Alarm dla muzeów

Czołowi polscy muzealnicy apelują o wprowadzenie nowych zasad zarządzania ich placówkami. Jak poprowadzić dalszą dyskusję wokół sformułowanych tez, aby uniknąć publicystycznych mielizn skupiających się na politycznych aferach lub incydentalnych przejawach braku profesjonalizmu? Aby odpowiedzieć na […]


Czołowi polscy muzealnicy apelują o wprowadzenie nowych zasad zarządzania ich placówkami. Jak poprowadzić dalszą dyskusję wokół sformułowanych tez, aby uniknąć publicystycznych mielizn skupiających się na politycznych aferach lub incydentalnych przejawach braku profesjonalizmu? Aby odpowiedzieć na apel muzealników, trzeba sięgnąć głębiej i porozmawiać o polityce kulturalnej.

30 lipca Dorota Folga-Januszewska (Prezydent Polskiego Komitetu Narodowego ICOM) i Michał Niezabitowski (Prezes Stowarzyszenia Muzealników Polskich) wystosowali list otwarty do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nie nawołują w nim do zwiększenia poziomu finansowania, lecz kładą nacisk na zasady zarządzania muzeami.

Lektura dokumentu skłania do wniosku, że kluczem do poprawy sytuacji polskich muzeów jest zapewnienie mechanizmów gwarantujących najwyższe standardy prowadzenia nowych inicjatyw. To jednak wymaga profesjonalnego zarządzania nie tylko na poziomie poszczególnych instytucji, lecz przede wszystkim konsekwentnej polityki kulturalnej.

Autorzy listu apelują przede wszystkim o:

  • Wyznaczenie czytelnych kryteriów profesjonalizmu osób zarządzających muzeami, stawiania właściwych warunków w ogłaszanych konkursach na dyrektorów i powoływanie komisji konkursowych, w których nie zasiadają strony miejscowych konfliktów
  • Przed podjęciem decyzji o wielkich inwestycjach z pieniędzy publicznych – o przestrzeganie zasad szerokiej konsultacji społecznej ze środowiskiem, w którym działają muzea, oraz informowanie społeczności o kosztach utrzymania tych instytucji
  • Finansowanie muzeów w zależności od posiadanych przez nie zasobów, zbiorów oraz realizowanych zadań edukacyjnych i społecznych, nie zaś w odniesieniu do krótkotrwałych trendów politycznych
  • Wdrażanie legislacji muzealnej zgodnie ze standardami światowymi
  • Przestrzeganie zasad profesjonalizmu i właściwego wykształcenia zatrudnionego personelu.
Night-480x300

Kto jest frajerem?

Trudno nie zgodzić się z tymi postulatami. W odniesieniu do każdego z nich można wskazać przykłady potwierdzające konieczność podjęcia działań zaradczych. Wydaje się jednak, że realizacja zgłoszonych propozycji jedynie częściowo poprawiłaby sytuację polskiego sektora muzealnego. Utrzymywanie możliwie najwyższych standardów zawsze powinno stanowić przedmiot szczególnej troski – pytanie tylko, czy jest ono w ogóle możliwe wobec braku systemowych bodźców wymuszających skuteczność, efektywność i otwartość podejmowanych działań?

O aberracjach, na które zwracają uwagę autorzy listu, w większym stopniu decydują słabości administracji sektora kultury i deficyt przejrzystych zasad prowadzenia polityki kulturalnej niż sam brak profesjonalizmu czy polityczne konteksty poszczególnych przedsięwzięć. Pytanie należałoby zatem postawić w następujący sposób: problemem są odstępstwa od norm, czy może raczej brak zasad i procedur je charakteryzujących?

Ilekroć podejmujemy się analizy poszczególnych kazusów, umyka nam fakt podstawowy – polskie muzea funkcjonują w systemie, który dopuszcza do zaistnienia sytuacji dalekich od zwyczajów właściwych dla sfer administrowania publicznego, zarządzania projektami czy samej już polityki kulturalnej. Choć wszyscy oczekiwalibyśmy możliwie najwyższych standardów, w praktyce ich przestrzeganie uzależnione jest niemal wyłącznie od osób zasiadających w fotelach dyrektorskich.

Natura tego rodzaju problemów odsyła do dylematu dobitnie zarysowanego niegdyś przez Roberta Putnama, który pytał: „kto jest frajerem”? Czy jest nim ten, kto postępuje zgodnie z wymogami sztuki zarządzania publicznego, czy ten, kto wobec niedomagań systemu wykorzystuje jego słabości? Trudno nie ulec wrażeniu, że w przypadku polskiego sektora instytucji kultury ci pierwsi narażają się na niewspółmiernie więcej trudności (o frustracji nie wspominając) od tych, którzy wybierają metody doraźne, kierując się zmiennymi modami i uwarunkowaniami podyktowanymi klimatem politycznym.

Muzealny boom

Oszacowanie jakości projektów podejmowanych w obszarze kultury nigdy nie należało do zadań prostych, czy musi to jednak oznaczać zaniechanie wszelkich prób oceny?

W szczególności warto zwrócić uwagę na brak adekwatnych narzędzi, które w wymiarze systemowym gwarantowałyby ewaluację projektów wystawienniczych lub edukacyjnych podejmowanych przez konkretne placówki. Działalność sprawozdawcza, która została niebezpiecznie podporządkowana czynnikom stricte księgowo-rachunkowym, uniemożliwia rzetelną analizę rezultatów projektów. W efekcie istotnym kłopotem wśród instytucji nadzorujących okazuje się niewielka wiedza o inicjatywach realizowanych przez sektor muzealny.

Postulat dotyczący uzależnienia poziomu finansowania muzeów od udostępnianych zbiorów (warto zauważyć, że autorzy listu piszą jedynie o zbiorach „posiadanych”) lub realizowanych zadań edukacyjnych i społecznych należałoby zatem poprzedzić innym, dotyczącym opracowania kryteriów umożliwiających podobne działanie. Nie mniej istotne jest zapewnienie mechanizmów służących, odmiennej od księgowej, weryfikacji efektów realizowanych programów.

Przykładowo, w odniesieniu wyłącznie do wystaw organizowanych przez poszczególne instytucje, brakuje podstawowych, zbiorczych zestawień informujących o tematyce przygotowywanych w Polsce ekspozycji. Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia w sferze programów popularyzacyjnych i edukacyjnych. W jaki sposób można więc stwierdzić, że czas podjąć nowe zagadnienia, poruszyć odmienną tematykę i zmniejszyć intensywność lub porzucić dotychczas stymulowane kierunki działań?

Oddzielną kwestię stanowią projekty inwestycyjne, które niczym w soczewce skupiają większość instytucjonalnych braków. Propozycja dotycząca konieczności informowania społeczności lokalnych o kosztach utrzymania nowo powoływanych muzeów to jedynie wierzchołek góry lodowej.

Czy istnieją szacunki dotyczące obciążeń dla budżetów wynikających z utrzymania planowanych obecnie instytucji? Aby móc informować o kosztach, w pierwszej kolejności należy znać choćby przybliżoną ich wysokość.

Pytanie zatem, czy – słusznie zgłoszony przez  Folgę-Januszewską i Niezabitowskiego – postulat jest realizowalny w sytuacji, w której nawet jeśli szacunki te stanowią nominalne kryterium w prowadzonych procedurach konkursowych (ekspozycje stałe, projekty architektoniczne), to organom prowadzącym poszczególne instytucje brakuje narzędzi i wiedzy umożliwiających zweryfikowanie przedłożonych sum.

Kluczowe z planowanych aktualnie inwestycji infrastrukturalnych w kulturę zostaną zrealizowane w perspektywie 5-10 lat, najczęściej z funduszy unijnych. Koszt ich utrzymania spadnie jednak na podatników. Wydaje się, że wobec stale niepewnej wysokości budżetów na działalność kulturalną już dziś warto postawić pytanie o ryzyko przeinwestowania polskiego sektora muzealnego.

Równie istotny jest fakt, że wszelkie znaczące inwestycje realizowane są jakby niezależnie od siebie. Od otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego, przecierającego szlaki nowoczesnemu polskiemu muzealnictwu narracyjnemu, minęło już dziewięć lat. Obserwowany od tego czasu boom analogicznych inwestycji – by wspomnieć tylko o takich realizacjach jak Fabryka Schindlera, Podziemia Krakowskiego Rynku, Muzeum Chopina czy prowadzonych obecnie inwestycjach jak Muzeum Historii Żydów Polskich, Europejskie Centrum Solidarności, Muzeum II Wojny Światowej, Muzeum Historii Polski lub Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego – znalazł jedynie ograniczone odzwierciedlenie w procedurach ewaluacyjnych i kontrolnych stosowanych przez organy prowadzące wobec nowo planowanych placówek.

Mniej księgowości, więcej jakości

Nowoczesnych muzeów zrealizowano już w Polsce sporo, pokaźna jest również liczba daleko zaawansowanych projektów – czy warto za każdym razem uczyć się wszystkiego od nowa? Dlaczego nie podjęto wysiłku mającego na celu zapewnienie horyzontalnej koordynacji wiedzy i doświadczeń – wszelkiego typu platform umożliwiających promocję dobrych praktyk oraz wymuszających na instytucjach udostępnianie dokumentacji realizowanych projektów?

Nie mniej istotne pytanie: dlaczego na podstawie doświadczeń utworzonych dotychczas instytucji nie wypracowano narzędzi, dzięki którym organy prowadzące dysponowałby wiedzą umożliwiającą ocenę poziomu gotowości poszczególnych projektów do absorpcji środków publicznych i sprawnego przeprowadzania procesu inwestycyjnego?

Wzmocnienie kompetencji, słusznie proponowane przez autorów listu, w pierwszej kolejności powinno zatem dotyczyć instytucji prowadzących muzea i odpowiedzialnych za ich sprawne funkcjonowanie. Z całą pewnością kluczowym z wyzwań będzie odejście od stosowania wyłącznie ilościowych kwantyfikatorów (zwłaszcza frekwencji) jako metod umożliwiających przesądzenie o porażce lub sukcesie danej inicjatywy.

Równie istotne jest w tym kontekście poszerzenie spectrum narzędzi ewaluacyjnych o inne niż czysto księgowe. Obecnie, jeśli pozwalają one cokolwiek ocenić, to tylko to, czy instytucje kultury są skuteczne w wydawaniu funduszy publicznych – brakuje weryfikacji efektywności i celowości oraz analizy relacji kosztów do osiąganych rezultatów.

Muzea, czyli polityka publiczna

Brytyjski teoretyk polityki James MacGreogor Burns zaznaczał, że w sferze publicznej mamy do czynienia ze szczególnego rodzaju dylematem: „gdy brak motywów, możliwości stają się mało ważne; gdy brak tych drugich, motywacje są bezpłodne”.

 

James MacGregor Burns mówi o przywództwie duchowym

Postulaty zgłoszone przez Dorotę Folgę-Januszewską i Michała Niezabitowskiego są szczególnie istotne. Zgodzą się z nimi zarówno przedstawiciele muzeów od wielu lat decydujących o kształcie rodzimego krajobrazu pamięci, jak i ci, który odpowiadają za budowę nowych. Tym bardziej więc powinniśmy starać się poprowadzić dalszą dyskusję wokół sformułowanych tez w taki sposób, aby uniknąć – częstego w polskiej debacie publicznej – analizowania wybranych kazusów niezależnie od siebie, jako politycznych afer lub incydentalnych przejawów braku profesjonalizmu.

Obecny kształt systemu zarządzania muzeami nie zapewnia racjonalnego gospodarowania funduszami oraz egzekwowania odpowiedzialności, zarówno na poziomie ministerialnym, samorządowym, jak i poszczególnych instytucji. Bez klarownych założeń, precyzyjnych celów, jasno określonych środków realizacji oraz metod ewaluacji przedsięwzięć i skłonności do wyciągania z nich wniosków – czyli tego wszystkiego, co składa się na podstawy każdej spójnej polityki publicznej – zawsze będzie możliwe doraźne przerzucenie winy na kontekst polityczny, niewystarczające doświadczenie kadry lub decyzje podejmowane przez danego dyrektora muzeum.

Pozbawieni narzędzi i systemowych ram dla działań w obszarze kultury nigdy nie opuścimy sfery intencji, postulatów i apeli. Niestety, jakkolwiek są słuszne, nie stanowią jeszcze gwarancji skutecznej polityki.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa