wciąż kontroluje Agrofert i jest jedynym odbiorcą zysków. A to oznacza konflikt interesów.

Petr Leyer
Petr Leyer

Dlaczego ze sprawą konfliktu interesów Andreja Babiša w kwestii dotacji udał się Pan prosto do Brukseli?

Petr Leyer: Ponieważ tylko Komisja Europejska może zdecydować, czy naruszone zostało unijne rozporządzenie w tej sprawie i odpowiada za rozliczanie dotacji europejskich. Jej decyzja będzie informacją dla władz czeskich – jak radzić sobie z kwestią europejskich pieniędzy.

Nasza skarga do KE miała jednak na celu przede wszystkim podjęcie decyzji o charakterze ogólnym. Nie chodziło tylko o Andreja Babiša, ale o to, czy takie funkcjonowanie urzędnika państwowego w polityce i jednocześnie w biznesie jest dopuszczalne w świetle prawa europejskiego. Andrej Babiš i Agrofert byli również badani pod kątem konkretnych indywidualnych projektów inwestycyjnych, które miały otrzymać wsparcie z funduszy unijnych.

Agrofert jest prawdopodobnie największym właścicielem gruntów w Europie Środkowej. Jaki ewentualny konflikt interesów może zaistnieć w przypadku Babiša?


Wpływając na ogólny kształt dopłat do rolnictwa, Babiš może na tym indywidualnie korzystać. On i jego ministrowie dążyli do tego, by dotacje nie były już przyznawane od określonej ilości ziemi lub by zostały ograniczone do niemożliwej do pokonania kwoty. Babiš lobbował w tych sprawach podczas negocjacji z UE.

Premier oskarżył Pana o zorganizowanie spisku przeciwko niemu wraz z opozycyjną Partią Piratów. Rzeczywiście, składając tę skargę współpracowaliście ze sobą?


Nie. Piraci doszli do podobnego wniosku w oparciu o te same informacje, co my. Oni realizują cel polityczny, my zajmujemy się systemowym ustalaniem wysokości dotacji.

Podobno Czechy już wypłaciły firmie Andreja Babiša kwotę około 250 milionów koron za projekty Agrofertu wskazane przez KE, objęte decyzją w sprawie konfliktu interesów. Kwota wspomnianych dopłat rolnych, w przypadku których KE nie zakończyła jeszcze kontroli, wynosi miliardy koron. Czy państwo czeskie może odzyskać te pieniądze od firmy premiera?

To będzie bardzo trudne. Komisja Europejska stwierdza również, że czeska administracja państwowa w kwestii przyznawania dotacji europejskich nie jest dobrze zorganizowana. Jeśli zatem Agrofert będzie dobrze argumentować, że w wielu przypadkach niczego nie naruszył i że to państwo czeskie nie potrafiło zarządzać konfliktami interesów, może odnieść spory sukces.

Obecna czeska ustawa o konflikcie interesów jest zbyt słaba, czy też problem polega na tym, że Babiš ją obchodzi?

Ma ona swoje luki, ale w kwestii państwowych kontraktów i dotacji jest napisana tak, jak trzeba. W praktyce jednak władze czeskie, które decydują o dotacjach, nie są już w stanie w wystarczającym stopniu realizować ducha i litery prawa. Prawdą jest jednak również to, że Babiš podjął krok, który zaciemnił jego sytuację majątkową. Przekazał udziały w Agrofercie do funduszy powierniczych. Twierdzi, że jest to zgodne z czeskim prawem i że nie mógł zrobić nic innego. Władze czeskie nie są w stanie (lub nie chcą) dowiedzieć się, czy nadal jest on osobą kontrolującą te fundusze. To daje Babišowi czas i pieniądze, które może nadal czerpać z czeskiego budżetu. To manewr maskujący z jego strony. Wykorzystuje on fakt, że czeskie prawo nie określa jasno, gdzie dokładnie polityk powinien przenieść swoją działalność gospodarczą.

Czy zakończenie audytu UE, który wyraźnie wskazuje Andreja Babiša jako osobę kontrolującą Agrofert, oznacza ostateczne wstrzymanie europejskich dotacji dla tej firmy, jeżeli Babiš zostanie w przyszłości premierem Republiki Czeskiej?

Agrofert nie powinien już otrzymywać pieniędzy z budżetu Unii. Jednak władze czeskie, które przyznają dotacje, będą starały się odwrócić tę tendencję przynajmniej przez jakiś czas i zwrócić dotacje. Przynajmniej te, z czeskich środków budżetowych. Pytanie brzmi, czy będzie to zgodne z prawem i czy władze państwowe narażą się na kary za szkody dla czeskiego budżetu i konkretnych osób i na odpowiedzialność karną? Dzieje się tak w sytuacji, gdy takie zachowanie zostało uznane przez Komisję Europejską za naruszające prawo i prawodawstwo europejskie.

Agrofert prowadzi działalność nie tylko w Czechach, ale w całej Europie Środkowej i kilku innych krajach UE. Czy konflikt interesów między premierem Babišem a Agrofertem dotyczy również tych krajów i czy to oznacza, że Agrofert przestanie otrzymywać dotacje unijne również poza Czechami?


Być może nie, ponieważ w innych krajach Andrej Babiš nie ma takiego wpływu na programy dotacyjne. Z drugiej jednak strony, jest on zaangażowany na najwyższym szczeblu w działania, które mają wpływ na europejską politykę dotacyjną w całej UE. Dlatego od władz krajowych innych państw UE będzie zależało, jak duży konflikt interesów będą w tym widzieć.

Czeskie Ministerstwo Rozwoju Regionalnego oświadczyło, że nie zgadza się z wynikami kontroli Komisji Europejskiej i zaskarży Brukselę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Czy może to mieć jakikolwiek skutek zawieszający w odniesieniu do realizacji audytu, tj. niewypłacenia Agrofertowi pieniędzy UE na projekty europejskie w Czechach?

Jeśli Czechy pójdą do sądu z Komisją Europejską, Praga może być uprawniona do otrzymania środków, jeśli wygra. Następnie będzie musiała zwrócić pieniądze Agrofertowi.

Ale dopiero po kilku latach… Tymczasem, decyzja Komisji Europejskiej weszła w życie natychmiast, w piątek 23 kwietnia.


I tak w przypadku sprawy sądowej, można się spodziewać, że potrwa ona kilka lat. Dlatego dziwi mnie gorliwość Ministerstwa Rozwoju Regionalnego w tej sprawie. Komisja Europejska nie ma problemu z przekazaniem tych pieniędzy naszemu państwu, nie chce tylko, aby trafiły one do konkretnej osoby. Pieniądze te mogłyby zatem zostać wykorzystane na inne projekty oczekujące na finansowanie z funduszy UE.

Jako czeski oddział Transparency International przeciwstawiliście się najpotężniejszemu człowiekowi w Czechach i jednej z największych firm w kraju, stając się celem często brutalnych ataków Babiša. Nie żałuje Pan tego?

To nasza misja. Oczywiście interesują nas nie tylko ogromne afery, ale również dużo mniejsze, choć te są często rozwiązywane z naszą pomocą na poziomie lokalnym. Niewielu jednak odważyłoby się wystąpić przeciwko premierowi lub potężnym politykom w kraju. W tym celu dysponujemy wiedzą i pomocą naszej międzynarodowej sieci. Ta sprawa nie dotyczyła tylko Andreja Babiša, ale każdego, kto znalazłby się w takiej sytuacji.
Tu trzeba iść na całość, nawet kosztem ewentualnych ataków. Na szczęście w Czechach mówimy tylko o atakach słownych – Babiš nazwał nas np. „skorumpowaną organizacją pozarządową”. Nie mówimy tu np. o atakach fizycznych. W tym zakresie mamy przewagę nad niektórymi krajami i jesteśmy w całkiem dobrej sytuacji.
Otrzymujemy też wsparcie ze strony obywateli. Mam na myśli zarówno wyrazy poparcia, jak i drobne datki pieniężne. Myślę, że ludzie rozumieją, iż chcemy, aby miliardy z budżetu europejskiego przeznaczano na rzeczy, które przynoszą korzyści Czechom, a nie trafiały do kieszeni kogoś wpływowego, kto może sobie pozwolić na naginanie systemu tylko dlatego, że jest wysokiej rangi politykiem.

rozmawiał Luboš Palata

fot. Markus Spiske, Unsplash; archiwum Petra Leyera


Artykuł ukazał się w Denik.cz i Visegrad Insight i jest częścią współpracy pomiędzy wiodącymi wyszehradzkimi mediami: Denik.czDennikN.sk, Visegrad InsightRes Publica NowaOnet.plTelex.hu. Tytuł, wprowadzenie i skróty pochodzą od redakcji.

Projekt współfinansowany przez UE.

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa