Minęło 25 lat

Pozostaje nam oddychać głęboko i czekać z niecierpliwością. Do 2016 roku jeszcze mnóstwo czasu. Ale przetrwamy. Jedząc placek wiśniowy i pijąc kawę.


Gdy pojawiły się pierwsze plotki, jeszcze zimą tego roku, trudno było w to uwierzyć. Każdy, kto znał historię „Miasteczka Twin Peaks” oraz wojny Davida Lyncha i Marka Frosta ze stacją ABC o kształt drugiego sezonu tej legendy telewizji sądził, że powrót produkcji jest mało prawdopodobny. A jednak, udało się. Dale Cooper wróci na ekrany w przyszłym roku za sprawą Showtime, sieci znanej z takich hitów jak „Homeland” czy „Rodzina Borgiów”, rywalizującej w Stanach z HBO o prymat w kategorii seriali 2.0.

Twórcy serialu opublikowali 3 października o 11:30 (w dzień, w którym agent Cooper przyjechał do Twin Peaks 25 lat temu) tweet z cytatem doskonale znanym fanom („The gum you like is going to come back in style” – „Guma, którą lubisz, znów będzie modna”), natychmiast pojawiły się spekulacje. Czy zobaczymy odnowioną wersję na którymś z kanałów? Czy może… będzie kolejny sezon?

Trzy dni później pojawiła się zaskakująca dla wielu odpowiedź – Showtime wyemituje nowe odcinki na początku 2016 roku. Po krótkim okresie ekscytacji tą cudowną nowiną zaczęłam mieć wątpliwości. Kontynuacje to zawsze trudny temat, a powrotu do produkcji po 25 latach w historii telewizji jeszcze nie było. „Miasteczko Twin Peaks” to teraz pozycja kultowa – ten wciąż oglądany serial, odkrywany przez kolejne pokolenia, analizowany i przytaczany w kontekście obecnego boomu serialowego jako prekursor, jest obecnie u szczytu swojej sławy.

Aurę tę potęguje fakt, że w latach, w których powstawał, telewizja nie do końca była przygotowana na takie produkcje, co doprowadziło do dość słabej końcówki serialu, wymuszonej na twórcach przez władze stacji, domagających się rozwiązania zagadki kto zabił Laurę Palmer w połowie drugiego sezonu. Jednocześnie Lynch, który w tamtym okresie tworzył filmowe arcydzieła, obecnie zdaje się mieć twórczą zadyszkę, a jego produkcje nie spotykają się ze zbytnim aplauzem.

Są też jednak argumenty za tym, że powrót do Twin Peaks po ćwierćwieczu (zgodnie z obietnicą Laury Palmer daną agentowi Cooperowi) może się udać. Showtime pozwala swoim twórcom na dużą swobodę, a to jest to, co autorzy w rodzaju Lyncha bardzo lubią. Sam serial w formacie takim, jaki znamy z poprzednich części, doskonale pasuje do obecnie lansowanego modelu serialu 2.0.: skomplikowana, trzymająca w napięciu fabuła, wielowątkowość, autorski sznyt, oraz tajemniczość pozwalająca na rozwikływanie zagadek w długich dyskusjach w internecie. Te ostatnie towarzyszyły zresztą i pierwszym dwóm sezonom serialu, którego powstanie zeszło się z początkami internetu w USA – był on więc prekursorem także w kwestii odbioru fanowskiego. Jednocześnie słynny reżyser i Mark Frost znani są z tego, że nie podejmują się projektów bez wiary i przekonania – wolą zrobić coś mniej popularnego i zyskownego, ale za to zgodnego z ich wizją. Jednocześnie Showtime dysponuje ogromnym budżetem, który da wygodę producentom w realizowaniu ich dzieła. Sam Frost w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że jego i Lyncha oczekiwania wobec trzeciego sezonu są większe niż jakiegokolwiek fana. Pozostaje nam wierzyć i piszczeć ze szczęścia, tak jak ja gdy przeczytałam informację, że „to znów się dzieje”.

Możemy być pewni, że nie będzie to to samo Twin Peaks, jakie pamiętamy z lat 90. Ćwierć wieku to dużo czasu: zmienili się aktorzy, zmienili się twórcy, starzy fani są teraz w średnim wieku, a nowi to w dużej mierze pokłosie sentymentu retro. Sam reżyser serialu od kilku lat zdaje się poszukiwać siebie: wrócił do malarstwa, wypuszcza ubrania i ekologiczną kawę sygnowaną swoim nazwiskiem, flirtuje z muzyką. Część osób, kojarząca Lyncha głównie jako twórcę „dziwnych filmów”, może być zdumiona takimi chaotycznymi przedsięwzięciami. Jednak jeśli przeczytać wywiady z nim z początków produkcji „Miasteczka…”, okazuje się, że artysta ten wiele się nie zmienił: wciąż jest pełen niespotykanej wręcz energii, nieco dziecięcego podejścia do świata oraz fascynacji naturą i filozofią Wschodu (kto nie pamięta wykładu Dale’a Coopera o roli Tybetu w jego życiu, ręka w górę). Ta wybuchowa mieszanka, połączona z plastyczną, nieco mroczną wyobraźnią, sprawia, że dzieła Lyncha, te gorsze i te lepsze, są spójne jeśli chodzi o styl. To, co w zachowaniu reżysera może się wydawać chaotycznym poszukiwaniem swojego nowego wizerunku, wynika tak naprawdę z tego, że zawsze robił on to, co jest dla niego w danej chwili ciekawe lub zabawne, wykorzystując swoją niespotykaną energię do wielu przedsięwzięć naraz.

Nie ma co ukrywać – dla fanów „Miasteczka Twin Peaks” spełnienie obietnicy Laury, w obliczu tego, jak zakończył się serial w 1991 roku będzie okazją wyjątkową. Abstrahując od jakości produkcji, możliwość odwiedzenia Double RR, zobaczenia Kyle’a MacLachlana w roli Dale’a Coopera i dowiedzenia się, co słychać u naszych ukochanych bohaterów, będzie spełnieniem marzeń, które miały się nie ziścić. Jest to wyjątkowa szansa dla osób takich jak ja, które są kolejnym pokoleniem fanów opowieści o złu czającym się w sielskich lasach pogranicza amerykańsko-kanadyjskiego i które nie miały szansy uczestniczyć w premierowej emisji tego arcydzieła telewizji. Świadczy o tym ekscytacja otaczająca premierę wydania „Twin Peaks: ogniu krocz za mną” na Blu-Ray, filmu przecież niezbyt udanego jeśli patrzeć na niego przez nie-fanowskie okulary: dość drogi pakiet zawierający wycięte z niego materiały miał ogromne powodzenie już w okresie przedsprzedaży. Obecnie trwają spekulacje, kogo w nowej odsłonie „Miasteczka” ujrzymy – wszyscy pytani aktorzy deklarują chęć i gotowość, by pracować z Lynchem, jednak wciąż nie ma ostatecznej listy nazwisk. Jedno jest pewne – niestety nie ujrzymy Boba w wykonaniu Franka Silvy. Aktor zmarł w 1995 roku na komplikacje wynikłe z zarażenia wirusem HIV.

Pozostaje nam, fanom, oddychać głęboko i czekać z niecierpliwością. Do 2016 roku jeszcze mnóstwo czasu. Ale przetrwamy. Jedząc w międzyczasie placek wiśniowy i pijąc kawę. Oglądając poprzednie sezony po raz dziesiąty.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa